8 Sie
2018

Czy Młoty uderzą jakością?

Nowy sezon Premier League wystartuje za 2 dni. Należy uzupełnić zestawienie o kolejny, ostatni już klub urzędujący w stolicy Anglii. West Ham United to 13. siła poprzedniej kampanii, w której nie udało się spełnić oczekiwań. Od tego czasu zmieniło się jednak wiele. Jest nowy menedżer, ciekawe wzmocnienia i świeży pomysł. W teorii wygląda to obiecująco, lecz jak będzie w praktyce?

Młoty kiepsko rozpoczęły poprzednie rozgrywki, za co Slaven Bilić zapłacił utratą posady. Skończyła się cierpliwość zarządu, który mierzył wyżej niż utrzymanie, które także mogłoby być zagrożone. Aby tego uniknąć zatrudniono Davida Moyesa, co spotkało się z mieszanymi nastrojami wśród kibiców i ekspertów.

Z jednej strony chwalono wybór i przekonywano, iż Szkot to uznana firma, która sumienną pracą da drużynie to, czego akurat potrzeba. Liczono na namiastkę stabilizacji w połączeniu z solidnością.

Z drugiej jednak, wytykano Moyesowi ostatnie niepowodzenia: nieszczęśliwy romans z Manchesterem United, przygodę z Realem Sociedad oraz spadek z Sunderlandem do Championship. Miało to przekreślać wszystkie lata spędzone w Evertonie, czyli najlepszy okres w karierze szkoleniowca.

Ten wykonał jednak plan minimum – zapewnił pozostanie w ekstraklasie. Choć zespół grał dość topornie i bez błysku, na duży plus należy Szkotowi zapisać odbudowanie Arnautovicia i znalezienie pomysłu na Masuaku.

Po zakończeniu sezonu jego półroczna umowa wygasła i pożegnał się z klubem. 22 maja nowym menedżerem West Hamu stał się Manuel Pellegrini. Czy będzie to początek nowej ery?

Chilijczyk w przeszłości pracował w Realu Madryt i Manchesterze City, a ostatnie 2 lata spędził w Chinach. Co ciekawe, pierwszy raz w historii, Młoty mają za głównodowodzącego człowieka, który wygrał Premier League. Udało mu się to oczywiście podczas pracy z The Citizens w 2014 roku.

Na London Stadium liczą nie tylko na konsekwencję i progres w zdobywaniu punktów, ale również na uatrakcyjnienie stylu gry. Pragną oglądać drużynę grającą ofensywnie i z polotem, a pomóc mają w tym letnie transfery.

Trzeba przyznać, że właściciele klubu nie szczędzili grosza. Wydano ponad 90 milionów euro, co musi robić wrażenie biorąc pod uwagę markę West Hamu. Nie gwarantuje to jednak oszałamiającego wyniku sportowego, choć zdaje się, iż nie zaszkodzi.

Felipe Anderson pobił rekord transferowy Młotów, lecz nie sądzę, by z tego powodu ciążyła na nim ogromna presja. W zeszłej kampanii, występując w barwach Lazio, ustrzelił 8 goli i zanotował 10 asyst. W Londynie liczą na jego kreatywność i dryg ofensywny. Podobnie jest w przypadku Yarmolenki, który miał udział przy 19 bramkach Dynama Kijów i BVB.

Będący na wylocie z Arsenalu Wilshere nie chciał opuszczać stolicy. Z radością przyjął go West Ham, który miał braki w środku pola. Czy Anglik jest na to lekiem? Czas pokaże, lecz jego doświadczenie może okazać się bezcenne, jeśli tylko zdrowie dopisze.

W żadnym wypadku nie zapomniano o defensywie, która także wymagała wzmocnień. Do bramki wskoczył Łukasz Fabiański. Polaka chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Mało prawdopodobne było, by po zachowaniu 9 czystych kont w barwach spadkowicza oraz będąc jednym z najlepszych fachowców w lidze, kolejny sezon spędził na zapleczu Premier League.

Do środka obrony zawitał 21-letni Francuz z ogromnym potencjałem. Issa Diop rozegrał w zeszłym sezonie 41 spotkań i mimo zainteresowania wielu klubów wybrał West Ham. Wątpliwe, by jego etatowym partnerem stał się Fabian Balbuena, lecz sprowadzenie go z Brazylii nie jest złym ruchem. Sporo oczekuję natomiast od Ryana Fredericksa, który z pozycji prawego obrońcy zanotował 9 asyst w Championship. Jego bezgotówkowy transfer może okazać się małym majstersztykiem.

Ekipę Młotów opuścił Kouyate, który podpisał kontrakt z Crystal Palace, a do Interu wrócił Joao Mario. Wciąż bez klubu pozostają Collins oraz Evra.

West Ham wygrał 5 z 7 sparingów i tylko 1 przegrał. Jak zwykle, nie oznacza to wiele w kontekście ligowej rywalizacji, lecz pokazuje, że nowy menedżer powoli układa swoje „klocki”, a schematy taktyczne zdają egzamin.

Moim zdaniem, drużyna Pellegriniego ma potencjał, by powalczyć o prawo do gry w europejskich pucharach. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że wobec wielu zmian nie wszystko zacznie od razu świetnie funkcjonować. Jeśli jednak w nadchodzącym sezonie uda się zbudować solidne fundamenty, a spokoju i cierpliwości nie zabraknie, West Ham czeka nie najgorsza przyszłość.

Komentarze
Udostępnij: