CM Punk kontra Floyd Mayweather w UFC?

Gdy tylko pojawiła się w mediach informacja że UFC 225 odbędzie się po raz pierwszy jako PPV w Chicago, od razu do głowy przyszło mi jedno nazwisko, a właściwie pseudonim. Zerknąłem na media społecznościowe i zobaczyłem że nie jestem osamotniony. Właściwie 95% komentarzy dotyczy właśnie jego. Nie jest wielkim zawodnikiem MMA. Ba! Nigdy nie wygrał zawodowej walki, a w rankingach na najgorszego zawodnika UFC w dziejach zapewne zajmowałby wysokie pozycje. Mimo to CM Punk jest wciąż ulubieńcem Chicago. Coraz głośniej mówi się nawet że zawalczy w oktagonie z Floydem Mayweatherem. Czy są na to szanse?

Best in the world

Młodość CM Punka to głównie występy na scenie niezależnej w pro-wrestlingu. Od połowy lat 90 Brooks zyskiwał popularność pokonując kolejne szczeble kariery wrestlera. Już na starcie poznał Scotta Coltona, który przybrał pseudonim Colt Cabana. Obaj panowie stali się nie tylko przyjaciółmi w życiu prywatnym, ale przede wszystkim gwiazdami sceny niezależnej. Często walczyli między sobą, dodając do swoich starć coraz nowsze elementy. Z prostych pojedynków dla niewielkiej publiczności, doszli do 60 minutowych batalii, które przyciągały ogromną uwagę widzów. Sam Brooks w swojej biografii opowiadał że był szalonym młodym chłopakiem pełnym dziwnych pomysłów, a wrestling to była świetna okazja na okazywanie tego szaleństwa.

Wraz z rosnącą popularnością, zmieniały się organizacje dla których walczył Brooks, Ring of Honor, TNA, aż w końcu ECW w 2006 roku. W ECW które było wówczas częścią WWE jeszcze bardziej rozwinął swoje umiejętności aktorsko-zawodnicze, czego efektem była walka na największej gali dla wrestlerów Wrestlemanii. W 2008 roku Punk został nowym mistrzem WWE, co zostało przyjęte przez widzów z ogromnym poparciem.

Best in Business

3 lata później, doszło do wielkiej „Punkomanii”, która opanowała cały świat fanów wrestlingu. 17 lipca 2011 roku, CM Punk zdobył mistrzostwo WWE, ku uciesze widzów w jego rodzinnym Chicago. Wydawało się ze świat wielkich finansów stoi przed nim otworem, a pozycja topowej gwiazdy organizacji jest w jego zasięgu. Był kimś swoim dla widzów z całego świata. Co przez to chcę powiedzieć? WWE zawsze starało się kreować celebrytów. Weźmy takiego Hulka Hogana. Facet nie był wybitnym wrestlerem pod względem techniki, ale miał na tyle dużą charyzmę że zna go praktycznie każdy na całym świecie. Tak samo The Rock. Nie bądźmy naiwni, od dłuższego czasu każdy film z Dwayne’m Johnsonem jest na jedno kopyto. Kogokolwiek gra, robi to tak samo. CM Punk był kimś normalnym w tak specyficznym biznesie. Kolesiem który z prostego chłopaka stał się gwiazdą, ale pozostał sobą.

17 lipca 2001 roku Brooks miał stoczyć swój ostatni pojedynek dla WWE (oczywiście była to część wymyślonej historii), co wyzwoliło w fanach szczególną mobilizację. Rozłąka Brooksa z WWE nie trwała długo, gadżety z podobizną idola sprzedawały się w oszałamiającym tempie, a media w Stanach podchwyciły popularny temat mistrza, który po zdobyciu pasa „odszedł” z organizacji. Oglądałem dziesiątki tysięcy wydarzeń sportowych, ale takiej atmosfery jak podczas tamtej gali ciężko mi przypomnieć. To było coś niewiarygodnego! Ot facet na żywo bierze mikrofon i publicznie wytyka wady WWE, bez żadnych skrupułów punktuje grzechy właściciela organizacji. CM Punk stał się głosem tych wszystkich których głos dotychczas pozostawał olewany.

Adios Vince!

Punk powrócił do WWE niedługo później, przez rok będąc twarzą wrestlingu. W 2011 i 2012 otrzymał prestiżową nagrodę wrestlera roku magazynu Pro Wrestling Illustrated, przez 434 dni pozostawał mistrzem organizacji, bijąc współczesny rekord. Okres popularności Brooksa został zakończony w sposób dla niego wstydliwy. Właściciel organizacji Vince McMahon zdecydował że… więcej pożytku będzie, jeśli pas przejmie aktor The Rock. I tym sposobem, CM Punk utracił swój pas na rzecz celebryty. Stało się to co sam wcześniej wielokrotnie krytykował. Ciężka praca została umniejszona żeby zrobić miejsce komuś bardziej znanemu kto zawodnikiem jest tylko od święta.

Od tamtej pory jego pozycja w organizacji słabła z miesiąca na miesiąc. Co prawda dostawał kolejne „walki”, ale były to jedynie przystawki przed walkami największych gwiazd, dodatkowo w większości był ustawiany jako przegrywający. W końcu 29 stycznia 2014 roku, CM Punk oznajmił właścicielowi że odchodzi. Później w wywiadzie oznajmił że czuł się wypalony, doskwierały mu kontuzje i choroby, a WWE nadal starało się wykorzystywać go do granic możliwości, faszerując go środkami przeciwbólowymi, po których nie sypiał po nocach. Oczywiście nagłe odejście z królestwa Vince’a McMahona mocno poróżniło obu panów.

Odpoczynek

W kolejnych miesiącach Punk unikał mediów, przestał używać swojego konta twitterowego, za to wziął ślub ze swoją partnerką którą poznał w WWE, gdzie występowała pod pseudonimem AJ Lee. Dopiero po kilku miesiącach w wywiadzie dla swojego przyjaciela z młodości Colta Cabany (również zawodnik wrestlingu) CM Punk opowiedział o tym jak zdiagnozowano u niego MRSA (Gronkowiec złocisty, oporny na metycylinę), poważnie osłabionych kolanach i wielu kontuzjach, na które WWE nie zwracało uwagi, naciskając na kolejne występy przed kamerami, a nawet zabroniło zawodnikowi operacji i przerwy od występów, o które prosił. Brooks czuł się przybitny psychicznie i fizycznie więc zdecydował się na porzucenie dotychczasowego życia.

Właściciel WWE Vince McMahon w specjalnym wywiadzie prowadzonym przez Stone Cold Steve’a Austina oznajmił wówczas że przeprasza Punka ze zachowanie ze strony WWE i chętnie przyjmie go jeśli ten wyrazi zainteresowanie powrotem. Brooks nie przyjął wówczas przeprosin, uznając że były to jedynie przeprosiny pod publiczkę, a w rzeczywistości nikt z władz WWE nie skontaktował się z nim po jego odejściu. Były to kolejne chłodne chwile między właścicielem a zawodnikiem. W 2011 roku, CM Punk dostał wolną rękę w promowaniu swojej ostatniej (storyline’owo) walki dla WWE.

Wygłosił więc promo które do dni dzisiejszego uznawane jest za kultowe, w którym skrytykował WWE za promowanie celebrytów typu The Rock i niszczenie utalentowanych wrestlerów, a ponadto nadmierne przykładanie się do zarabiania dużych sum, zamiast dbania o podnoszenie poziomu widowiska. Wystąpienie te było początkowo negatywnie odebrane przez Vince McMahona, który jednakże szybko zorientował się że mimo iż bije w jego osobę, to zarazem przynosi WWE ogromne zainteresowanie, a co za tym idzie spore sumy pieniędzy. A skoro coś przynosi zarobki to można przymknąć oko nawet na wytknięcie mu wielu błędów.

Witaj Dana!

Po odejściu z WWE, CM Punk nadal utrzymywał status gwiazdy. Wystarczyło że pojawił się na spotkaniu swojej ukochanej drużyny hokejowej Chicago Blackhawks, a wywołało to zainteresowanie mediów. Oprócz NHL, odwiedzał również gale UFC, którego od lat był fanem. Co więcej, przyjaźnił się z Chaelem Sonnenem, który wielokrotnie zapraszał go na walki, a nawet na obecność w jego narożniku. Za każdym razem jednak takie akcje blokował Vince McMahon, który uważał że CM Punk w UFC, nawet jeśli w roli człowieka w narożniku innego zawodnika, to promocja konkurencyjnej organizacji. Był nawet czas gdy próbował namówić Dane White’a do pojedynku w swojej organizacji. Wszystko dla rozgłosu.

Niespełna 11 miesięcy po odejściu z WWE, na gali UFC 181 CM Punk w wywiadzie z Joe Roganem, Brooks ogłosił podpisanie kontraktu z WWE. Wywołało to ogromną burzę w mediach społecznościowych. Jedni wspierali Punka, twierdząc że jako bogata i popularna osoba ryzykuje swoim zdrowiem, inni twierdzili że to cios dla młodych zawodników którzy nigdy nie dostaną się do UFC, a jednocześnie trafia tam człowiek nie mający pojęcia o MMA. W 2015 roku, Brooks rozpoczął treningi pod okiem Duke Roufusa w jego gymie w Milwaukee, gdzie dojeżdżał z rodzinnego Chicago. Planowana walka, miała wstępnie odbyć się już w 2015 roku, jednakże na przeszkodzie stanęły kolejne kontuzje zawodnika, oraz zauważalne niskie postępy w treningach. Swój debiut w oktagonie CM Punk zaliczył na gali UFC 203, z posiadającym wówczas rekord zawodowy 2-0 Mickey Gallem.

Nie tak miało być…

Walka nie miała żadnej historii. Gall szybko sprowadził rywala do parteru i poddał po 2 minutach i 14 sekundach od rozpoczęcia pojedynku. CM Punk zarobił 0.5 miliona dolarów, a Dana White wprost oznajmił że nie wie czy da wrestlerowi kolejną szansę. Jasne się stało że Brooks nigdy nie przeskoczy pewnego poziomu. Ma już swoje lata, jego organizm przez dekady narażony był na wiele kontuzji. Były mistrz WWE powrócił od treningów i na dłuższy czas zrobiło się cicho w temacie kolejnej walki.

W ostatnim czasie znowu zaczęło robić się o nim głośno. Dlaczego? Przede wszystkim pierwsza gala sprzedana w systemie PPV jaką UFC organizuje w Chicago. CM Punk dla olbrzymiego grona mieszkańców tego miasta to ikona, ktoś z kim od dawna się utożsamiają. Jasne więc że Brooks na karcie walk to marketingowo strzał w dziesiątkę. Pytanie kto może zostać jego rywalem, skoro taki Mickey Gall nie miał z nim żadnych problemów? Coraz częściej pojawia się w mediach nazwisko Floyda Mayweathera. Obiektywnie zmieszałbym z błotem takie plotki, ale szczerze mówiąc zupełnie mnie takie zestawienie nie zdziwi. Dlaczego? Mayweather od dłuższego czasu romansuje ze światem MMA. Najpierw były podchody i rywalizacja z Rondą Rousey która opowiadała w mediach że niemiałaby żadnego problemu z pokonaniem Floyda. Potem swoją życiową szansę wykorzystał Conor McGregor który tak długo prowokował Mayweathera, aż „wygadał” sobie jego powrót z bokserskiej emerytury. Irlandczyk oczywiście przegrał, ale obaj zarobili solidną pensję bo walka sprzedała się bardzo dobrze.

Witaj Floyd?

Mayweather poczuł że niewielkim nakładem sił może dalej zarabiać. Od jakiegoś czasu prowokuje zdjęciami i nagraniami z treningów w oktagonie. Amerykanin nie jest jednak głupi i wie że w starciu z poważnymi rywalami nie miałby większych szans. Rewanż z Conorem w MMA mija się z celem. Ale walka z takim CM Punkiem którego poziom umiejętności jest co najmniej wątpliwy? Niepokonany mistrz boksu kontra idol kibiców wrestlingu? Przecież takie starcie potencjał marketingowy ma niewiarygodnie olbrzymi. I Floyd wcale nie stoi w nim na straconej pozycji. Bukmacherzy już wystawili kursy i Mayweather chyba po raz pierwszy w całej swojej karierze jest tak wielkim underdogiem. Pamiętajmy jednak że walka zaczyna się w stójce, a tam Floyd jest absolutnym geniuszem, a CM Punk ogórkiem.

Oczywiście sportowo ta walka to spory minus dla UFC. Sam często krytykuje nasze rodzime KSW za freak fighty z udziałem celebrytów. Bądźmy jednak poważni, Mayweather w oktagonie MMA to marketingowy impuls który mógłby dać MMA ogromnego kopa i ma paradoksalnie więcej logiki od pojedynku z Conorem McGregorem. UFC straciło w niedługim odstępie czasu Jona Jones’a, Rondę Rousey oraz Andersona Silvę, więc na nadmiar gwiazd narzekać nie mogą. Pozostaje więc uzbroić się w cierpliwość i czekać na dalszy rozwój wypadków. CM Punk pokonujący jakiegoś słabiaka w Chicago i rzucający wyzwanie Floydowi? Jakoś jestem w stanie to sobie wyobrazić…

Facebook Comments