Całym sercem za Chorwacją!

Całym sercem za Chorwacją!

Wydawało mnie się, że 20 lat temu widziałem najlepszą Chorwację w historii. Ekipa Miroslava Blazevicia grała porywający futbol na Mundialu we Francji. Ogniści mieli wtedy w składzie wiele gwiazd. Dostępu do bramki bronił Drazen Ladić, w obronie rządzili Slaven Bilić, Dario Simić i Igor Stimać, a pomocą dyrygowali Zvonimir Boban, Robert Prosinecki oraz Aljosa Asanović. W ataku grał znakomity Davor Suker. Popularni „Vatreni” doszli aż do półfinału. Po drodze wyeliminowali Rumunię i Niemcy. Na Stade de Gerland w Lyonie reprezentacja Chorwacji rozegrała najprawdopodobniej najlepszy mecz w swej historii. Podopieczni trenera Blazevicia upokorzyli Die Mannschaft z Lotharem Matthäusem, Jürgenem Klinsmannem i Oliverem Bierhoffem w składzie. Pierwsze skrzypce w tamtym meczu grali Robert Jarni, Goran Vlaović i Davor Suker. W półfinale na Stade de France w Saint-Denis mieli pecha, gdyż Lilian Thuram rozegrał mecz życia. Ostatecznie bałkańska drużyna sięgnęła po brązowy medal. Mało kto spodziewał się, że 20 lat później Chorwacja Zlatko Dalicia awansuje do wielkiego finału Mistrzostw Świata. Zrobili to w świetnym stylu, a ich droga do finału jest imponująca. Trener Dalić odpowiednio poukładał wszystkie klocki, stworzył kolektyw i oczyścił szatnię z sabotażysty Kalinicia. W niedzielę jego zawodnicy zagrają o Puchar Świata z najdroższą drużyną tego turnieju, Francją. Całym sercem będę w tym meczu za Chorwacją!

Przed Mistrzostwami Świata w Rosji niewielu na nich stawiało. Sam typowałem zwycięstwo Brazylii lub Hiszpanii. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje prognozy. Canarinhos ponownie pokazali, że nie potrafią ograć dobrze przygotowanej pod względem taktycznym drużyny z Europy. Czerwone Diabły Roberta Martineza wiedziały jak zagrać z Brazylią. Szczelna obrona i zabójcze kontrataki były kluczem do sukcesu (plus Fernandinho, który nie powinien już więcej założyć koszulki Selecao). Tite oblał egzamin, chociaż miał niesamowitą ekipę. Niestety zawalił koncertowo. Pytanie czy Neymar nadal leży i zwija się z bólu…

La Furia Roja była w gronie faworytów, lecz przed rozpoczęciem Mundialu przypominała dom wariatów. Julen Lopetegui w wielkim stylu wprowadził Hiszpanię na Mistrzostwa Świata, by przed rozpoczęciem turnieju podpisać kontrakt z Realem. Precedens w historii hiszpańskiego futbolu stał się faktem. Efekt? Zmiana trenera. Postawiono na Fernando Hierro. Zamieszanie w drużynie „Czerwonych” nie wpłynęło dobrze na morale zespołu. David De Gea zupełnie nie przypominał bramkarza z Manchesteru United. Nieźle grali Diego Costa i Isco, ale to było za mało. W meczu z Rosją piłkarze „La Roja” zmarnowali wiele okazji i to się zemściło w rzutach karnych. Poza tym w spotkaniu ze Sborną w Hiszpanii zabrakło przede wszystkim… trenera, z całym szacunkiem do Fernando Hierro.

Niemcy Joachima Löwa wypadły jak Francja, Italia i Hiszpania w 2002, 2010 oraz 2014 roku. Zmiana pokoleniowa to proces długofalowy. Reprezentacja Niemiec jest tego najlepszym przykładem. Nowi piłkarze DFB-Team szybko nie zastąpią Klose, Podolskiego i Mario Götze. Ponadto trener Joachim Löw popełnił kilka błędów. Manuel Neuer to świetny bramkarz, ale po tak długiej kontuzji nie powinien być numerem 1 w bramce Niemiec biorąc pod uwagę znakomitą dyspozycję Marca-André ter Stegena.

Jorge Sampaoli próbował zbudować drużynę wokół Leo Messiego. Albicelestes od początku grali kiepsko. W grupie dostali lekcję futbolu od Chorwacji, a później rzutem na taśmę zakwalifikowali się do fazy pucharowej turnieju. Mecz z Francją był jednym z najlepszych w całym Mundialu, ale Argentyna go wygrać nie mogła. Różnice zrobiły indywidualności. Kylian Mbappé potwierdził, że jest najbardziej utalentowanym młodym piłkarzem obecnego pokolenia. Gola-marzenie zdobył Benjamin Pavard. Les Blues odesłali Argentynę Leo Messiego do domu.

Mundial w Rosji w ogóle nie należy do faworytów i całe szczęście. Jest przynajmniej ciekawie. Wreszcie na miarę swojego potencjału zagrała Belgia. Złote pokolenie piłkarzy Belgii powalczy o 3. miejsce z odrodzoną po wielu latach Anglią. Jednak oczy wszystkich kibiców na świecie będą zwrócone na Łużniki w Moskwie. W nadchodzącą niedzielę czeka nas wielki spektakl i walka o najważniejsze trofeum w piłce nożnej. Tym bardziej cieszę się, że w ostatnim meczu Mundialu zobaczę Chorwację, bo drużyna Zlatko Dalicia w pełni na niego zasłużyła.

Wczoraj przeczytałem komentarz, że Chorwacja grała ładnie przez te Mistrzostwa, ale w meczu z Anglią na awans nie zasłużyli, bo nie stwarzali w ogóle okazji. Serio? Synowie Albionu mieli piorunujący początek. Kieran Trippier kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego, to prawda. W drugiej połowie do głosu doszli Chorwaci. Luka Modrić dzielił i rządził w środku pola. Doskonale zagrali także Ivan Perisić i Mario Mandzukić. Kiedy Chorwaci wyrównali na 1:1 to z Anglików uleciało powietrze. Drużyna Trzech Lwów zupełnie nie potrafiła poradzić sobie z pomocą Ognistych. Marcelo Brozivić miał żelazne płuca, był dosłownie wszędzie. Ante Rebić nie zwalniał tempa. Solidnie w obronie prezentował się również Ivan Strinić (godnie zastąpił go Josip Pivarić). Chorwaci dwoili się i troili, a Anglia była zagubiona jak dziecko we mgle. Jak można pisać, że Chorwaci nie stwarzali sobie okazji? Słupek Perisicia, 22:11 w strzałach dla Chorwacji i 55.4% do 44.6% w posiadaniu piłki. Nawet Elżbieta Zapendowska widziała, że w tym meczu lepsza była Chorwacja, pomimo iż Jej wada wzroku wynosi aż minus 18 dioptrii (proszę mi wybaczyć za porównanie Pani Elu). Gol dla Chorwacji był tylko kwestią czasu. Mario Mandžukić wykorzystał swoje doświadczenie i w 109. minucie pokonał Jordana Pickforda. Po ostatnim gwizdku Cüneyta Çakıra, „Vatreni” cieszyli się z awansu do wielkiego finału Mistrzostw Świata. Osiągnęli coś wielkiego i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Srebro już mają, ale wiadomo, że powalczą o złoto. Tego nie dokonał nawet Miroslav Blazević, a w 1998 roku miał w kadrze piłkarzy z najwyższej półki. Wystarczy spojrzeć na skład: Slaven Bilić (Everton), Robert Jarni (Betis), Zvonimir Soldo (VFB Stuttgart), Mario Stanić (Parma), Zvonimir Boban (Milan), Robert Prosinecki (Croatia), Aljosa Aanović (Napoli), Goran Vlaović (Valencia) i Davor Suker (Real). Brązowy medal tamtego pokolenia był maksimum możliwości. Następcy Bobana i Sukera zaszli jeszcze dalej. Przebili osiągnięcia legendarnej kadry z 1998 roku i zrobią wszystko, żeby przywieść do Chorwacji Puchar Świata w piłce nożnej. Czy mają szansę?

Tak, ale jestem realistą. Francja jest piłkarsko lepsza od Chorwacji. Trójkolorowi mają ogromny potencjał. Praktycznie każda pozycja jest mocna. Hugo Lloris gwarantuje odpowiednią jakość w bramce, Raphaël Varane i Samuel Umtiti tworzą mur nie do przejścia, a w pomocy świetnie uzupełniają się N’Golo Kante, Paul Pogba oraz Blaise Matuidi. Atak Les Blues to już w ogóle inna galaktyka. Antoine Griezmann i Kylian Mbappé potrafią złamać każdą obronę. Największe wrażenie robi na mnie Mbappé. Jest szybki niczym Flash. Kiedy Mbappé włącza piąty bieg to wygląda tak jakby łamał prawa fizyki. Nowy „Pele” daje Francji ogromny komfort z przodu. Jest młody, a jednocześnie tak doświadczony. To niebywałe, ale w wieku 19 lat potrafi praktycznie wszystko. Wiele wskazuje na to, że drużyna Zlatko Dalicia przegra w wielkim finale. Widzę jednak światełko tunelu dla Chorwacji. Najmocniejszą stroną Chorwatów jest psychika. Gracze „Ognistych” pod względem mentalnym przypominają mi Squadrę Azzura Marcelo Lippiego z 2006 roku. Włosi jechali na Mundial w Rosji po aferze calciopoli i udowodnili, że mogą wygrać MŚ. Natomiast na Chorwatów nikt nie liczył. Prognozowano, że mogą zajść do maksymalnie do ćwierćfinału. Tymczasem oni postanowili zaskoczyć cały piłkarski świat. Przetrwali trzy dogrywki i dwie serie rzutów karnych. W MMA często mówi się, że jak nie masz tlenu w trakcie walki to musisz dodać jeszcze coś z serca. Tak właśnie jest z zawodnikami z Bałkan. Grają o chwałę i przejście do historii. Jeżeli Francuzi ich zlekceważą to mogą tego pożałować. Dodatkowo „Trójkolorowi” będą musieli zmierzyć się z najlepszą pomocą tego turnieju (Modrić, Brozović, Rakitić, Rebić i Perišić w jednym składzie – kosmos).

Niedziela będzie świętem futbolu. Na stadionie w Łużnikach w Moskwie spotkają się dwie najlepsze drużyny tego Mundialu. Która z nich wygra? Naszpikowana gwiazdami Francja Didiera Deschampsa czy może ambitna Chorwacja Zlatko Dalicia? Serce mówi Chorwacja, rozum Francja. Finały zazwyczaj rządzą się swoimi prawami. Zdecydują detale i dyspozycja dnia. Francuzi mają dzień więcej na odpoczynek, z kolei Chorwaci już chyba nie liczą ile minut spędzili na rosyjskich boiskach. Kibicuję Chorwacji ponieważ ich droga do finału jest piękna i ma w sobie odrobinę magii. Chorwaci zagrają przeciwko drużynie kompletnej. Jeżeli chcą wygrać to Zlatko Dalić musi wygłosić w szatni przemówienie, które jego zawodnicy zapamiętają do końca życia. Motywacja odegra tutaj kluczową rolę. Modrić i jego koledzy grają o Puchar Świata oraz nieśmiertelność. Chciałbym, żeby im się udało, ale na papierze lepiej wygląda Francja i coś czuję, że w ostatnim meczu Mundialu najjaśniej będzie świecić gwiazda Kyliana Mbappé. Obym się mylił.