Cichy zabójca

Rzadko się odzywa, nie udziela wielu wywiadów i nie lubi szumu wokół własnej osoby. Jest typem introwertyka, skromny i pokorny, ale kiedy wychodzi na parkiet staje się graczem nie do zatrzymania. Nad swoimi przeciwnikami góruje siłą fizyczną. Ma ogromne dłonie i rozpiętość ramion jak skrzydła pterodaktyla parafrazując słowa Andrzeja Kostyry. Patrząc na niego wierzę w nieskończoność ludzkiego potencjału. Jest doskonałym przykładem na to, że w sporcie najważniejsza jest motywacja i mentalność zwycięzcy. Charles Barkley powiedział o nim kilka lat temu, że jest najlepszym koszykarzem na świecie, a trener David Fizdale stwierdził, iż jest on tak silny, że mógłby skruszyć górę lodową. Panie i Panowie przed Wami Kawhi „The Klaw” Leonard.

Kawhi Anthony Leonard urodził się 29 czerwca 1991 roku w Los Angeles.

Jego dzieciństwo nie było kolorowe. Kawhi jest najmłodszym dzieckiem Kim Robertson i Marka Leonarda (ma 4 starsze siostry). Państwo Leonard rozwiedli się i Kawhi został z Panią Robertson w Riverside. Wakacje letnie często spędzał u ojca w Compton i pomagał mu pracując w myjni. Mycie samochodów łączył z grą w koszykówkę i w futbol amerykański. W dniu 18 stycznia 2008 roku jego życie zmieniło się o 180 stopni. Pan Mark Leonard został zastrzelony przed własną myjnią samochodową. Leonard Junior był załamany. Stracił ojca i jednocześnie swojego wielkiego fana, bowiem Mark Leonard wierzył, że w przyszłości syn zostanie zawodowym koszykarzem. Po śmierci ojca Kawhi Leonard postanowił się skupić tylko i wyłącznie na koszykówce. Miał jeden cel, jaki? Dostać się do NBA.

Po kilku tygodniach żałoby Kawhi zabrał się do ciężkiej pracy. Codziennie przed szkołą wstawał o 5 rano. Wychodził biegać, a później szedł na siłownię, wszystko zgodnie z maksymą byłego, wielokrotnego mistrza strongmanów Mariusza Pudzianowskiego: „Czyny, nie cuda, łydy nie uda”. Już jako nastolatek Leonard miał niesamowite predyspozycje do treningów i dzięki godzinom spędzanym w siłowni szybko nabrał masy mięśniowej. Basketem na poważnie zajął się w szkole średniej im. Martina Luthera Kinga w Los Angeles. Jego etykę pracy podziwiał nawet ówczesny trener Tim Sweeney Jr., który tak wspomina czas spędzony z Leonardem: „Zawsze zostawał dodatkowo po zajęciach. Ja chciałem już jechać do domu. Czwórka dzieci na mnie czekała i praktycznie codziennie się spóźniałem… przez treningi z Kawhim”. Utalentowany koszykarz miał wsparcie w trenerze i matce. Kim Robertson ciężko pracowała, żeby jej synowi niczego nie brakowało. Chłopak jednak nie miał wygórowanych wymagań. Chciał tylko dobrze zjeść i mieć kieszonkowe na siłownię. Kawhi całe swoje życie podporządkował koszykówce i na efekty nie trzeba było długo czekać. Jako zawodnik drużyny Wolves notował średnio 22.6 pkt., 13.1 zb., 3.9 ast. i 3.0 blk. na mecz i to głównie dzięki niemu ekipa z Martin Luther High School zanotowała bilans 30-3 po sezonie. Znakomita gra Leonarda została doceniona i młody koszykarz został wyróżniony nagrodą Mr. Basketball California.

Droga do NBA wciąż była długa. Koszykarz z Los Angeles udowodnił w szkole średniej, że ma talent, ale prawdziwym testem miała dla niego być liga akademicka. W 2009 roku Leonard założył koszulkę San Diego Aztecs. W swoim pierwszym sezonie gry dla Uniwersytetu w San Diego Kawhi notował średnio 12.7 pkt. i 9.9 zb. Aztecs grali dobrze, ale bardzo szybko odpadli z rywalizacji o mistrzostwo NCAA. Przegrali w pierwszej rundzie z Tennessee 62:59. Rok później Leonard wykręcał już 15.7 pkt. na mecz i zbierał średnio ponad 10 piłek, a jego Aztecs zakończyli sezon zasadniczy z bilansem 34-3. Uzdolniony koszykarz dwoił się i troił. Robił wszystko, żeby jego drużyna zaszła jak najdalej. Ostatecznie Aztecs dostali się do Sweet 16, ale tam zostali pokonani przez Connecticut Huskies. W 2011 roku Kawhi postanowił, że weźmie udział w drafcie do NBA. Uważał, że jest gotowy i się nie pomylił. Gracz Uniwersytetu San Diego został wybrany w 1. rundzie z numerem 15 przez Indianę Pacers. David Stern uścisnął mu rękę gratulując dostania się do NBA, a po 5 minutach Leonard… był już koszykarzem San Antonio Spurs (George Hill przeniósł się do Indiany).

Lata treningów i samodyscypliny doprowadziły Kawhiego Leonarda do najlepszej koszykarskiej ligi świata. Niski skrzydłowy spełnił marzenie swoje i świętej pamięci Marka Leonarda. Dodatkowo trafił do drużyny swojego idola z dzieciństwa, Tima Duncana. Kiedy „The Big Fundamental” podniósł swoje pierwsze trofeum Larry’ego O’Briena Kawhi Leonard miał zaledwie 7 lat. Perspektywa gry z Duncanem, Manu Ginobilim oraz Tony Parkerem była dla niego motywacją i jednocześnie wyzwaniem. Ponadto dziennikarze zastanawiali się jak Gregg Popovich poradzi sobie z nadmiarem talentów w składzie San Antonio Spurs.

Rookie year był niezły w jego wykonaniu. Leonard zajął 4. miejsce w głosowaniu na debiutanta roku i dostał się do drużyny NBA All-Rookie First Team. Trener Gregg Popovich wiedział, że ma do czynienia z koszykarskim diamentem, dlatego był cierpliwy wobec 20-letniego żółtodzioba i dał mu czas na ogrywanie się w obecności przyszłych Hall of Famers.

Przed rozpoczęciem sezonu 2012/2013 dziennik San Antotnio Express-News przeprowadził z nim wywiad. Dziennikarz tej gazety zapytał Leonarda kiedy publiczność w AT&T Center w końcu zobaczy uśmiech na jego twarzy. Co odpowiedział Kawhi? „Zobaczycie mój uśmiech jeśli zdobędziemy mistrzostwo NBA. Może za dwa lata”. To były prorocze słowa, ale po kolei. Sezon 2012/2013 Spurs zakończyli na 2. miejscu w Konferencji Zachodniej z bilansem 58-24. W playoffs „Ostrygi” szły jak burza eliminując w drodze do finałów LA Lakers, Golden State Warriors i Memphis Grizzlies. Finały podopieczni Gregga Popovicha przegrali z Miami Heat w dramatycznych okolicznościach, a wszystko za sprawą „The Shot” Raya Allena w meczu numer 6, który doprowadził do dogrywki (słynny komentarz Mike’a Breen’a z ABC: „Rebound Bosh, back out to Allen! His three-pointer… bang! Tie game with 5 seconds remaining! Spurs do not have a timeout”). Porażka w game 6 z perspektywy finałów była dla Spurs kluczowa. Koszykarze z San Antonio nie potrafili się po niej podnieść i przegrali decydujący mecz w American Airlines Arena z Heat 95:88.

Porażka w finałach bolała, ale Gregg Popovich wyciągnął z niej wnioski. Leonard również nie był załamany, a jego mentalność nie ograniczała potencjału jaki posiadał. Kawhi cały czas się rozwijał i był gotowy zrobić milowy krok w kierunku swojej kariery. Sezon zasadniczy 2013/2014 zakończył notując średnio 12.8 pkt., 6.2 zb., 2.0 ast. i 1.7 przechw. na mecz (skuteczność 52.2% z gry). Jego znakomita gra przełożyła się na wyniki „Ostryg”, które z bilansem 62-20 zajęły 1. miejsce w Konferencji Zachodniej. Niezwykle zmotywowani i naładowani pozytywną energią koszykarze San Antonio Spurs oczekiwali na playoffs. Byli niczym piłkarze Milanu z 2007 roku, którzy czekali na rewanż z Liverpoolem w finale Ligi Mistrzów. Jednak mało brakowało, a SAS nie znaleźliby się w finałach. Dlaczego? Drużyna z Teksasu stoczyła pasjonujący bój o awans do 2. rundy playoffs z Dallas Mavericks. Ostatecznie Spurs wygrali 4-3. Później łatwo ograli Portland Trail Blazers w 5 meczach. Natomiast w finale Konferencji Zachodniej pokonali 4-2 Oklahomę. W wielkim finale NBA Spurs zmierzyli się ponownie z Heat. Miami miało Big Three w postaci Jamesa, Wade’a i Bosha, ale to nie wystarczyło. Gregg Popovich perfekcyjnie przygotował swoich koszykarzy do konfrontacji z drużyną Erika Spoelstry. Tim Duncan, Tony Parker i Manu Ginóbili grali na wysokim poziomie, ale najlepszym graczem finałów był zdecydowanie Kawhi Leonard. Niski skrzydłowy świetnie zbierał, rzucał i blokował. Jego wszechstronność była kluczem do zwycięstwa w 5 meczach z Miami. Vendetta na Heat udała się, a „The Klaw” został wybrany najlepszym graczem finałów (17.8 pkt., 6.4 zb., 2.0 ast., 1.2 blk. i 1.6 przechw. na mecz). Nagrodę MVP Finals odebrał z rąk Billa Russella. Co ciekawe Leonard został drugim najmłodszym MVP finałów po Magicku Johnsonie (miał wówczas 22 lata).

Kolejne lata w Spurs były dla niego udane. Po mistrzostwie NBA zgarnął tytuł Defensive Player of the Year w sezonie 2014/2015. Na początku 2016 roku pierwszy raz zagrał w All-Star Game. Wydawało się, że Leonard zostanie do końca kariery w San Antonio. Wierzyli w to kibice i byli koszykarze Spurs jak chociażby Sean Elliott, który wskazywał, że w drużynie „Ostryg” istnieje umiejętność przekazywania pałeczki kolejnym liderom. Popularny „Ninja” miał na myśli Davida Robinsona, który jako weteran namaścił na swojego następcę Tima Duncana. Według niego Timmy Duncan postąpi tak samo w przypadku Leonarda. Gregg Popovich też w to wierzył mówiąc: „On cały czas chce się rozwijać i być jak Timmy”. Niestety problemy na linii Spurs-Leonard rozpoczęły się w 2016 roku. Kawhiego zaczynała przytłaczać sława. Gdziekolwiek się nie pojawił musiał udzielać wywiadów (obowiązki gwiazdy NBA…). Dodatkowo sporo w jego życiu mieszał wujek, Dennis Robertson. Kiedy Leonard otrzymał propozycję przedłużenia kontraktu wartego 20 milionów dolarów z Jordan Brand, Pan Robertson zasugerował mu, żeby odrzucił ofertę ponieważ jako kandydat do MVP sezonu zasługiwał na więcej. Później doszły problemy z kontuzjami w sezonie 2017/2018 (zaledwie 9 rozegranych meczów). Według doktora Jonathana Glashowa problemy Leonarda ze zdrowiem wynikały z niewłaściwych metod leczenia w San Antonio. Ortopeda znany ze współpracy z zawodnikami Philadelphia 76ers i New York Islanders zaproponował Kawhiemu leczenie w New York Mount Sinai Medical Center. Mało tego, w pewnym momencie Manu Ginobili dolał oliwy do ognia mówiąc: „Może być tak, że już do nas nie wróci. Musimy sobie poradzić bez niego”. Wreszcie latem tego roku coś w Leonardzie pękło. Sytuację próbował naprawić trener Popovich i poleciał do domu Leonarda w San Diego. Na stole leżała też propozycja 5-letniego kontraktu wartego 221 milionów dolarów. Niskiemu skrzydłowemu jednak nie zależało na pieniądzach tylko na przeprowadzce. W dniu 18 lipca doszło do tego czego nikt się nie spodziewał. Kawhi Leonard i Danny Green powędrowali do Toronto Raptors w zamian za DeMara DeRozana i Jakoba Poeltla.

Jak wyszły na tej wymianie Spurs i Raports? Można powiedzieć, że obie strony powinny się czuć usatysfakcjonowane. DeMar DeRozan w 7 dotychczasowych meczach notuje średnio 27.9 pkt., 5.7 zb. i 7.3 ast. na mecz, z kolei statystyki Leonarda z 7 meczów to 26.1 pkt., 7.6 zb. i 3.4 ast.

Cały koszykarski świat był ciekawy jak poradzi sobie Leonard w Konferencji Wschodniej. Kawhi szybko udowodnił, że jest jednym z najlepszych graczy Wschodu. W swoim debiucie w koszulce Raptors rzucił 24 punkty i miał 12 zbiórek w meczu przeciwko Cavs. Dwa dni później poprowadził Toronto do zwycięstwa nad Bostonem 113:101 rzucając 31 punktów. Pod koniec października zdobył 35 punktów w wygranym 112:105 meczu z Minnesotą Timberwolves. Przeciwko 76ers zobaczyliśmy prawdziwy Leonard show (linijka: 31 pkt., 7 zb. i 4 ast.). Co więcej Kawhi kompletnie wyłączył z gry utalentowanego Bena Simmonsa (po prostu odebrał mu ochotę do gry). Zmiana dobrze mu zrobiła i w tej chwili rywalizuje z Giannisem Antetokounmpo o miano najlepszego koszykarza Konferencji Wschodniej. Pytanie ile Raptors osiągną z Leonardem i na jak długo niski skrzydłowy zostanie w Toronto? Przekonamy się po sezonie.

Świętej pamięci Wisława Szymborska mówiła, że nic dwa razy się nie zdarza i to prawda patrząc na karierę naszego dzisiejszego bohatera. Kawhi Leonard planował grać dla San Antonio Spurs do końca kariery jak Tim Duncan, ale życie napisało inny scenariusz. Dziś jest liderem Toronto Raptors i pod jego wodzą „Dinozaury” powinny powalczyć w tym sezonie o najwyższe cele. Kyle Lowry, Jonas Valanciunas i Serge Ibaka to solidni gracze. Roster Raptors wygląda nieźle. Kawhi Leonard może być brakującym elementem w układance Nicka Nurse’a. Jego doświadczenie z finałów może okazać się bezcenne. Trzymam za nich mocno kciuki i życzę Leonardowi kolejnego wielkiego finału w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Facet, który przywitał się z NBA jeżdżąc Chevroletem Malibu bez wątpienia na to zasługuje! Całą swoją karierą pokazał, że dzięki skromności, etyce pracy i pokorze można sięgnąć gwiazd. Jego dotychczasowe osiągnięcia na parkietach NBA przypominają mi słowa Dominiki Cibulkovej, które brzmią następująco: „Najważniejsza jest w życiu motywacja. Trzeba zawsze chcieć zrobić coś jeszcze”. Zatem do boju Leonard!