Co słychać w Anglii? (3. kolejka)

Kontrowersje na nowo wzbudzające dyskusję dotyczącą wprowadzenia VAR-u. Pierwsza strata punktów przez mistrza kraju. Kolejna porażka Manchesteru United i wciąż słabnąca pozycja Mourinho. Konsekwentny Liverpool, Tottenham i Chelsea. Zaskakujący Watford. Za nami trzecia seria spotkań w Premier League!

Perfekcyjny początek zalicza ekipa Kloppa. Zdecydowanie widać u nich poprawę w dwóch aspektach. Pierwsza to, rzecz jasna, defensywa. Przeciwnikom nie udało się jeszcze pokonać Alissona, a The Reds zachowali 7. czyste konto z rzędu na własnym stadionie. Jest to pierwsza taka sytuacja od 2007 roku i kadencji Beniteza, którego zespół dokonał tej sztuki 9-krotnie.

Drugim aspektem, który zauważam w postawie Liverpoolu, i który jest pozytywną przemianą, jest regularność, swoista konsekwencja. Chodzi mianowicie o to, że ekipa z Anfield nauczyła się wygrywać bez polotu i nie tracić koncentracji w starciach ze zdecydowanie słabszymi. Było tak w 2. kolejce na Selhurst Park, było i w sobotę w spotkaniu z Brighton.

To oczywiste, że najlepiej byłoby zawsze strzelać po 5 efektownych goli i w pełni kontrolować przebieg gry. Kiedy jednak dyspozycja dnia lub przeciwnik na to nie pozwalają, trzeba zrobić wszystko, by dopisać kolejne 3 oczka do swojego dorobku. I Liverpool wreszcie to potrafi. Fani być może nie uświadczą kolejnych remisów z Watfordem czy klęsk ze Swansea i to nie tylko dlatego, że Łabędzie spadły do Championship.

Z niesprawiedliwością musiał pogodzić się Manchester City, który tylko zremisował z beniaminkiem z Wolverhampton. Podopieczni Nuno Espirito Santo zagrali bardzo dobre zawody, lecz nieco przyćmił je gol zdobyty ręką. Nie zmienia to faktu, iż Wilki powoli zadomawiają się w Premier League, a zdobycie punktu w starciu z mistrzem może dodać im wiary w siebie.

Niejasności nie ominęły spotkania Newcastle z Chelsea. The Blues mieli monopol na posiadanie piłki i całkowicie kontrolowali grę. Pod bramką rywala byli jednak bezzębni. Oddali jedynie 3 celne strzały, a bramki padły po rzucie karnym i samobóju. Jedenastki być nie powinno, tak samo jak wyrównującego trafienia dla gospodarzy. Tak w praktyce wygląda brak VAR-u.

Chelsea jednak wygrała i po 3 kolejkach ma na koncie komplet punktów. Przyznam, że się tego nie spodziewałem, więc tym bardziej szanuję pracę wykonywaną przez Sarriego.

Nie sądziłem też, że 9 oczek uzbiera Tottenham. A jednak takie są fakty. W poniedziałek udało się ograć Manchester United na Old Trafford, a koncert rozegrał Lucas Moura. Czerwone Diabły po dobrej inauguracji rozgrywek poniosły dwie porażki. Brakuje skuteczności w ataku, porządku i pomysłu w środku, a także spokoju z tyłu. Gorąco jest też na ławce trenerskiej, a Mourinho przypomina kłębek nerwów.

Pierwsze zwycięstwo odniósł Arsenal, a pokonany West Ham osiadł na dnie tabeli. Młoty, jako jedyna drużyna w stawce, mają na koncie okrągłe 0 punktów. W skutek wielu zmian niewiele rzeczy funkcjonuje dobrze, a najjaśniejszymi punktami zespołu są Fabiański oraz Arnautovic. Do nich z pewnością nie można mieć zastrzeżeń, lecz kibice czekają na pozytywne rezultaty. Na wszystko potrzeba jednak czasu…

Wie o tym także Everton. Mimo miana niepokonanych The Toffees nadal nie przekonują. Widać w nich potencjał i pomysł na grę, lecz jest spore pole do poprawy. Przede wszystkim z tyłu, gdyż defensywa jest dość nieszczelna. Szczerze wierzę jednak w projekt Marco Silvy, a na jego zespół patrzę z niekrytą przyjemnością. Jeśli skuteczność dorówna stylowi, a do tego wszystkiego dojdzie jeszcze regularność, na Goodison Park wrócą dobre czasy.

3 mecze – 1 punkt i aż 7 straconych bramek. Nie tak początek sezonu wyobrażano sobie na Turf Moor. Rewelacja poprzednich rozgrywek – Burnley – nie radzi sobie z grą na dwóch frontach od samego startu kampanii i wszystko wskazuje na to, że we wrześniu zostaną z niczym. To jest bez kwalifikacji do Ligi Europy i bez punktów w Premier League.

The Clarets są bliscy doświadczenia na własnej skórze znanego i nielubianego pocałunku śmierci. Widzę to jednak w następujący sposób: Burnley nie awansuje do fazy grupowej Ligi Europy, a następnie powoli odbudowuje się w Premier League, by zakończyć kampanię w środku tabeli. Nie byłby to znowu najgorszy scenariusz. Pamiętajmy, że zeszły sezon był wyjątkiem, a ekipa z Turf Moor jest co najwyżej ligowym średniakiem.

Fulham, jako pierwsze spośród beniaminków, odniosło zwycięstwo. Dobrze spisał się Mitrovic, który jest moim graczem kolejki. Przy dwóch jego trafieniach asystował Vietto, który również zaliczył udany występ.

W gronie „dziewięciopunktowców” niespodziewanie zameldował się Watford. Szerszenie imponują formą, ale nadal wszyscy czekają, kiedy nastąpi krach. Przed nimi 2 trudne starcia, kolejno z Tottenhamem i Manchesterem United.

3 weekendy zleciały w czasie mrugnięcia okiem. Tuż za rogiem czai się już jednak 4. kolejka z kolejną porcją wrażeń. Najciekawiej zapowiada się starcie bezlitosnej Chelsea z bardzo solidnym Bournemouth. Poza tym wspomniany mecz „na szczycie” pomiędzy Watfordem oraz Tottenhamem. Jest na co ostrzyć zęby!

Facebook Comments