Czy leci z nami selekcjoner?

Jeśli spotkania Ligi Narodów miały być formą testów dla Jerzego Brzęczka, to przetestowana została jedynie cierpliwość kibiców. Wiem że łatwo się dzisiaj krytykuje znając wyniki jego czterech pierwszych spotkań (dwa remisy, dwie porażki), ale czy ktokolwiek obiektywnie śledzący jego wcześniejszą karierę może być zdziwiony? Najważniejszym trenerem w tym kraju został człowiek który na trzy poważne kluby w których pracował, z dwóch wyleciał z hukiem. Z tym trzecim, czyli Wisłą Płock sięgnął po 5 miejsce w rozgrywkach Ekstraklasy. To trochę tak jakby prezesem banku został koleś po gimnazjum który matmę zdał z tróją, ale z jednego ze sprawdzianów dostał cztery z plusem. Może się okazać tak że mimo słabych ocen koleś ma predyspozycje, ale to nikomu niepotrzebne ryzyko. Może się udać, może okazać niewypałem. Z wielkim przekonaniem coraz bardziej skłaniał się ku tej drugiej opcji. Bądźmy poważni, ostatnie wtopy z Włochami i Portugalią były i tak niskim wymiarem kary biorąc pod uwagę jak beznadziejnie się prezentowaliśmy. Skoro nawet media sympatyzujące z ekipą Bońka przeszły do ataku, to znak że jest źle. Bardzo źle.

To co miało być największym atutem pana Jerzego, to jego zdolności przywódcze. Miał być kimś na styl Adama Nawałki, dobrym wujkiem który nie będzie przeszkadzał liderom, a zarazem wyciszy bunty w zespole. Takim co to rzuci anegdotką na konferencji, posuszy zęby w reklamie parówek i wypije kawę w studiu piłkarskim. No chyba że ktoś naprawdę wierzył w PR-owe bajki o rządach twardą ręką w karze. Nawałce udawało się tłumić konflikty w zespole, dzięki czemu w mediach jego zawodnicy funkcjonowali przez długi czas jako grupka sympatycznych kumpli z boiska. Wierzono że Brzęczek będzie kontynuował pracę Nawałki, co było sporą naiwnością. Przede wszystkim jest wujkiem Kuby Błaszczykowskiego. I nie chodzi mi tutaj o tysiące memów i żartów jakie krążą po internecie, ale wyobraźcie sobie sytuację w której Kuba sprzecza się z Lewym (a nie jest tajemnicą że Panowie za sobą nie przepadają). Czy selekcjoner może być w tym momencie obiektywny? Po porażce z Włochami można wyczuć zgrzyty na linii Brzęczek/Lewandowski. Zresztą media już rozpisują się o różnicy zdań między nimi. Czy Pan Jerzy ogarnie iskrzące się niepokoje zanim wybuchnie pożar? Mam spore wątpliwości. Chociażby pamiętając jak radził sobie w Gdańsku czy Katowicach, gdzie piłkarze swoje, a on swoje. Dziwne że media nie wbijają szpli przypominając jego kultowe konferencje prasowe na których tłumaczył że „jakby rywale nie strzelili bramki, to by nie wygrali”.

Marketingowcy PZPNu mają nie lada wyzwanie współpracując z Brzęczkiem. O ile Adam Nawałka „nie przeszkadzał” i rzadko kiedy wyskakiwał z jakimiś dziwnymi ruchami, o tyle Brzęczek już po czterech spotkaniach ma na koncie kilka gaf nie do wytłumaczenia. Miesiąc temu Polska grała towarzyskie spotkanie z Irlandią. Selekcjoner chwalił wówczas Damiana Kądziora („zanotował bardzo pozytywne wejście, jest dobrze wyszkolony technicznie, lubi krótką grę i ma dobrą lewą nogę”), skrzydłowy od tamtej pory zalicza trafienie oraz trzy asysty dla Dinama Zagrzeb i… nie dostaje nawet minuty w dwóch kolejnych meczach kadry. Co więcej, Brzęczek wypala że nie ma zbytnio skrzydłowych do gry, stąd musi stawiać na grzejących ławę Grosickiego i Błaszczykowskiego. Oczywiście nie zmienia to faktu że według trenera Adrian Mierzejewski jest naszej kadrze niepotrzebny. Krzysztofem Piątkiem zachwyca się pół Europy? A co tam, niech siedzi na ławie bo selekcjoner musi sprawdzić w grze parę Milik/Lewandowski. Bo przecież nikt z nas nie widział nigdy jak grają. A już zupełnie miażdży mnie argument o ich wspólnym doświadczeniu. To kiedy takowe ma łapać Piątek? Z San Marino czy Gibraltarem? Gramy dwa mecze z Włochami i w obu największe odkrycie ligi włoskiej siedzi na ławie. To jest tak głupie że aż szkoda komentować.

„Ostatnia zmiana była spowodowana tym, że chcieliśmy się zabezpieczyć, bo Arkadiusz Reca odczuwał skurcze”. „Zmiana w ostatnich minutach spowodowana była skurczami Arkadiusza Recy”. Dwie niemalże identyczne wypowiedzi, dotyczące dwóch różnych spotkań w odstępstwie miesiąca. Tak, dobrze zrozumieliście, w obu spotkaniach z Włochami w końcówce ten sam zawodnik zszedł z boiska bo nie był w stanie kontynuować gry. Osobiście nie mam nic do Recy, ale nie wyobrażam sobie żeby zawodowy piłkarz nie był w stanie rozegrać 90 minutowego meczu. Brzęczek nie ma z tym problemu, zresztą otwarcie przyznaje że część jego zawodników nie ma sił grać pełnego spotkania. Cholera, gdzie my żyjemy? Co by było gdybyśmy grali nie z Włochami którzy wcale nie narzucali wielkiego tempa, tylko z jakąś wybieganą drużyną na jakimś poważnym turnieju? Aż się nie chce wierzyć że w XXI wieku w 40 milionowym kraju reprezentują nas piłkarze z kondycją na godzinę gry. I żeby nie było, nie krytykuje tu jedynie Recy, bo ktoś tego człowieka powołał i usilnie na niego stawia. Będący w formie Olkowski? A po co on komu? Do trzech razu sztuka, w kolejnym występie Reca może w końcu dotrzyma do końca na dwóch nogach.

Nasza linia defensywna jak za starych czasów do złudzenia przypomina szwajcarski ser. Boki niemrawe, środek zagubiony, dziura na dziurze. Portugalczycy i Włosi wjeżdżali w nasze pole karne bez większego problemu, o czymś takim jak krycie para Glik/Bednarek nie miała większego pojęcia. Marcin Kamiński który po spotkaniu z Irlandią dostał jedną z najlepszych ocen ze wszystkich kadrowiczów, w kolejnych pojedynkach siada na ławie. Nie twierdzę że obrońca Dusseldorfu to jakiś zbawiciel i że drastycznie poprawiłby naszą grę w defensywie, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Chłopak gra regularnie w Bundeslidze, radzi sobie tam całkiem nieźle. Dostaje w końcu szansę w reprezentacji (sam byłem w szoku gdy zajrzałem do statystyk, wyobraźcie sobie że Kamiński mimo częstych powołań, w ciągu ostatnich 5 lat w kadrze na boisko wybiegł zaledwie 2 razy!), na tle kolegów wygląda co najmniej dobrze i znowu wraca do pozycji rezerwowego. Czy byłby gorszy od Glika i Bednarka? Nie mam możliwości weryfikacji tego typu tezy, bo nie został przetestowany. Teraz, w tych spotkaniach które miały służyć testom. Jak nie teraz to kiedy? Niektórzy próbują wmówić że Brzęczek szuka nowych rozwiązań, ale już przy obsadzie środka obrony widzę że konsekwentnie brnie w coś co się nie sprawdza. Nie przy takiej formie (a raczej jej braku) Glika i Bednarka.

W środku pomocy pojawiła się jeszcze większa dziura niż za schyłku Nawałki. Jeśli łatać ją mają Szymański i Linetty, to gratuluje poczucia humoru. Nie wiem co takiego jest w Karolu, że nie potrafię zaakceptować go w kadrze. W ofensywie bezzębny, w odbiorze nijaki. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale wygląda jak gorsza wersja Krzyśka Mączyńskiego. Ja wiem że w klubie zbiera dobre opinie, ale w reprezentacji po prostu nie da się go oglądać. Wybory personalne selekcjonera mogłyby mieć jakiś sens, gdyby były robione pod konkretnych przeciwników. Tymczasem przeciwko zwrotnym Portugalczykom gra powolny Kurzawa, a przeciwko silnemu środku pola Włochów przeciwstawiamy się Szymańskim. To trochę tak jakby doprawiać rosół i truskawki ze śmietaną i zamiast dodawać logicznych składników wrzucić do zupy cukru, a do deseru wlać Maggi. Można udawać że to „łamanie przepisów” i ryzykować sraczką, a można powiedzieć wprost że kucharz jest beznadziejny.

Jerzy Brzęczek pozostanie selekcjonerem, bo Zbigniew Boniek nie jest typem człowieka który przyznałby się do błędów. Może jakimś cudem uda mu się złożyć te klocki w jakąś sensowną całość, ale osobiście denerwuje mnie że pracę z reprezentacją zostawiamy przypadkowi. Nie wiem dlaczego w końcu nie spróbujemy z jakimś trenerem z zagranicy. Kimś obytym, z pomysłem, z chęcią rozwoju. Wuja miał być lepsza wersją Nawałki, dziś zniża się do poziomu Smudy i Fornalika. Piłkarze nie rozumieją jego pomysłów, kibice nie rozumieją jego wyborów, ale jednego mu odmówić nie można. Miał być człowiekiem który zjednoczy rozbite po mundialu środowisko piłkarskie i póki co jednoczy. We wspólnej krytyce.

Facebook Comments