Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Chichot historii

XVII wiek naszej ery. Francuzi kolonizowali kolejne kraje, w których wprowadzali niewolnictwo. Senegal o, którym dzisiaj będziemy pisać przez wiele lat borykał się ze zmianami ustrojowymi, które dożyły do uzyskania niepodległości. Przez Wspólnotę Francuską, Federację Mali aż do 1960 roku, kiedy to udało im uzyskać prawa do samodzielnego zarządzania swoim krajem. Skąd takie historyczne wprowadzenie? Ponieważ nasi grupowi rywale w 2002 roku sprawili jedną z największych niespodzianek w historii piłki nożnej i o tamtej drużynie chciałbym dzisiaj napisać.

Dzisiaj, kiedy spojrzymy na przegląd kadry Senegalu, nie dziwi nas, że grają w nich gwiazdy Premier League, Serie A, czy niemieckiej Bundesligi. Jeszcze 16 lat temu o zawodnikach z Afryki w głównej mierze myślało się przez pryzmat Nigerii, w których barwach grali tacy zawodnicy jak Jay Jay Okocha, Stephen Kehsi, Taribo West, czy Sunday Oliseh.

Na mundial w 2002 roku reprezentacja Senegalu wybrała się jako debiutant. Wygrali grupę kwalifikacyjną pokonując w niej takie zespoły jak Maroko, Egipt, Algieria oraz Namibia. Losowanie sprawiło wiele emocji, ponieważ zawodnicy francuskiego trenera Bruno Metsu nigdy nie znaleźli się w takiej sytuacji. Mistrzostwa Świata do tej pory oglądali tylko w telewizji, marząc o tym, że pewnego dnia sami odśpiewają hymn przed wielotysięczną publicznością.

Tytułowy chichot historii sprawił, że Metsu i spółka trafili na Francję, która przez wiele lat nie dopuszczała do uzyskania niepodległości, przez ich wieloletnią kolonię. Sport i polityka zawsze szła w parze i tak było również tym razem. Podtekstów było wiele, motywować żadnego zawodnika z Czarnego Lądu nie trzeba było. Prócz obrońców tytułu do grupy A trafiły reprezentacje Danii i Urugwaju. Oczywiste było, że czerwoną latarnią miały być Lwy Terangi, które debiutowały na wielkiej imprezie.

W pierwszym spotkaniu grupy A, na stadionie w Seulu zmierzyły się reprezentacje Francji oraz Senegalu. Bukmacherzy byli zgodni- jedyną opcją było szybkie i wysokie zwycięstwo zespołu prowadzonego przez Rogera Lemerr’a.

Fabien Barthez (AS Monaco) – Lilian Thuram (Juventus) – Frank Leboeuf (Marsylia) – Marcel Desailly (Chelsea) – Bixente Lizarazu (Bayern) – Emmanuel Petit (Chelsea) – Patrick Vieria (Arsenal) – Youri Djorkaeff (Bolton) – Sylvain Wiltord (Arsenal) – Thierry Henry (Arsenal) – David Trezeguet (Juventus)

A na ławce rezerwowych: nie w pełni zdrowia Zinedine Zidane, Claude Makélélé, Christophe Dugarry, Djibril Cissé. Robi wrażenie prawda? Widząc taki gwiazdorski skład, który dwa lata temu zdobył Mistrzostwo Europy i cztery lata wcześniej Mistrzostwo Świata Senegalczycy nie mieli nic do stracenia. Porażka była czymś czego wszyscy się spodziewali, remis marzeniem, a wygrana rzeczą tak abstrakcyjną, jak transfer Luisa Figo do Realu Madryt.

W reprezentacji Senegalu na 23 zawodników, 21 występowało wtedy w francuskiej Ligue 1. Różnica, prawda? Khalilou Fadiga tak wspomina okres przed spotkaniem. „Ich brak pokory i szacunku nas denerwował. Platini mówił o pojedynku bokserów w zupełnie innych wagach, zacytował Pelego, że będziemy Jamajką tego mundialu, Marcel Desailly mówił o jakiejś grze ludowej, nawet trenerowi Lemerre’owi brakowało szacunku. Mówił, że rywale grupowi będą nas miażdżyć, przejeżdżać się po nas. Jedyni, którzy nas szanowali to: Pirés, Henry, Wiltord i Cissé ”.

W pierwszych minutach spotkania zespół z Afryki ratował Tony Sylva oraz słupek. Nic nie zwiastowało tragedii, która miała nadejść. W 30 minucie spotkania w dziecinny sposób El Hadji Diouf ograł doświadczonego Franka Lebœufa, z lewej strony wrzucił płasko piłkę w pole karne, tam Emmanuel Petit przypadkowo uderzył piłkę wprost w swojego bramkarza, który wypluł ją pod nogi Bouba Diopa, który z bliskiej odległości skierował piłkę do siatki. Pomocnik urodzony w Dakarze był wtedy zawodnikiem francuskiego RC Lens. Mimo wielkiego zdziwienia Trójkolorowi mieli przecież jeszcze 60 minut, żeby odrobić straty, a później ewentualnie szukać sposobu na strzelenie zwycięskiej bramki. Do końca pierwszej połowy pomocnicy Trójkolorowych wielkich szans nie zdołali wykreować. Zupełnie inaczej było w drugiej połowie, kiedy to zawodnicy Lemmera ruszyli ze zmasowanym atakiem. Szanse Trezegueta, Wiltorda, czy Djorkaeffa zostały zniweczone przez rozgrywającego mecz życia Tonego Sylvę, bramkarza AS Monaco. Kiedy w 90 minucie zabrzmiał gwizdek Ali Bujsaimiego cały świat na czele z Francją był w szoku. Kopciuszek ograł wielką Francję. Wygrali oni nie tylko na boisku, ale również poza nim. Jeden z bohaterów tamtego spotkania El-Hadji Diouf o spotkaniu wypowiedział się w następujący sposób: „Nasza wygrana to sukces całej Afryki. Przed spotkaniem nikt w nas nie wierzył, a jednak dokonaliśmy niemożliwego. Dzisiejsza noc będzie jedną z najradośniejszych w historii naszego kraju. To był dar dla rodaków”

Khalilou Fadiga po spotkaniu wspominał ojca, który został przymusowo wcielony do francuskiej armii: „Trudno wszystkim zrozumieć wagę tego zwycięstwa. Francja to kraj dominujący, mistrz świata, kolonizator. W Afryce uważają nas natomiast za małą Francję. Mamy wobec nich dużo szacunku, ale i obojętności. To Senegal jest naszym domem. Graliśmy wtedy dla siebie, dla rodzin, przodków i historii Senegalu, ale bez żadnego ducha zemsty”

W drugim spotkaniu zawodnicy Bruno Metsu na fali euforii stanęli naprzeciwko Duńczykom. Marin Laursen, Thomas Gravesen, Jesper Grønkjær, Jon Dahl Tomasson, Ebbe Sand, Dennis Rommedahl, czy Peter Løvenkrands to znów miały być za wysokie progi dla Lwów Terangi. Remis 1:1 był niespodzianką, może nie tak wielką, jak wygrana z Francją, ale wynik ten przy bezbramkowym remisie Francji z Urugwajem dawał realne szanse na wyjście z grupy Afrykańczykom. Historia pisała się na naszych oczach i tylko od Dioufa, Diopa, czy Camary zależało, czy jako debiutanci wyjdą z grupy do dalszej fazy rozgrywek.

Duńczycy i Senegalczycy przed ostatnią kolejką mieli po 4 punkty, Francja i Urugwaj zdobyli po 1. Prosty rachunek: remis w meczu z La Celeste dawał upragniony awans drużynie francuskiego trenera. Po 38 minutach Senegal prowadził 3:0 po bramkach Fadigii i dwóch golach Bouby Diopa, sensacyjne pierwsze miejsce było na wyciągnięcie ręki. Niestety brak doświadczenia spowodował, że w 88 minucie Álvaro Recoba z karnego doprowadził do remisu. W drugim meczu Dania pokonała rozbitą mentalnie Francję. Drużyna Lemmera była tłem dla tej, która dwa lata wcześniej została Mistrzem Europy. Wyjście Senegalu było wielką sensacją, ale odpadnięcie Francji było czymś w rodzaju „niemożliwego”

Do 1/16 Senegalczycy przystępowali z podniesioną głową. Los rzucił ich w stronę Szwedów. Henrik Larsson był wtedy najjaśniejszą gwiazdą reprezentacji Trzech Koron. I to właśnie legenda Celticu, po błędzie Tonego Sylvy w 11 minucie otworzyła wynik spotkania. Lwy Terangi nie na darmo mają przydomki od tych walecznych zwierząt. Szybko wzięli się w garść i kilka minut później piłkę w bramce umieścił Bouba Diop. W tym przypadku jednak sędzia dopatrzył się milimetrowego spalonego i gol nie został uznany. W 37 minucie wynik na tablicy zmienił się jednak na 1:1, kiedy to płaskim strzałem, sprzed pola karnego piłkę w siatce umieścił Henry Camara. W tym przypadku sędzia nie miał żadnych zastrzeżeń i 8 minut później obydwa zespoły schodziły do szatni przy remisowym wyniku. Druga połowa odbywała się pod dyktando zawodników Tommiego Soderberga. Po wejściu na boisko młodego Zlatana Ibrahimovića zdominowali oni zupełnie grę w powietrzu. Pod koniec regulaminowego czasu, po wygranym pojedynku nowego napastnika LA Galaxy z Ferdinandem Coly strzałem w słupek popisał się Anders Svensson. Ku uciesze Metsu napór Szwedów do końca spotkania nie przyniósł skutku. W dogrywce jednak lepiej spisywali się Senegalczycy. Prawie identyczną bramkę w 104 minucie strzelił Henri Camara, który tego wieczoru zasłużył sobie, by być na okładach sportowych magazynów na całym świecie. Zasada Złotego Gola okazała się zbawienna dla zespołu z Czarnego Lądu.

W ćwierćfinale turnieju spotkali się z Turcją prowadzona przez genialnego Şenola Güneşa. Ten wyjątkowy taktyk i motywator w kapitalny sposób ustawił swoją reprezentację, która przez 90 minut nie dała sobie wbić bramki. Sama również tej sztuki nie uczyniła i znów dogrywka, a być może karne miały przesądzić o awansie. Niestety w tym przypadku to, co okazało się darem dla zespołu Metsu, 22.06.2002 na stadionie w Osace stało się przekleństwem. W 94 minucie spotkania İlhan Mansiz po szybkiej kontrze pokonał Sylvę i marzenia o półfinale prysnęły jak mydlana bańka.

Jestem dumny z moich zawodników i chylę przed nimi czoła. To zaszczyt być selekcjonerem takiego zespołu. Nasz wynik daje nadzieję na lepszą przyszłość i rozwój afrykańskiego futbolu – tak za walkę swoim zawodnikom podziękował trener Bruno Metsu.

Wielu zawodnikom po Mundialu wróżono wielką przyszłość. Już po spotkaniu z Francją El-Hadji Diouf, który ośmieszał obronę Mistrzów Świata zapowiedział, że podpisał kontrakt z Liverpoolem. Salif Diao po Mundialu postanowił również przenieść się do The Reds. Niestety ich kariery potoczyły inaczej niż się spodziewano. Diouf popadł w konflikt ze świętością Liverpoolu, czyli ze Stevenem Gerrardem. Żenująca forma i targnięcie się na wychowanka Liverpoolu szybko zakończyło jego przygodę z Merseyside. Bolton, Sunderland, Blackburn, Glasgow Rangers, Doncaster i Leeds United były jego kolejnymi przystankami w karierze tego niepokornego napastnika. Afera z opluciem kibica, zawieszenie przez federacje były wyznacznikiem jego sportowych osiągnięć po mundialu.

Henri Camara po 2003 zamienił Sedan na Wolves. 8 różnych klubów w 8 lat. Nigdzie nie potrafił pokazać w pełni swojego talentu. Nie przeszkodziło mu to jednak w zostaniu rekordzistą pod względem ilości występów i bramek dla Lwów Terangi.

Papa Bouba Diop po Mundialu został piłkarzem Lens. Później zaczepił się w Fulham i Portsmouth, gdzie był ważnych zawodnikiem The Cottagers oraz Pompey. Może nie był tak skuteczny, jak na Mundialu, ale blisko 130 spotkań w najlepszej lidze świata rozegrał. To zawodnik, który chyba najwięcej wyciągnął ze swojej kariery po Mundialu.

Tony Sylva odszedł z Monaco w 2004 roku. Jego nowym klubem zostało Lille w barwach którego zagrał ponad 150 spotkań. Ostatnim przystankiem w jego karierze był turecki Trabzonspor. Wielkiej kariery nie zrobił, ale należał do grona solidnych i szanowanych bramkarzy.

Omar Daf do 2009 roku grał w Sochaux. Przez 11 lat gry w tym zespole uzbierał blisko 200 spotkań. Zdobył szacunek kibiców i po krótkim epizodzie w Breście powrócił do swojego ukochanego klubu, w którym zakończył karierę.

Trener Metsu wykorzystał swoje 5 minut i po Mundialu przeniósł się do klubu z Zjednoczonych Emiratów Arabskich – Al-Ain. Później trenował Al-Gharafę, Al-Ittihad, kadrę ZEA oraz Kataru. Poznał tam żonę, przeszedł na islam, zmienił imię i nazwisko na Abdul Karim. W 2012 roku zdiagnozowano u niego raka żołądka. 14 października 2013 zmarł w swoim domu w Dunkierce.

Tamten sukces był trampoliną dla zawodników, którzy dzisiaj występują w barwach Lwów Terangi. Sadio Mané z Liverpoolu, Kalidou Koulibaly z Napoli, Moussa Sow z Bursasporu, Cheikhou Kouyaté z West Hamu, Idrissa Gueye z Evertonu, czy Salif Sané z Hannoveru jeszcze niedawno mogli pomarzyć o tym by ktoś traktował ich poważnie. Sukces Metsu i spółki napędził rozwój młodych zawodników w kraju graniczącym z Gambią, Mali, czy Gwineą. Czy możemy się bać ich za parę miesięcy? Myślę, że wygrają naszą grupę i nawet Falcao, czy James Rodriguez nie będą w stanie przeciwstawić się ich sile i szybkości. Ich obecny trener Aliou Cissé był zawodnikiem drużyny, która w 2002 drugim roku doszła do ćwierćfinału turnieju. Czy mają szansę powtórzyć tamten sukces? Obecnie to najmocniejsza drużyna z Afryki, która może poprawić najlepszy wynik drużyny z Czarnego Lądu w historii występów na Mistrzostwach Świata.

Facebook Comments