Czy Świętym wypada wegetować?

Potrzeba zmian wywołuje dylemat: reforma czy rewolucja? W obu przypadkach istnieje szereg zalet i wad, efekt nie jest gwarantowany, a wybór metody jest uwarunkowany wieloma czynnikami. Ktoś decyzję podjąć jednak musi i ktoś będzie za jej konsekwencje odpowiedzialny. Jakie powikłania spotkają Southampton, którego władze od gwałtownego wstrząsu po słabym sezonie wolały względny spokój, rozwagę i pozorną stabilizację? 

17. miejsce na koniec poprzednich rozgrywek było najgorszym finiszem klubu od jego awansu do elity w 2012 roku. Nawet w roli beniaminka Święci poradzili sobie lepiej niż jako drużyna typowana do gry w europejskich pucharach. Na St Mary’s Stadium nastał kryzys, a, co gorsze, szans na poprawę sytuacji nie widać, ani nie słychać.

Po 12 kolejkach obecnej kampanii, Southampton ma na koncie zaledwie 1 zwycięstwo, a 8-punktowy dorobek zawdzięcza aż 5 remisom – nikt w stawce nie jest równie skłonny do kompromisów. W żadnym wypadku nie są one jednak zasługą dobrej gry obronnej nie pozwalającej przeciwnikom na zdobycie bramki, gdyż zespół może się „pochwalić” jedną z najgorszych defensyw w Premier League. Marnym pocieszeniem jest to, że identyczną ilością straconych goli legitymuje się wicemistrz kraju – Manchester United. Na domiar złego, podopiecznym Marka Hughesa tylko 8-krotnie udało się wbić futbolówkę do siatki rywala.

Parafrazując słowa hitowego utworu pewnego poznańskiego „artysty”:  w hrabstwie Hampshire nie jest kolorowo.

Cała sytuacja prowokuje do podważania decyzji lub nawet kompetencji zarządu klubu. W wielu kręgach oczekiwano bowiem, że na St Mary’s dojdzie do rewolucji, przemodelowania kadry i gruntownych zmian w strukturze. Nic takiego nie miało ostatecznie miejsca. Owszem, skład personalny drużyny uległ kilku korektom, pewna grupa piłkarzy zmieniła barwy, pojawiły się również nowe twarze, ale trzon i kręgosłup zespołu pozostał nienaruszony. Posadę szkoleniowca utrzymał też Hughes, co od początku budziło wiele emocji, głównie negatywnych.

Wybrano więc drogę reformatorską, kosztem rewolucji. Na razie odbija się to czkawką, a patrzenie w przyszłość z myślą o długofalowych wizjach nie ma najmniejszego sensu, gdy niepewna pozostaje teraźniejszość. Nie mam bowiem pewności co do tego, czy Southampton utrzyma się w ekstraklasie.

Z pewnością będzie to twardy orzech do zgryzienia. Święci nie wygrali do tej pory ligowego spotkania na własnym boisku, a walijski menedżer ma najsłabszy współczynnik zwycięstw (nieco ponad 20%) spośród wszystkich prowadzących zespół od 2013 roku. Zawodnicy rzadko zdobywają bramki po strzałach, które nie są efektem ustawienia piłki na 11. metrze i dopiero w sobotnim starciu z Watfordem przerwali trwającą 615 minut posuchę.

Z drugiej strony, trudno się dziwić, skoro jedynym regularnym egzekutorem jest sprowadzony latem Danny Ings, a Manolo Gabbiadini wpisał się właśnie na listę strzelców po 391 dniach przerwy…

To kamyczek do ogródka ludzi odpowiedzialnych za transfery. Wydawało się, że szeregi klubu powinno opuścić znacznie więcej graczy, których można określić mianem zgniłych jabłek, ni to zjeść, ni to upiec szarlotkę – ani nie gwarantują odpowiedniej jakości, ani nie widać perspektyw, by mieli się jeszcze rozwinąć.

Z nowo przybyłych najwięcej i najlepiej gra Ings, czyli jednoosobowa armia ofensywna. Swoje minuty dostaje też Elyounoussi, lecz liczb z tego żadnych. Nieźle w sezon wszedł najdroższy nabytek w historii klubu, czyli Vestergaard, lecz od 5 kolejek znajduje się on poza kadrą. Niczego nie wnosi również Stuart Armstrong. Marność nad marnościami i wszystko marność. No, prawie wszystko.

Kadra nie porywa, a człowiek stojący za sterem nie zna kierunku, w którym ma płynąć okręt. Prawdę pisząc, od początku nie byłem przekonany co do tego, czy Hughes jest w stanie przywrócić Świętym aureole. Niby w Stoke radził sobie przyzwoicie, lecz ostatecznie kryzys kosztował go utratę pracy. W nowym klubie od razu zetknął się z trudną sytuacją i mimo niezłego początku, który zaowocował utrzymaniem, w dłuższej perspektywie nie wygląda to dobrze. Nie wydaje mi się, by Walijczyk dał radę wnieść zespół na wyższy poziom.

Dobrym omenem dla Southampton jest… mierność innych. Pomimo słabych występów, ekipa z St Mary’s wciąż zajmuje pozycję nad strefą spadkową i nie ma noża na gardle. Jak długo jednak można wegetować? Kolejne kolejki bez zdobywanych punktów mogą pogrążyć drużynę i wpędzić ją do piekła. Nie jest to raczej odpowiednie miejsce dla Świętych…

Moim zdaniem, rewolucja jest potrzebna od zaraz. Będzie ona musiała przybrać formę operacji na otwartym sercu.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *