Człowiek który wyciągał wnioski z porażek

Niewiele osób zdaje sobie sprawę że Kamil Glik jako nastolatek trafił na zgrupowanie juniorskiej reprezentacji Niemiec. Niestety (a raczej na szczęście) trenerzy widząc jego słabe umiejętności, bardzo szybko podziękowali mu za współpracę. Podobnie postąpili Stefan Majewski w Cracovii i Czesław Michniewicz w Lechu Poznań. Kamil mimo wielu niepowodzeń, nie poddawał się.

W końcu, 6 sierpnia 2008 roku, środkowy obrońca podpisał kontrakt z Piastem Gliwice. Ruch transferowy który budził więcej żartów niż pochwał, po latach okazał się jednym z ważniejszych dla polskiego futbolu. Sam zawodnik bez przekłamania przyznał że Piast był jedynym klubem zainteresowanym jego zatrudnieniem i to w kontekście występów dla drużyny Młodej Ekstraklasy. Kilka wcześniejszych miesięcy spędził w słynnym Realu Madryt, gdzie w pewnym momencie nie mieścił się nawet na ławce rezerwowych czwartoligowych rezerw. Oczywiście fajnie po latach słuchać opowieści jak „spotkał na siłowni Raula”, ale faktem jest że w Realu nikogo nie rzucił na kolana i bez żalu podziękowano mu za współpracę.

Co ciekawe, wielu kibiców Piasta kręciło nosem gdy Glik podpisywał kontrakt. W sparingach niczym nie wyróżniał się na tle lokalnej młodzieży, nawet trener Dariusz Fornalak nie był przekonany do umiejętności swojego zawodnika. „To nie jest żaden wirtuoz. Ani on szybki, ani jakoś bardzo zwrotny, za to dobrze czyta grę”. Grając w Ekstraklasie mocno popracował nad swoją fizycznością, a występując w jednej z najsłabszych ligowych drużyn miał co mecz wielkie pole do popisu. Niestety, Gliwice nie poradziły sobie z walką o utrzymanie i młody defensor stanął przed wyborem-gra w pierwszej lidze, albo szukanie nowego klubu.

7 lipca 2010 Kamil niespodziewanie wylądował we Włoszech. Z ostatniej drużyny Ekstraklasy trafił do piątej ekipy Serie A, Palermo. Grał tam niewiele (mówiąc brutalniej, w ogóle nie grał), następnie wypożyczono go do AS Bari z którym spadł do Serie B. Rok po transferze do Włoch przeniósł się do Torino w którym systematycznie budował swoją pozycję. Reszta kariery jest już większości kibiców doskonale znana. Kamil Glik przez trzy sezony nosił opaskę kapitana turyńskiego zespołu, znalazł się w jedenastce sezonu 2014/15, co powtórzył w Ligue 1 po transferze do Monaco. Kariera niemal dosłownie od zera do bohatera.

Szczęście, konsekwencja, właściwe wybory. Oczywiście wiele w tym zwykłego przypadku, bo nie sądzę żeby Glik chciał wracać do Polski, gdyby Real był zainteresowany jego dalszym zatrudnieniem. Ogromne znaczenie dla kariery Kamila ma menedżer Jarosław Kołakowski który potrafił znakomicie analizować sytuację i podejmować konkretne działania. Glik nie gra w Palermo? To szukamy mu wypożyczenia. Jego klub spada? To proponujemy mu drużynę w której będzie mógł regularnie grać. Nie chcę idealizować Pana menedżera, bo przecież nie robił tego hobbystyczne, tylko taką ma pracę, ale młody piłkarz potrzebuje takiej osoby która poprowadzi go przez karierę.

Kamil Glik nie podbił Realu, oblał testy w wielu klubach, przeżył spadek z Ekstraklasy i Serie A. Z każdego niepowodzenia wyciągał wniosek i zrobił karierę większą niż koledzy którzy w pewnym momencie wydawali się kilka poziomów lepsi. Wczoraj wrócił po kontuzji do gry w AS Monaco, które po fatalnym początku sezonu próbuje wydostać się ze strefy spadkowej. Dostał czwartą najwyższą ocenę spośród wszystkich zawodników na murawie.

Facebook Comments