Dennisa dwa lata w piekle

Latem 1993 roku przybył do Mediolanu z etykietą jednego z najbardziej utalentowanych ofensywnych graczy planety. Miał być dla Interu Mesjaszem i gwarancją rzucenia rękawicy wielkiemu wówczas Milanowi. Kiedy dwa lata później opuszczał stolicę Lombardii nie płakał po nim nikt. Z większym sentymentem żegnano pozyskanego wraz z nim Wima Jonka, niż jego samego. Dennis Bergkamp zawiódł we włoskiej Serie A na całej linii i obrazu tego nie jest w stanie zamazać nawet zdobyty w pierwszym sezonie gry dla Interu Puchar UEFA. Puchar UEFA wywalczony w nieprawdopodobnych dla mediolańskiego klubu okolicznościach.

„Miał ogromne problemy z aklimatyzacją, językiem i naszą kulturą. To był wielki piłkarz, ale nie udźwignął presji. W Interze wszyscy grali futbolówkę do niego i życzyli mu miłego dnia”. Tak po latach, na łamach włoskich mediów, przygodę Bergkampa w Mediolanie komentował Giampiero Galeazzi, ceniony włoski dziennikarz telewizji RAI, przez lata prowadzący kultowy program „90. Minuto”.

Bergkamp trafił do Interu z Ajaksu, latem 1993 roku, w glorii jednego z najbardziej obiecujących ofensywnych graczy w Europie. Za sobą miał już m.in. triumf w Pucharze UEFA 1991-92 oraz występ na szwedzkim Euro 1992. Z Urugwajczykiem Rubenem Sosą miał stworzyć duet napastników, siejący postrach nie tylko w Italii, ale również na całym Starym Kontynencie. Inter chciał za wszelką cenę podążyć drogą Milanu i zawojować świat.

Początki nie były złe. Kryzys Bergkampa i całego zespołu rozpoczął się w okolicach stycznia 1994 roku. To właśnie wtedy Mediolańczycy zaczęli przegrywać w lidze mecz za meczem, a Bergkamp popadł w strzelecką niemoc. Drużyna podzieliła się. Szatnia nie rozumiała Dennisa, a Dennis nie czuł się dobrze w szatni. Promykiem nadziei w całej tej sytuacji były dobre występy Interu w Pucharze UEFA. Gole holenderskiego napastnika pomogły Włochom jesienią 1993 roku wyrzucić za burtę rozgrywek kolejno: Rapid Bukareszt, Apollon Limassol oraz Norwich City.

W Europie Mediolańczycy zwyciężali niejako siłą woli, na przekór wszystkim i wszystkiemu. W Serie A do samego końca drżeli w obawie przed spadkiem – ostatecznie na koniec ligi zajęli 13. pozycję – ale w Pucharze UEFA, nie bez mozołu, pokonywali wiosną kolejne przeszkody. Dwumecze z Borussią Dortmund, Cagliari Calcio i Austrią Salzburg to były wykańczające batalie, w których Inter mierzył się nie tylko z przeciwnikiem, ale też z samym sobą. Swoimi demonami i słabościami. Po zwycięstwie w finałowych grach nad Salzburgiem Giuseppe Bergomi, kapitan i jeden z liderów zespołu, powiedział: „Niech zdobycie tego pucharu będzie formą przeprosin za ten sezon niespełnionych nadziei. Wiele wygrałem, ale dziś czuję się jakbym wygrał po raz pierwszy”…

To jak radził sobie w sezonie 1993-94 Inter w pełni odbijało się na dyspozycji Dennisa Bergkampa. Holender w Pucharze UEFA grał naprawdę dobrze. Strzelał bramki, asystował, decydował o grze ofensywnej zespołu. Na całej linii zawiódł w Serie A. Zawiódł tam, gdzie najmocniej na niego liczono.

Liga włoska, jej zawiłości taktyczne i twarde, gęste krycie, stłamsiły kreatywność Holendra. Każdy defensor za punkt honoru obrał sobie zatrzymanie Dennisa Bergkampa. Wszelkimi dostępnymi środkami. Holendrowi nie pomogli także trenerzy Interu. Zarówno u Osvaldo Bagnolego, jak i jego następców – Giampiero Mariniego i Ottavio Bianchiego (już w sezonie 1994-95), Bergkamp ustawiany był zwykle na szpicy, jako klasyczna „dziewiątka”. I, co zrozumiałe, biorąc pod uwagę jego charakterystykę, nie czuł się tam dobrze. To był typ „fantasisty”, lubiący atakować z głębi pola i cały czas być pod grą. Nie lubił bronić i wracać się do defensywy. Włoscy szkoleniowcy narzucili na niego kajdany i zabili jego największe atuty z kreatywnością na czele. To nie mogło się udać…

Dennis Bergkamp opuścił Inter latem 1995 roku, po kolejnym nieudanym, zakończonym na szóstej pozycji w Serie A, sezonie. Holender trafił do londyńskiego Arsenalu. I to właśnie w barwach „The Gunners” zapracował w kolejnych latach na miano jednego z najwybitniejszych atakujących przełomu wieków w Europie. To w Londynie na dobre odnalazł swoje miejsce na ziemi. Inter pozostał dla niego jedynie ciemnym, mglistym wspomnieniem. Wspomnieniem po nieudanej próbie na twardej, bezwzględnej, włoskiej ziemi…

 

Tekst: Łukasz Rodacki, @Duch Sportu

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *