12 Lut
2018

Coś na co czekaliśmy

Po okresie ogórkowym, kiedy głównymi tematami były transfery wraca nasza ukochana Liga Mistrzów. Najbardziej elitarne rozgrywki, które w ostatnich latach przechodziły różnego typu reformy. Miały one na celu umożliwić grę mniejszych klubów, które wcześniej nie miały realnych szans, żeby dostać zaproszenie na bal, na który wstęp miały tylko najmożniejsze kluby. Obecna kampania to znów porażka w eliminacjach polskiej drużyny. Mało niespodzianek takich jak udział Mariboru, czy Qarabagu nie nastrajała pozytywnie kibiców. Przebieg fazy grupowej zapowiadał się dość typowo. Wyjść miały najlepsze kluby i jak co roku walczyć w wąskim gronie o zwycięstwo. Jednak niespodzianki takie jak odpadnięcie Atletico Madryt, Borussi Dortmund, czy AS Monaco oraz późniejsze losowanie zestawiło nam kilka par, które realnie mogą nas elektryzować. Lubimy niespodziewane: zwycięstwo Porto, udział Artmedii Petrzałka, czy kapitalna gra drużyny z Księstwa w zeszłym roku. Tegoroczna faza pucharowa może na starcie przynieść nam wiele zmian na szczycie klubowej hierarchii, starcie najlepszych klubów Starego Kontynentu już w 1/8 zakończy marzenia niektórych o udziale w spotkaniu, które odbędzie się 26 maja 2018 na stadionie Olimpijskim w Kijowie.

Wtorek 13.02.2018

Starcie Dawida z Goliatem, czyli Basel – Manchester City

Nie ma innej możliwości niż bezbolesne przejście Obywateli do następnej fazy. Szwajcarski zespół co roku pisze piękną historię i powinien być wzorem dla naszych drużyn. Akanji sprzedany za 21 mln euro do Borussi, Embolo za 23 mln przeniósł się do Schalke, Elneny za 13 mln założył koszulkę Arsnealu, Salah za 16 mln zamienił szwajcarską Superlige na najlepszą ligę świata. Te przykłady najlepiej pokazują w jaki sposób funkcjonuje ten klub, który co roku traci najlepszego zawodnika. Mimo to potrafi w mgnieniu oka sprowadzić następcę, który nie jest trzydziestojednoletnim Słowiakiem, czy trzydziestosześcioletnim cieniem samego siebie. The Citizens w tym sezonie to klasa sama w sobie. Kevin De Bruyne wyrasta na człowieka, który po erze Messiego i Ronaldo wejdzie wraz z Neymarem w ich buty. Złota Piłka nieuchronnie wpadnie w jego ręce, kiedy Manchester City wygra Ligę Mistrzów, bo jeśli chodzi o krajowe rozgrywki nikt chyba nie ma wątpliwości, że można im przypisać tytuł za sezon 2017/2018. Agüero, Sané, Sterling, Fernandinho, Otamendi, Ederson, czy İlkay Gündoğan są piłkarzami, których chciałby mieć dosłownie każdy. Na ławce możemy spotkać jakich zawodników jak Delph, Gabriel Jesus, John Stones, Bernanrdo Silva, którzy w każdym innym klubie graliby tak zwane „pierwsze skrzypce”. Szkoda Basel, ale ten dwumecz będzie dla nich niczym sportowy gwałt.

Starcie doświadczenia z młodością, czyli Juventus – Tottenham

Stara Dama od wielu lat jest jak dobry rosyjski szachista. Nie gra spektakularnie jednak taktyką i mądrością zabija kolejnych rywali. Dwa finały w ostatnich trzech latach mówią same za siebie. Kapitalne transfery za gorszę i szeroki skład stały się znakiem rozpoznawczym drużyny prowadzonej przez Allegriego. Tottenham jest zespołem, który od paru sezon zalicza stały progres. Prowadzeni przez Harrego Kane’a, obecnie najlepszego napastnika świata są w stanie pokonać zespół z Turynu. Muszą rozegrać dwa perfekcyjne spotkania, żeby cieszyć się z awansu do kolejnej rundy. Szykuje nam się starcie spektakularnego ataku z wyrafinowaną obroną, czyli coś, co kibicie lubią najbardziej. Starej Damie nie można odmówić doświadczenia, które w takich spotkaniach jak to odgrywa dużą rolę. Dlaczego nie miałoby być powtórki z sezonu 2010/211, kiedy to Gareth Bale zdemolował włoski Inter? Może Walijczyka nie ma już w zespole, ale są inni. Alli, Eriksen, Lamela, czy Son należą do tej grupy zawodników, którzy jednym zagraniem mogą odmienić losy meczu. Z drugiej jednak strony, czy Chiellini, Barzagli, Rugani i Benatia pozwolą rozwinąć skrzydła następcy Alana Shearer’a ? Dwie filizofie gry, dwóch świetnych trenerów, dwóch kalsowych napastników, nasamowita pomoc Spurs i perfekcyjna obrona Juve. Będą gromy na Wembley i Allianz Stadium.

Środa 14.02.2018

Dwie drużyny, które wracają na należyte im miejsce, czyli Porto – Liverpool

Zwycięzca Ligi Mistrzów z 2004, czyli FC Porto oraz Liverpool, który zdobył tytuł w 2005 w ostatnich latach mieli swoje problemy. Powoli odradzają się za sprawą świetnych trenerów – Sérgio Conceição oraz Jürgena Kloppa. Faworyt wydaje się jeden- The Reds są ostatnio w świetnej formie, mają w zespole Roberto Firmino oraz Mohameda Salaha, którzy wyrastają na czołowych zawodników świata. Jedyną szansą dla FC Porto może być zdominowanie zespołu z czerwonej części Merseyside w środku pola. Danilo Pereira (o ile zagra) oraz Hector Herrera obecnie są zawodnikami lepszymi niż Georginio Wijnaldum, czy Jordan Henderson. Forma Emre Cana jest jak sinusoida, potrafi genialne mecze przeplatać takimi, w których jego nazwisko wymieniane jest po raz pierwszy w kontekście ściągnięcia go z boiska. Każdy kibic The Reds marzy o nawiązaniu do zespołu Rafy Beniteza, w którym brakowało gwiazd, ale cały zespół był kolektywem. Pamiętny finał z Milanem był pokazem psychicznej siły, której często brakuje Kloppowi i spółce. Napastnik Smoków Vincent Aboubakar jest typem zawodnika, którego piłka szuka w polu karnym, dlatego maksymalna koncentracja Virgila Van Dijka i Dejana Lovrena będzie kluczem do wywiezienia dobrego wyniku z Estádio do Dragão. W tej rywalizacji wynik do przewidzenia jest trudny. Liverpool może zdemolować rywala, cały dwumecz może również rozstrzygnąć się w karnych, a i niczym dziwnym nie będzie, kiedy to Porto strzeli jedynego gola w dwumeczu w 95 minucie spotkania rozgrywanego na Anfield. Jako kibic The Reds czekam na środę z niecierpliwością.

Walentynki w Madrycie, czyli Real – PSG

Crème de la crème fazy pucharowej. Real Madryt, czyli zespół, który jako jedyny w historii obronił tytuł, ma swoje problemy. W rodzimej lidze co tydzień przeżywa wielkie rozczarowanie. Rekordowa strata do Barcelony, napięta sytuacja kontraktowa Ronaldo, niesnaski, których centralną częścią jest Isco oraz niechęć kibiców wobec Benzemy nie nastrajają pozytywnie przed konfrontacją z Galacticos 2.0, czyli drużyną PSG. Gwiazdorski skład drużyny z Paryża ma wielkie szanse na wygranie tego dwumeczu. Tak zranionego Madrytu nie widzieliśmy dawno i szansa ta może już się nie powtórzyć. Aspiracje szejka Nasser Al-Khelaïfiego sięgają zenitu i pakowanie kolejnych setek milionów euro dla właściciela musi zakończyć się wygraniem Ligi Mistrzów. Drużynie Zizou w tym sezonie pozostała tylko walka na jednym froncie, ponieważ stracili już szansę na wygranie Primiera División oraz Pucharu Króla. Czy Neyemar będzie w stanie uciszyć Estadio Santiago Bernabéu tak jak robił to w czasach gry w Barcelonie? Królewscy są specjalistami od gry w Champions League, o czym świadczy 12 zwycięstw w tych elitarnych rozgrywkach. Przejście każdego z tych zespołów wydaje się normalnością, odpadnięcie rzeczą niezrozumiałą. O takich spotkaniach winno się mówić, że mecz ten odbywa się za szybko i niczym dziwnym nie byłoby, gdyby przy innym losowaniu, obydwa zespoły spotkały się w finale.

Wtorek i środa są dniem, kiedy kanapa w naszym domu, czy stołek w pubie są najbardziej gorącymi miejscami świata. Wygranie Ligi Mistrzów jest tym, co pozwala przejść do historii. W walce pozostało tylko 16 drużyn, z których każda marzy o honorowej rundzie z Pucharem 26 maja 2018 roku na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Spotkania rozgrywane w tym tygodniu są tymi z kategorii „wszystko się może zdarzyć” i naszym obowiązkiem jest oglądać je, bo historia ta dzieje się na naszych oczach. Awans Tottenhamu, Porto i PSG? Nie będzie w tym nic dziwnego. Liga Mistrzów potrafi zaskakiwać dlatego tak mocno ją kochamy mimo wszystkich brudnych rozgrywek, które funduję nam UEFA.

Komentarze
Udostępnij: