4 Wrz
2018

Dr Guillermo i Mr Memo

132 lata temu miała miejsce premiera noweli „Dr Jekyll i Mr Hyde”. Szkocki autor Robert Louis Stevenson opowiedział w niej historię londyńskiego prawnika który odkrywa że jego przyjaciel dr. Henry Jekyll w dzień jest cenionym lekarzem, a w nocy przeradza się w mordercę zwanego Pan Hyde. Opowieść szybko stała się światowym bestsellerem, a fraza „Jekyll i Hyde” do dnia dzisiejszego używana jest do określania osoby która ma dwie sprzeczne osobowości. Kimś takim jest bohater naszego dzisiejszego artykułu, Guillermo Ochoa. Dla jednych geniusz i absolutnie czołówka najlepszych bramkarzy na świecie, dla innych nieudacznik który co sezon wpuszcza dziesiątki bramek. Jaki naprawdę jest słynny „Memo”?

Geniusz

17 czerwca 2014 roku, reprezentacja Meksyku podejmowała gospodarzy mistrzostw świata, Brazylijczyków. Faworyt był oczywisty, ale pojedynek niespodziewanie zakończył się bezbramkowym remisem. Wszyscy obserwatorzy spotkania, włącznie z selekcjonerem Canarinhos Luizem Felipe Scolarim zachwycili się genialnym występem Pana Guillermo. Przez wiele dni światowe media powtarzały kompilację fantastycznych parad, a Ochoa stał się ulubieńcem fanów.

Niedługo później Meksyk wyszedł z grupy kosztem Chorwacji, a następnie dzielnie walczył z silną reprezentacją Holandii. Ponownie bohaterem spotkania został Ochoa, popisując się wieloma interwencjami najwyższej klasy, ale mimo prowadzenia nie udało mu się utrzymać korzystnego wyniku. Mimo że udział w turnieju zakończył dosyć szybko, media uznały go za drugiego najlepszego golkipera turnieju, tuż za mistrzem świata Manuelem Neurerem.

Wydawać by się mogło że po tak udanych występach, największe klubu w Europie będą bić się o świetnego Meksykanina, tym bardziej że właśnie kończył mu się kontrakt z francuskim Ajaccio. Jeszcze w trakcie mistrzostw informowano o poważnym zainteresowaniu ze strony Milanu i Liverpoolu, podobno w grę wchodziły także PSG i Barcelona. Cieniem na karierze Ochoa’y odbijał się jednak skandal dopingowy z 2011 roku. Wtedy właśnie podczas turnieju o Złoty Puchar CONCACAF u Guillermo i czterech innych reprezentantów Meksyku wykryto nielegalny clenbuterol. W obronie zawodników stanął sam prezydent kraju Felipe Calderon, który zapewnił że piłkarze są niewinni, a środek został im przez kogoś podsunięty. Oczywiście tego typu wymówki były bardzo słabe, ale dzięki interwencji prezydenta udało się uniknąć poważniejszych konsekwencji. Ochoa mógł dalej kontynuować swoją karierę.

Początku u Beenhakkera

Młody Guillermo debiut w seniorskim futbolu zaliczył u słynnego Leo Beenhakkera. Holender trenował wówczas meksykańską Americę, ale dopiero u kolejnych szkoleniowców Ochoa wywalczył miejsce w podstawowym składzie. Znakomite występy w swojej ojczystej lidze doprowadziły do zainteresowania ze strony klubów Premier League. Ostatecznie Manchester United i Fulham nie zdecydowały się na transfer młodego bramkarza, chociaż podobno negocjacie były w zaawansowanym stanie. Większe chęci wykazało francuskie Ajaccio, które w lipcu 2011 pozyskało jednego z najlepszych golkiperów spoza Europy. Ochoa spędził w Ligue 1 trzy sezony, z których najmilej może wspominać spotkania przeciwko PSG. Po jednym z nich jego nazwisko obiegło cały świat, co nie może dziwić biorąc pod uwagę że popisał się wówczas kilkunastoma efektownymi paradami.

Francuski klub negocjował przez jakiś czas sprzedaż piłkarza do Fenerbahce i Sevilli, ale ostatecznie zdecydował się… nie przedłużać z nim kontraktu. Jakim cudem? Ciężko zrozumieć tego typu decyzję, z drugiej strony Ochoa pojedyńcze występy miał genialne, ale na przestrzeni całego sezonu był raczej przeciętny. Co roku był w czołówce bramkarzy z największą ilością wpuszczonych bramek.

Zgodnie z logiką, po znakomitym mundialu w Brazylii, Guillermo Ochoa powinien przebierać w ofertach. Być może to przez niejasne zdarzenie z dopingiem, a być może przez brak paszportu Unii Europejskiej, zabrakło chętnych na jego zatrudnienie. W takiej sytuacji z radością przyjął ofertę z hiszpańskiej Malagi. Niespodziewał się jednak, że w nowym klubie przez długie miesiące nie podnosił się z ławki rezerwowych. Ten sam facet który na mundialu w genialny sposób obronił strzał Neymara (uznany z interwencję roku), został rezerwowym w przeciętniaku ligi hiszpańskiej, przegrywając rywalizacją z reprezentantem Kamerunu. Stracone dwa lata z kariery, zakończone wymuszonym wypożyczeniem do Grenady. Tam Ochoa bronił regularnie, ale bez większych sukcesów. Kibice zaczęli żartować że Ochota to świetny bramkarz, tylko że co chwilę musi wyjmować piłkę z siatki. 82 wpuszczone gole w jednym sezonie to zwyczajna katastrofa.

Na peryferiach wielkiej piłki

Zdesperowany Meksykanin w lipcu 2017 podpisał kontrakt z belgijskim Standardem Liegie. Zdala od najsilniejszych lig mógł znowu cieszyć się regularną grą, a przede wszystkim szykować się na mistrzostwa świata w Rosji. Nadszedł turniej i Ochoa znów stał się absolutnie topowym bramkarzem na świecie. Meksyk zagrał na mundialu ledwie 4 spotkania, ale Guillermo i tak zajął drugie miejsce w klasyfikacji największej liczby udanych obron, tuż za Thibaut Courtoisem. Nie byłoby zresztą niespodziewanego zwycięstwa nad Niemcami, gdyby nie znakomita dyspozycja golkipera z kręconymi lokami. Po wyjściu z grupy zmuszony został uznać wyższość Canarinhos, ale ponownie zaprezentował się ze świetnej strony. Mistrzostwa się skończyły, więc Ochoa wrócił do klubowej szarości, rozpoczynając sezon ligowy od porażki w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Ktoś mógłby zapytać jakim cudem ten sam zawodnik jest geniuszem na mistrzostwach świata, a za chwilę kisi się w słabych klubach? Jak to możliwe że jednego dnia zatrzymywał Neymara, Kroosa czy Mullera, a za chwilę zbijał piątkę z Ricardo Sa Pinto (aktualny trener Legii, który trenował go jeszcze kilka miesięcy temu w Liege)? Memo (bo pod takim pseudonimem Ochoa znany jest w Meksyku) wielkiej kariery już raczej nie zrobi. Kilka dni temu ściął swoje długie włosy, zrywając z wizerunkiem geniusza z dwóch poprzednich mundiali. Za rok kończy mu się kontrakt w Belgii, ale wciąż wierzy że uda mu się jeszcze raz pojechać na mundial. Będzie miał wówczas 37 lat, wiek w którym wielu bramkarzy wciąż prezentuje najwyższy poziom.

Na codzień jest poczciwym Guillermo, jednym z tysięcy bramkarzy na świecie. Na mistrzostwach świata przemienia się w Memo, broniącego jak w transie. Który Ochoa jest prawdziwy? Oczywiście obaj. Po prostu mundial to inny stopień motywacji. To środek w postaci adrenaliny który wyzwala z meksykańskiego bramkarza bestię. Szkoda że tak rzadko go zażywa.

Komentarze
Udostępnij: