Dobry wybór Lewandowskiego – Dominik Hładun

Początkowo założyliśmy, że do naszego cyklu wstęp mają zawodnicy maksymalnie urodzeni w roku 1996. Ale już wiemy, że będą wyjątki, bo nie mielibyśmy serca, żeby ominąć wyróżniającego się piłkarza tylko dlatego, że urodził się o rok za wcześnie. Tym pierwszym starszakiem będzie Dominik Hładun z Zagłębia Lubin. Dlaczego? Wychowanek Miedziowych bardzo długo czekał na swoją szansę w pierwszym zespole, a gdy już ją dostał, to okazało się, że przy okazji poddał w wątpliwość transfer doświadczonego Piotra Leciejewskiego. Los bywa jednak przewrotny i to młokosowi się poszczęściło. Z tego powodu uważamy, że zasługuje na naszą i Waszą uwagę.

Przypominamy, że poprzednim bohaterem był Tomasz Loska.

ZWYCIĘSKA PORAŻKA

Na inaugurację rundy wiosennej do Lubina przyjechał mistrz Polski, Legia Warszawa. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że mecz zakończy się remisem 2:2. Tak było aż do doliczonego czasu gry, kiedy to we własnym polu karnym kiepsko interweniował wspomniany Piotr Leciejewski, faulując Eduardo da Silvę. Właśnie ten rutyniarz, ograny, z bagażem doświadczeń z Norwegii, który został zakontraktowany, aby zastąpić Martina Polacka, szykującego się do odejścia. Sędzia bez wahania wskazał na wapno, a Miroslav Radović pewnie zamienił jedenastkę na gola na wagę zwycięstwa.

Być może to był ten moment, kiedy w głowie Mariusza Lewandowskiego narodziła się myśl: „a może by tak Hładuna dać?”. Tego z łatką utalentowanego golkipera, tyle że od wielu lat bez szans na grę na ekstraklasowym poziomie. Jak pomyślał, tak zrobił. W następnej ligowej kolejce między słupkami stanął wychowanek Zagłębia, Dominik Hładun, a na ławce zasiadł… Polaček! Tak więc można podsumować, że za jednym zamachem pozbawił gry zarówno Leciejewskiego, jak i Słowaka, który, tak jak się spodziewano, wkrótce zamienił Polskę na rzecz czeskiej Mlady Boleslav. 23-latek nie może jednak zaliczyć tamtego debiutu za udany. Miedziowi przegrali z Wisłą Płock 2:0, ale za to Dominik zbierał tylko i wyłącznie pozytywne noty. Wszak sam bramkarz meczu nie wygra.

RING PRZEGRAŁ Z BOISKIEM

A niewiele brakowało, żeby Dominik wcale nie został golkiperem. Ba, nie zostałby nawet piłkarzem! Ojciec zaprowadził bowiem najpierw swoich dwóch synów na trening bokserski. Pan Hładun tylko amatorsko boksował, za to zawodowo zajmował się tym wujek Hładunów, który podobno często zwyciężał. Z tego powodu pierwszym sportem, jaki poznali chłopcy, był właśnie boks. Ale ani jeden, ani drugi bokserem nie został. U Dominika zwyciężył najpiękniejszy sport świata, czyli piłka nożna. Na szczęście, bo jakoś nie widzimy go na ringu. Lepiej prezentuje się na murawie. Jednocześnie sam przyznaje, że to, że kiedyś tam boksował, działa na jego korzyść. Ma lepszy refleks, orientację i koncentrację, które zdecydowanie między słupkami się przydają.

Z racji, że rodzina Hładunów to rodowici lubinianie z osiedla Przylesie, jego przygoda z łaciatą piłką rozpoczęła się w juniorach Zagłębia. Od wiosny 2011/2012 włączono go do drużyny Młodej Ekstraklasy. Wtedy jeszcze istniał taki twór jak rozgrywki ME. Po likwidacji, zakotwiczył w Zagłębiu II, ale bardzo szybko awansował do pierwszego zespołu. W międzyczasie zaliczył półroczne wypożyczenie do Chojniczanki Chojnice. Przy pierwszej drużynie spędził aż 5 lat, ale za dużo spotkań sobie nie nabił w statystykach. W Lotto Ekstraklasie rozgrywa tak naprawdę dopiero pierwszą rundę. Wcześniej kilkukrotnie wystąpił w miedziowych barwach na poziomie pierwszoligowym i w Pucharze Polski, ale na najwyższym poziomie rozgrywkowym – nigdy. Dlatego tak cenne dla niego są te mecze, w których nie siedzi, a stoi.

Stery w klubie musiał przejąć Mariusz Lewandowski, który od razu zwrócił uwagę na 23-letniego wychowanka. Sięgnął po niego i jesteśmy pewni, że ani razu nie żałował tej decyzji. Był już przecież wybierany do jedenastki kolejki. Ponadto, Dominik stanowi też potwierdzenie filozofii klubu, która polega na regularnym wprowadzaniu chłopaków z Akademii. Tak, aby motywować juniorów i jednocześnie zarabiać na tych, którzy osiągnęli już pewien pułap (patrz: Jarosław Jach).

NAJPIERW MASA

Dominik Hładun jest mi bliski. Tak samo jak on, charakteryzuje mnie niezwykle szybka przemiana materii i za nic w świecie nie mogę przytyć tyle, ile bym chciała. Mogę jeść i jeść, a waga ani drgnie. W wywiadzie dla Canal+, przyznawał, że poziom jego tkanki tłuszczowej oscyluje około 4%, podczas gdy dla mężczyzn w jego wieku przewiduje się normę około 10%. Dominik przytacza jeszcze pewną historię. Po wyjściu z sauny poszedł się zważyć i się okazało, że po parówce ma jeszcze mniej tłuszczyku, bo tylko 2%! A przecież w saunie nie topi się tłuszczu… Jest to więc wyjątkowo wrażliwy chłopak na utratę wagi.

Z kolei dla „Przeglądu Sportowego” wypowiedział się kiedyś w ten sposób: – Chciałbym jeszcze urosnąć, ale… wszerz. Próbowałem różnych sposobów, żeby przybrać na wadze: były diety, treningi pomagające w rozbudowie masy mięśniowej, ale geny robią swoje. Przytyłem najwyżej 3-4 kilogramy i ciało mówiło „stop”, a potem znowu masa szła w dół. Ludzie się odchudzają i narzekają na efekt jo-jo. Ja też go mam, tylko działa w przeciwnym kierunku.

BRAMKARZ NA LATA

W Lubinie odważnie mówią, że w końcu mają swojego, dobrego bramkarza. Lubiniana pełną gębą, który za dzieciaka chodził z ojcem kibicować. Kibicom łatwiej się jest identyfikować z taką postacią niż z jakimś no namem z Krainy Tanich Piłkarzy, który przyjeżdża do Polski, żeby co miesiąc odbierać pokaźną wypłatą i mieć generalnie resztę w poważaniu. Oczywiście nie negujemy wszystkich obcokrajowców, bo są i tacy, którzy naprawdę robią, co mogą i dają z siebie wszystko, zyskując uznanie i szacunek fanów. Ale wiadomo, co Polak rodak, to Polak rodak.

 

 

 

Facebook Comments