Co dwie Wisienki, to nie jedna

Batman i Robin, Bolek i Lolek, Janek Kos i Szarik, Vincent Vega i Jules Winnfield, Scottie Pippen i Michael Jordan czy Dwight Yorke i Andy Cole. To tylko kilka z całej gamy duetów, które podbiły nasze serca. Co tam serca, w różnorakich dziedzinach podbiły cały świat! Co dwie głowy, to nie jedna, więc nic dziwnego, że w tandemie łatwiej o sukces także w sporcie, a co za tym idzie również w piłce nożnej. Wiedzą o tym w Bournemouth i nie muszą nawet dążyć do stworzenia świetnie rozumiejącej się pary, która weźmie na siebie odpowiedzialność za wyniki. Tak się składa, że już takową posiadają. 

Drużyna Eddiego Howe’a jest rewelacją rozgrywek ligowych i zajmuje obecnie 7. pozycję w tabeli. Mimo że wśród Wisienek próżno szukać gwiazd światowego formatu, dwie postacie wyraźnie się wyróżniają i mają niebagatelny wpływ na osiągnięcia swojego zespołu. Ofensywny, niezwykle skuteczny i kreatywny duet tworzą Callum Wilson oraz Ryan Fraser. Pierwszy jest rasowym snajperem i z 8 trafieniami na koncie znajduje się w ścisłej czołówce klasyfikacji strzelców Premier League. Drugi odpowiada za stwarzanie sytuacji dogodnych do zdobywania bramek, a 7 asyst jednoznacznie wskazuje na to, iż robi to dobrze.

Uwadze nie może także ujść ich boiskowe zrozumienie. Napastnik zanotował dotąd 3 podania, które na gole zamienił szkocki pomocnik, który odwdzięczył się koledze dokładnie taką samą ilością finalnych dograń. W spotkaniu 15. kolejki Premier League Bournemouth pokonało Huddersfield 2:1, a bohaterowie niniejszego tekstu wypracowali sobie wzajemnie po 1 trafieniu.

Skąd biorą się ich świetne liczby?

Dwukrotne zerwanie więzadeł krzyżowych wymusiło trwającą 449 dni przerwę i zahamowało karierę Wilsona. Poprzedni sezon był więc jego pierwszym pełnym w Premier League. Jak wypadł pod względem statystyk? Poprawnie – 9 goli i 3 asysty to rezultat przyzwoity, lecz nie ponadprzeciętny. Co innego kampania 2018/19, która nie dobiła przecież jeszcze do półmetka.

Jak zaznaczyłem wcześniej, Anglik ma na koncie 8 trafień, uderzając średnio 2,4 razy na spotkanie, z czego 1,1 w światło bramki rywala. W sumie oddał 36 strzałów przy 44% skuteczności. Nie jest jednak nastawiony wyłącznie na zdobywanie goli i lubi, a co ważniejsze potrafi, wypracować dogodną sytuację partnerom z zespołu. Przeciętnie posyła 1,4 kluczowego podania na każdy występ, co przerodziło się w 8 stuprocentowych okazji stworzonych kolegom, a w efekcie w 5 asyst. Na marginesie, sam zmarnował takowych aż 12, więc ewidentnie ma jeszcze rezerwy i aspekty, nad którymi wciąż musi pracować.

Drugi człon duetu zdecydowanie lepiej radzi sobie podając niż strzelając. A przynajmniej tak wskazują jego statystyki. Fraser zdobył 4 bramki, oddając średnio 0,7 celnego uderzenia na każdy występ. Zanotował jednak aż 7 ostatnich passów – ustanawiając nowy rekord klubu – i jest pod tym względem najlepszy w angielskiej ekstraklasie. Jest to pokłosiem 2,5 kluczowych podań wykonywanych co mecz i wypracowania 15 stuprocentowych sytuacji. Szkot jest kolejnym przykładem na to, iż mały, a w zasadzie niski, też może! Jest bowiem drugim najniższym zawodnikiem Premier League (o 2 centymetry ustępuje Angelowi Gomesowi z Manchesteru United), a pierwszym biorąc pod uwagę regularnie występujących.

Niejeden klub, także z grona tych większych i bogatszych, może pozazdrościć Bournemouth takiego tandemu. Niewykluczone więc, że oba jego elementy długo na południowym wybrzeżu nie zabawią. Na razie jednak są i godnie reprezentują barwy Wisienek, pozwalając kibicom marzyć o pięknej przygodzie, jaką niewątpliwie byłyby zmagania w europejskich pucharach. Do awansu do nich jeszcze daleko, to jasne. Nie zmienia to faktu, iż Wilson oraz Fraser to obecnie para, której obawiać powinna się każda defensywa. Nawet ta najlepsza, z którą akurat dzisiaj przyjdzie im się zmierzyć. Na Dean Court przyjeżdża bowiem Liverpool.

Czy Anglik lub Szkot dorzucą coś do swojego dorobku? Miłośnicy Fantasy Premier League z pewnością głęboko w to wierzą i liczą na kolejne punkty wywalczone przez tych panów.

Facebook Comments