David Beckham zakłada swój własny klub

Na ławce trenerskiej Carlo Ancelotti, na boisku Cristiano Ronaldo i Wayne Rooney. David Beckham planuje swój wielki powrót do świata futbolu. Tym razem nie jako zawodnik, ale właściciel klubu piłkarskiego z Miami o którym usłyszeć ma cały świat. Czy budowa klubu od zera w obecnych czasach ma jakikolwiek sens? Ile lat i ile pieniędzy trzeba poświęcić żeby stworzyć coś z niczego?

Na podbój Miami

Projekt Davida Beckhama wydaje się niezwykle ambitny. Sam piłkarz 5 ostatnich lat swojej kariery spędził w MLS i to ze Stanami Zjednoczonymi wiąże swoją najbliższą przyszłość. Beckham to nazwisko które otwiera wiele drzwi. Już teraz sam pomysł jest marketingowym sukcesem. Bo przecież nie mówimy o jakimś byłym grajku, tylko o człowieku orkiestrze, którzy przez lata był ikoną stylu, celebrytą pojawiającym się w reklamach największych firm i gwieździe która ma swoją linię kosmetyków. David chciał czegoś więcej. Skoro ma sławę, ma pieniądze to czemu tego nie wykorzystać?  W ten sposób zawiązano projekt o nazwie „Miami Beckham United”. W grupie właścicieli spółki znajdują się również producent Amerykańskiego Idola Simon Fuller oraz były właściciel hokejowej drużyny Toronto Maple Leafs. W sumie 8 współwłaścicieli, każdy z nich z pokaźnej wielkości portfelem. Pomysł iście w amerykańskim stylu. Były piłkarz, facet który potrafi produkować telewizyjne show, ludzie którzy odnosili sukcesy z klubami hokejowymi i koszykarskimi. Beckham zaprasza na pokład każdego kto może się przydać i dysponuje solidnym budżetem.

Były gracz Manchesteru i Realu stopniowo buduje swój własny klub. Jego popularny wizerunek pozwolił wciągnąć do projektu kilku bogatych biznesmenów, dodatkowo coraz realniej kształtuje się sprawa nowego stadionu dla drużyny piłkarskiej z Miami. Niedawno ogłoszono że Beckham i jego klub znajdą się w rozgrywkach MLS w 2020 roku. Do tej pory dograne mają zostać kwestie gdzie drużyna będzie grać, kto znajdzie się w jej składzie i… jak w ogóle będzie się nazywać. Istnieje wiele plotek, a najpopularniejsze typy to Inter Miami, Miami United oraz Miami Vice.

Czy Davidowi uda się zbudować od nowa klub piłkarski, a znani piłkarze chętnie go wzmocnią? Czy tego projekty mają w ogóle szanse rywalizacji z zespołami które mają ponad stuletnią tradycję? Przypomnę Wam kilka podobnych inicjatyw.

FC Bunyodkor

Klub z Uzbekistanu istnieje od 2005 roku. Głośno zrobiło się o nim w roku 2008 gdy najpierw długo kuszono Samuela Eto, a następnie podpisano kontrakt z Rivaldo. Dodatkowo trenerem zespołu został słynny Zico. Dwóch Brazylijczyków błyskawicznie wyczyściło klubowy budżet i właściwie na tym skończyły się sny o potędze. Dziś Bunyodkor jest drużyną która od kilku lat nieskutecznie próbuje odzyskać mistrzostwo Uzbekistanu. Tym razem z własnymi juniorami. Jak się okazało dziesiątki milionów wydane na pensje Rivaldo sprawiły że ktoś w klubie zrozumiał że lepiej stawiać na własną młodzież. Śmiało można ocenić że projekt się nie udał.

Anzhi Machaczkała

Gdy właścicielem jest jeden z najbogatszych ludzi na świecie, wiesz że będzie ciekawie. Klub który powstał w 1991 roku w 20 rocznicę swojego założenia szokował świat kwotami wydawanymi na nowych graczy. Sulejman Kerimow sprowadził wówczas m.in. Roberto Carlosa, Jurija Żyrkowa, Samuela Eto, Williana i Lassane Diarę. Wyniki nie były zadowalające więc już dwa lata później ogłoszono wielką wyprzedaż i redukcję budżetu o 2/3. Finalnie klub spadł z ligi w roku 2014, obecnie powrócił i oparty o młodych piłkarzy broni się przed spadkiem. Kolejny nieudany projekt. Zbyt wielkie oczekiwania wobec niezgranych ze sobą zawodników którzy Rosję traktowali jako miejsce gdzie można dorobić.

Shanghai SIPG

Klub który powstał w 2005 roku i mecze rozgrywa na potężnym 55 tysięcznym stadionie. Początkowo miał być jedynie drużyną skupiającą utalentowanych młodych graczy z Szanghaju, ale gdy w grę weszły kontrakty sponsorskie, zdecydowano o zmianach w polityce klubu. Zresztą sam człon nazwy SIPG to nazwa największego klubowego sponsora. A sponsorzy chcą w klubie gwiazd, skoro mają wykładać ze swojej kasy ogromne kwoty. Za 56 milionów euro sprowadzono Hulka, za 60 milionów Oscara. Chińska choroba zalewała coraz większą liczbę piłkarzy, ale mam wrażenie że ostatnio osłabła. Paradoksalnie z czasem coraz chętniej stawiano na młodych Chińczyków. Dziś zresztą chociaż w lidze wciąż pojawiają się wysokie transfery graczy z Europy i Brazylii, to coraz większą uwagę poświęca się budowie akademii i szkoleniu juniorów. Czy nadejdzie moment w którym ktoś uzna że pakowanie kasy w piłkę jest stratą czasu i pieniędzy? Nie wykluczone. Póki co Chińczycy żyją nadzieją że już za kilka lat pojawią się pierwsze gwiazdy „Made in China”.

Kasa nie daje klasy

Jak widać na powyższych przykładach, nawet sprowadzanie wielkich gwiazd i wydatek ogromnych kwot nie jest gwarantem sukcesu sportowego. W każdym z tych przypadków w pewnym momencie zdecydowano się postawić się na własną młodzież. Oczywiście ważnym aspektem jest również majątek właściciela i sponsorów. W przypadku PSG czy Manchesteru City właściciele nie mają żadnych problemów nawet gdy kluby przynoszą wielkie straty. Tylko że mówimy o klubach grających w najsilniejszych ligach, które dostają sporo ze sprzedaży praw telewizyjnych, w których wielu graczy chce grać. Weźmy takiego Neymara. Gra w Paryżu nie była dla niego problemem, ale wyjazd do Uzbekistanu? Myślę że nawet przy ogromnym kwotach pensji miałby już wielkie opory.

Czy jakiś klasowy piłkarz skusi się na propozycję Davida Beckhama? Myślę że jedynie piłkarze zbliżający się do emerytury. Może Rooney, może Cristiano Ronaldo, może nawet Zlatan będzie chciał stać się częścią tego projektu? Budowa klubu od nowa wymaga wiele cierpliwości i wielkiego budżetu. Oczywiście już teraz głośno o castingach młodych piłkarzy, pojawił się nawet pomysł „futbolowego idola” który miałby narobić rozgłosu w mediach, ale myślę że z realną budową klubu na własnych graczach trzeba będzie poczekać wiele lat.

Facebook Comments