Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Ligue 1

Ciekawy przypadek Paula Le Guena

To była końcówka sezonu 2004-05. Olympique Lyon po raz kolejny zdobył w imponującym stylu mistrzowo Francji. „Era Le Guena” jak pisali dziennikarze na całym świecie wydawała się nie mieć końca. To był trzeci z rzędu tytuł mistrzowski dla zaledwie 41 letniego szkoleniowca. Dzień po zapewnieniu sobie kolejnego sukcesu Paul Le Guen oznajmił że opuszcza Olympique. Świat czekał jaki będzie kolejny wielki sukces jednego z najbardziej utalentowanych trenerów w historii Francji. I się nie doczekał.

Jako piłkarz Paul Le Guen nigdy nie opuścił Francji. Był solidnym ligowym zawodnikiem który przez 6 lat grał dla Stade Brest, a największą popularność zdobył jako piłkarz Paris St. Germain. 17 razy zagrał dla reprezentacji, ale pechowo karierę zakończył na kilka miesięcy przed zdobyciem mistrzostwa świata przez Francuzów w 1998 roku.

Praktycznie zaraz po zakończeniu kariery piłkarza przejął stery w Rennes. Klub skazywany na spadek uratował swój ligowy byt, z dobrej strony pokazał się także w Pucharze Intertoto. Renomę zdobył dzięki wynajdywaniu piłkarzy „znikąd”. To jego sprawką było sprowadzenie do Rennes takich graczy jak Shabani Nonda i El-Hadji Diouf.

W tym samym czasie Olympique Lyon świeżo po zdobyciu tytułu mistrzowskiego opuścił Jacques Santini. Gdy Paul Le Guen odszedł z Rennes, szybko dogadano warunki kontraktu. Początek Le Guena w Lyonie wyglądał bardzo słabo, zaledwie 3 wygrane w 9 meczach. Zastanawiano się czy nie lepiej byłoby postawić na kogoś bardziej doświadczonego. Działacze powstrzymali się od radykalnych ruchów i tak rozpoczęła się Era Paula Le Guena.

Zdolny i pracowity

Trzy tytuły mistrza Francji. Trzy razy ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Na drużynę młodego szkoleniowca nie było mocnych nad Sekwaną. Le Guen lubił stawiać na wychowanków i często dawał debiutować młodym zawodnikom. To u niego przebijali się tacy zawodnicy jak Essien, Malouda, Abidal, Ben Arfa, Clement i Benzema. Gdy potrzebował wzmocnień, rozglądał się za piłkarzami z drużyn młodzieżowych.

Zarobek na sprzedaży piłkarzy i dobre wyniki w Lidze Mistrzów pozwoliły na mocną poprawę sytuacji finansowej francuskiego klubu. Le Guen zdawał sobie jednak sprawę że nie zawsze można wygrywać i nadejdzie czas kryzysu. W najmniej oczekiwanym momencie powiedział stop i opuścił Lyon.

Od razu pojawiły się w mediach dyskusje co dalej z tak utalentowanym szkoleniowcem. Wielu domagało się jego zatrudnienia w reprezentacji Francji. Jeszcze inni łączyli jego nazwisko z PSG w którym przez lata grał jako piłkarz.

Zła droga

Le Guen postanowił odpocząć od futbolu. Odrzucał propozycję od m.in. Romy i Benfiki, aż w końcu po roku rozbratu z piłką nożną został nowym trenerem szkockiego Rangers.

Francuz wiele obiecywał sobie po pracy w Szkocji. Zapewne planował że to będzie kolejna liga którą zdomimuje. Już na początku pracy zorganizował prawdziwą rewolucję w składzie sprowadzając wieku piłkarzy z Ligue 1. Problem polegał na tym że Rangersów nie było stać na sprowadzanie najlepszych zawodników, a Ci mniej znani niekoniecznie gwarantowali dobre wyniki.

Paul Le Guen przekonany o swoim nosie do talentów rozczarował na starcie sezonu tracąc mnóstwo punktów. Podobny start miał zresztą w Lyonie, ale tam cierpliwość popłaciła. W Szkocji popadł w konflikt z lokalnymi piłkarzami którym nie podobało się hurtowe ściąganie „obcych Francuzów”. Nieustanne kłótnie, odsunięcie od składu kapitana Barry’ego Fergusona i coraz gorsze relacje z kibicami sprawiły że właściciel klubu David Murray zwolnił Le Guena w trakcie rozgrywek.

To był policzek dla Francuza. Człowiek sukcesu, który w swojej ojczyźnie był „złotym dzieckiem” francuskiej szkoły trenerskiej stał się pierwszym w dziejach Rangersów trenerem zwolnionym w trakcie sezonu. Zamiast świętować sukcesy w mocniejszych ligach, zaliczył wtopę w przeciętnej lidze szkockiej. Cóż za upokorzenie.

Znowu we Francji

Na szansę rehabilitacji Paul Le Guen nie musiał długo czekać. Mimo wcześniejszych zapowiedzi że nigdy nie przejmie PSG widząc swój klub na dnie francuskiej Ligue 1 podjął rękawice. Udało mu się obronić pozostanie w lidze, przesuwając w ligowej tabeli z miejsca 17 na 15. To była niepowtarzalna okazja dla Francuza by znowu podbudować opinię wielkie talentu. Uznany klub z ogromnym potencjałem który spadł na dno i trener który potrafi budować „coś z niczego”. Zestawienie idealne.

Do klubu sprowadzono znanych trenerowi Clementa i Frau, sam Le Guen ponownie spróbował wyłowić kilka talentów z drużyny juniorskiej. Udało mu się jedynie z Mamadou Sakho. Ponadto do klubu ściągnięto doświadczonych zawodników typu Claude Makelele, Ludovic Giuly i Mateja Kezman. PSG nie złożyło się nawet do tego co Paul Le Guen osiągnął z Lyonem. Po słabym sezonie w Maju 2009 ogłoszono że nie zostanie z nim przedłużony kontrakt. Po 2 latach w Paryżu zjawili się arabscy szejkowie i klub szybko wrócił do walki o mistrzostwo, ale już bez Le Guena.

Afryka i Azja

Kilka miesięcy później Francuz objął reprezentację Kamerunu. Początek wyglądał bardzo obiecująco. Ekipa oparta na Samuelu Eto zanotowała 6 wygranych z rzędu. Mundial w RPA okazał się jednak bardzo pechowy. Trzy mecze, trzy porażki jedną bramką. Praca z reprezentacją na tyle przypadła mu do gustu że po mistrzostwach świata odrzucił propozycje od klubów Ligue 1 i przejął kadrę… Omanu.

Jego karierę w tej reprezentacji nie warto opisywać. Paul Le Guen nie miał większych szans zrobić z Omanu wielkiej drużyny i tego nie zrobił. Zapewne zarobił solidną sumę, ale czy taką pracę wydarzył sobie człowiek który miał perspektywę prowadzenia największych klubów na świecie?

Co dalej?

Trenerskie peryferie całkiem niedawno zamienił na turecki Bursaspor. Nie robi tam świetnych wyników, jego klub zajmuje miejsce w środku tabeli. Jak sam opowiada ma plan długofalowy, więc na wyniki jeszcze przyjdzie czas. Nie muszę dodawać że z Francji daleko mu do ponownego objęcia ukochanego PSG.

Paul Le Guen to przykład jak błędne wybory niosą za sobą fatalne konsekwencje. Gdyby pograł w piłkę chociaż rok dłużej, być może zaznałby zwycięstwa na mistrzowach świata. Gdyby pozostał w Lyonie, możliwe że drużyna z Juninho i wieloma utalentowanymi graczami w końcu podbiłaby Ligę Mistrzów. Gdyby doczekał w PSG ery arabskich miliarderów, być może byłby obecnie znany każdemu kibicowi na świecie.

We Francji nadal wielu kibiców ma o nim bardzo dobrą opinię. Pisałem swego czasu historię Franka Rijkarda która może wielu przypominać tą Le Guena. O ile Rijkard u schyłku trenerskiej kariery był obiektem żartów i mało kto traktował go poważnie, o tyle Le Guen ma całkiem realne szanse żeby jeszcze wrócić do poważniejszego futbolu niż Bursaspor. Myślę że mimo iż ostatnio rozmienia się na drobne, to jeszcze o nim usłyszymy.

Facebook Comments