Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Dorosłem do pewnych wniosków

W ostatnich latach w moim życiu zachodzą ciągłe zmiany. Jakiś czas temu wziąłem ślub, urodziło nam się dziecko, mam pracę, którą kocham i myślałem, że ten stan rzeczy będzie trwał jak najdłużej. Niedawno dowiedzieliśmy się, że nasza rodzina powiększy się o kolejnego członka, co za tym idzie mieszkanie trzeba było zamienić na dom, co równoznaczne było z zaciągnięciem kredytu, który skutkuje tym, że pracować muszę w wymiarze większym niż dwa etaty. Kiedy okazało się, że obecna sytuacja zmusza mnie do tego, żeby więcej czasu spędzać w pracy niż w domu pomyślałem, że trzeba przedłożyć rodzinę nad wykonywany zawód, który przecież tak bardzo kocham. Bliski jestem decyzji porzucenia miejsca pracy, w którym spełniam się na rzecz takiego, który zagwarantuje mi większe dochody oraz spowoduje, że więcej czasu będę spędzał w domu z rodziną.

Zmiana pracy w kontekście piłkarzy

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ moje przemyślenia skłoniły mnie do jednego wniosku, który brzmi następująco: „ty pieprzony hipokryto”. Dlaczego hipokryto? Ponieważ uświadomiłem sobie, że często krytykowałem piłkarzy za to, że odchodzili do słabszych klubów w pogoni za pieniądzem. To tak jak z moją zmianą pracy. Przecież chce porzucić miejsce, które kocham, dlatego, żeby więcej zarobić. Ostatnie piłkarskie przykłady to Yannick Ferreira Carrasco, Nicolás Gaitán, José Fonte, czy Javier Mascherano, którzy to wielkie kluby zamienili na chińską Super League. Jeśli chodzi o Fonte, czy Mascherano sprawa wygląda inaczej, zawodnicy Ci mają swoje lata, parę dobrych spotkań w życiu zagrali, najwyższy czas zarobić w fajnych warunkach na spokojną emeryturę. Gaitán to człowiek, który od długiego czasu był pod formą, więc złapanie takiej okazji to jak umówić się na randkę z Milą Kunis i dostać, chociaż małego buziaka w polik. Ale co z Ferreirą Carrasco? Przecież to etatowy reprezentant Belgii, jednej z najlepszych reprezentacji, która powinna być czarnym koniem Mistrzostw Świata w Rosji, do tego grał w Atlético de Madrid, które rok w rok gwarantowało mu grę o najwyższe cele.

Co sam Yannick powiedział o odejściu do Dalian Yifang? Oto cytat: „Zdecydowałem się na odejście, bo chcę kontynuować moją karierę w Dalian Yifang. Grupa Wanda, partner Atletico, inwestuje w piłkę nożną w Chinach, ich projekt przekonał mnie do podjęcia tej decyzji. Oferta z Dalian Yifang jest dla mnie oznaką zaufania oraz szacunku. Gra tutaj to znakomita okazja do rozwoju moich umiejętności”. Wszystko ładnie, pięknie, ale dlaczego nie powiesz po prostu, że chodzi o pieniądze? Po przedłużeniu kontraktu w 2016 roku w Atleti mógł liczyć na zarobki rzędu 4 mln euro za sezon. Teraz? 10,5 mln co daje prawie dwa razy większą wypłatę niż najlepiej wynagradzanego w Rojiblancos Antoine Griezmanna. Do tego dochodzi statut prawdziwej gwiazdy, a co za tym idzie kontrakty reklamowe sięgające kolejnych dziesiątek milionów. Dla porównania w Realu Madryt mniej zarabia Benzema, czy Carvajal, to samo tyczy się Rakitića w Barcelonie, czy Adrien Rabiot w PSG. Od początku tego sezonu Belg za gorsz nie przypominał chłopaka, który całował swoją dziewczynę po strzeleniu gola w finale Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt, czym osłabił zainteresowanie angielskich klubów. Wykorzystał szansę, która mogła się już nie powtórzyć.

Przykład Witsela

Tak samo uczynił niedawno Axel Witsel, który był pożądany przez praktycznie każdy wielki klub. Kibice zastanawiali się, czy po wojażach w Zenicie przejdzie do Chelsea, Manchesteru, Juventusu, czy PSG. On jednak zaskoczył wszystkich i zamienił zimną Rosję na orientalny klub Tianjin Quanjian, który po przyjściu Belga miał więcej odwiedzin na stronie niż przez kilka wcześniejszych lat. On nie owijał w bawełnę, powiedział, dlaczego to zrobił i chwała mu za to: „To był bardzo trudny wybór. Z jednej strony miałem ofertę z wielkiej drużyny i klubu ze światowego topu, jakim jest Juventus. Ale z drugiej pojawiła się oferta, której z myślą o rodzinie nie mogłem odrzucić-stwierdził Witsel w rozmowie z „Tuttosport”.

Oscar, Hulk, Witsel, Tévez, Carrasco czy wielu innych nawet nigdy nie marzyło o takich pieniądzach i mimo tego, że mogli zdobywać tytuły w Europie postanowili iść za głosem pieniądza. Powiedzmy sobie szczerze, transfer np. Coutinho nie był podyktowany chęcią większych pieniędzy tylko ambicjami. Przykład Brazylijczyka jest o tyle ważny, że jego umiejętności piłkarskie pozwalały na to, by przejść do zespołu, który jest w ścisłym gronie faworytów do zdobycia dosłownie wszystkiego. Ile miejsc jest w kadrze Barcelony? 23. Pomnóżmy to przez ilość miejsc w następujących klubach: Real, Juventus, Manchester City, PSG, Bayern Monachium. Daje nam to dokładnie 138 miejsc w klubach, które są realnymi faworytami do wygrania Ligi Mistrzów oraz walki o najwyższe cele w kraju. Czy transfer Nemanji Gudelja, czy Gabriela Paletty do Chin kogoś obchodził? Nie, ale dla zawodników, których są tysiące na świecie, podpisanie takiego kontraktu jest niczym złapanie Pana Boga za nogi.

Neymar

Neymar zamieniając Barcelonę na PSG stał się najlepiej opłacanym zawodnikiem na świecie. Czy wtedy jakiekolwiek sentymenty mają sens? Oczywiście, że tak. Ale piłka nożna to praca jak każda inna. CR7 swego czasu w United też nic nie brakowało, grał w zespole prowadzonym przez sir Alexa Fergusona, co było równoznaczne z walką o najwyższe cele. Zizou zanim został zawodnikiem Królewskich stwierdził, że jest gotowy zakończyć karierę w Turynie. Figo jako kapitan Barcelony i jej najlepiej opłacany zawodnik zaryzykował swoją reputacje stając się największym zdrajcą w historii piłki nożnej.

Futbol to sposób na życie

Niedawno rozmawiałem z Marcinem, z którym prowadzimy razem blog o włoskich piłkarzach, którym wyszło w Primera División. Było to zadanie niezwykle trudne, ponieważ Półwysep Iberyjski nigdy nie był ziemią obiecaną dla Włochów. Ale przypomniało nam się, że przecież Christian „Bobo” Vieri został królem strzelców w barwach Rojiblancos, po czym, po jednym udanym sezonie odszedł do Interu Mediolan. Zapytałem Marcina, czy kojarzy fakt, dlaczego tak się stało, ponieważ był to klub, który prowadził Radomir Atnić, a jego barwach nie grali źli piłkarze. Na to odpowiedział: „jak to Vieri, pewnie dla kasy”. Zacząłem się zastanawiać ile takich historii było w świecie piłki nożnej, zanim odejścia do Chin stały się modne. Pamiętacie gdzie w wieku 32 lat piłkę kopał Josep Guardiola? W Al-Ahli. Wesley Snijder po odejściu z Interu Mediolan w najlepszym wieku dla piłkarza, zamiast wybrać ofertę United, czy Liverpoolu postanowił podpisać kontrakt z Galatasaray. Ruud van Nisterlooy, jeden z najlepszych holenderskich napastników w historii po odejściu z Realu Madryt zapałał najpierw miłością do HSV, a później do Malagi, akurat kupionej przez Katarczyków. André-Pierre Gignac jako gwiazda Ligue 1 miał wiele ofert z Hiszpanii i Anglii – jako trzydziestolatek postanowił cieszyć oczy kibiców meksykańskiego Tigres. Sebastian Giovinco po nieudanym powrocie do Juve, wytransferowany został do kanadyjskiego Toronto FC, w którym inkasuje tak zwany kontrakt Designated Players, dzięki któremu zarabia 7 mln dolarów rocznie. Claudio Lopez w czasach kiedy jeszcze nie był piłkarskim emerytem zamienił Lazio na meksykańskie America, pamiętny skład New York Cosmo w 1977 roku bogaty był o takich zawodników jak: Pele, Franz Beckenbauer, Carlos Alberto, czy Giorgio Chinaglia. Mówi Wam coś nazwa Los Angeles Aztecs? To nieistniejący już, amerykański klub, którego przez krótki czasu, właścicielem był Elthon John. W pewnym okresie w jego barwach biegali Johan Cruyff (po odejściu z Barcelony i przed powrotem do Holandii), George Best, czy Javier Aguirre, a trenerem był legendarny Rinus Michels. Wielki Bebeto swego czasu zamieniał Brazylię na Hiszpanię, Meksyk, Japonię oraz Arabie Saudyjską. Txiki Begiristain jako reprezentant Hiszpanii i były zawodnik Barcelony, karierę kończył w Urawa Red Diamonds. Alessandro Nesta, Alex Del Piero, Xavi, czy Raul, Frank Lampard, Andrea Pirlo nie chcieli skończyć karier grając w wielkich klubach, dlatego przenieśli swoje walory do Ameryki, Australii, czy Arabii Saudyjskiej. Przykłady z naszego podwórka to Grzegorz Lato grający dla meksykańskiego Atlante, czy Kazmierz Deyna, który czarował stadion San Diego Sockers. Piotr Nowak, zanim stał się gwiazdą MLS, u szczytu kariery postanowił zagrać w tureckim Bakırköyspor. Arkadiusz Głowacki, Mirosław Szymkowiak, czy bracia Brożek przechodząc do Trabzonsporu nie myśleli raczej o zdobyciu Ligi Mistrzów i pokonaniu wielkiej trójki ze Stambułu.

Wnioski

Moja sytuacja życiowa pozwoliła mi uświadomić sobie jedno. Piłka nożna to zawód jak każdy inny. Niech każdy odpowie sobie sam, czy nie zmieniłby pracy, gdyby mógł zarabiać dwa, trzy razy więcej? Dlaczego tak często oceniamy innych nie patrząc na własne poczynania? Piłka nożna nadal w jakimś stopniu jest romantyczna, ale to wciąż sposób na życie. Może wpis ten jest dość kontrowersyjny ze względu na ogólnie zakrojoną nagonkę na zawodników takich jak Carrasco, ale od dzisiaj będę stawać w ich obronie. Każdy może powiedzieć, że przecież zarobki rzędu 2,3,4 mln są gigantyczne, ale mając takie pieniądze zawsze wydaje Ci się, że potrzebujesz więcej. To jest inny poziom życia, dla wielu niezrozumiały, gdzie kupuje się buty nie za 150 zł, ale za 15 000 euro, tam nie kupujesz auta z komisu za 17 000, tylko z salonu za 2 000 000 euro, ich dzieci nie chodzą do państwowej szkoły, a przecież dla wnuków trzeba coś po śmierci zostawić. Im więcej masz, tym więcej chcesz, tym więcej potrzebujesz.

Facebook Comments