Bolesny upadek byłego mistrza wsadów

Cała Ameryka oglądała jego podniebne akrobacje w pierwszej połowie lutego 1994 roku. To właśnie wtedy gracz z numerem 34 podbił serca publiczności zgromadzonej w Target Center w Minnesocie. Wysoko latający zawodnik Wolves pozostawił w pokonanym polu Shawna Kempa z Seattle SuperSonics i Roberta Packa z Denver Nuggets. Zwycięstwo w konkursie akrobatycznego wkładania piłki do kosza dało mu sławę, pieniądze i status gwiazdy, a jego East Bay Funk Dunk przeszedł do historii NBA. Kiedy Charles Barkley zobaczył jego wsad pod nogą powiedział: „Ohy my God, that might be the best dunk I’ve ever seen”. Później jednak coś poszło nie tak. Rzucający obrońca o pseudonimie J.R. kompletnie się pogubił. Spóźniał się na treningi, palił marihuanę w trakcie sezonu, obrażał kibiców, sędziów i kwestionował decyzje trenerów. Media w Stanach nazywały go zabójcą trenerów, chodzącą migreną, granatem, rozbijaczem drużyn lub zgniłym jabłkiem w szatni. Nawet Phil Jackson nie potrafił go okiełznać. Panie i Panowie przed Wami Isaiah Rider.

Isaiah Rider urodził się 12 marca 1971 roku w Oakland, mieście na wschodnim brzegu zatoki San Francisco w Stanach Zjednoczonych.

Syn Isaiaha Ridera Seniora i Donny Rossum-Rider spędził dzieciństwo w mieście Alameda, blisko Oakland. Jego ojciec pracował ciężko jako robotnik na dwie zmiany, żeby rodzinie niczego nie brakowało, natomiast Pani Donna zajmowała się domem. Talent Isaiaha Juniora do sportu został odkryty w szkole podstawowej. Młodziutki Rider wyróżniał się na tle rówieśników szybkością, niezwykłą sprawnością i siłą. Był tak skoczny, że bez problemów mógłby uprawiać lekkoatletykę. Jego jednak interesowała koszykówka i futbol amerykański. Powołanie Ridera do koszykówki odkrył trener Tom White i szybko włączył go do pierwszej szkolnej drużyny. Coach White zaszczepił w nim pasję do basketu i od tej pory dzieciak myślał tylko o grze w koszykówkę.

W 1979 roku nastąpiła bolesna zmiana w jego życiu. Małżeństwo Państwa Riderów było delikatnie mówiąc problematyczne, dlatego Pani Donna Rossum-Rider postanowiła zabrać czwórkę swoich dzieci i przeprowadziła się domu Sherry Matlock (córki pastora). Zmiana miejsca zamieszkania nie wpłynęła pozytywnie na utalentowanego chłopaka. Otoczenie mu nie odpowiadało, dlatego postanowił się skupić na rozwijaniu swojego koszykarskiego talentu. Często spóźniał się do szkoły i miał problemy z nauką, wszystko przez miłość do basketu. Pewnego wieczoru napisał do swojej mamy list o następującej treści: „Mamo, kocham cię i kiedy dostanę się do NBA kupię ci nowy, duży dom”.

Pragnienie gry w NBA go napędzało i dodawało odwagi. Wychowywał się we wschodniej, niebezpiecznej dzielnicy Oakland, w której handel narkotykami i alkoholizm były na porządku dziennym. Na szczęście chłopak unikał szemranego towarzystwa i godzinami trenował celność rzutów. Kiedy miał 13 lat był już najlepszym koszykarzem na tzw. „Devil’s Playground” w East Oakland. Nie było na niego mocnych. Wygrywał każdy pojedynek jeden na jednego. Dobrze rzucał i przede wszystkim wysoko skakał. Isaiah Rider robił wsady już w wieku 13 lat (niektórzy twierdzą, że pierwszy dunk zrobił mając 12 lat!).
Dzięki ciężkiej pracy na treningach Rider osiągnął niezły poziom i stał się gwiazdą drużyny Encinal High School. W 1989 roku rozpoczął karierę akademicką w Allen Country Community College. Swoją przygodę z uczelnią zaczynał z przyszytą łatką świetnego dunkera, który nie potrafił podawać i widział tylko czubek swojego nosa. Być może coś w tym było, bo Rider zdobywał średnio 30 punktów na mecz, ale nie chciał się zbytnio dzielić z piłką kolegami i po roku musiał zmienić środowisko. W 1990 roku trafił do Antelope Valley College i tam również był gwiazdą – rzucał 33 punkty na mecz. Superstrzelec z Oakland musiał ponownie zmienić barwy i założył koszulkę UNLV Runnin’ Rebels. Można powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. W meczu przeciwko Georgetown, który był transmitowany na całe Stany Zjednoczone rzucił 44 punkty i ustanowił rekord strzelecki uczelni. Pod koniec sezonu 1992/1993 był najlepszym strzelcem ligi akademickiej ze średnią 29.2 pkt. na mecz (zbierał średnio 9 piłek z tablic). Dwukrotnie dostał się do drużyny All-American i raz otrzymał nagrodę Big West Conference Player of the Year. To wszystko sprawiło, że Rider Junior postanowił wziąć udział w drafcie do NBA.

Marzenie Isaiaha Ridera spełniło się 30 czerwca 1993 roku. Lider UNLV został wybrany z numerem 5 przez Minnesotę Timberwolves. To zresztą był ciekawy draft ze względu na kilka wielkich nazwisk (Chris Webber z numerem 1 trafił do Golden State Warriors, Penny Hardaway do Orlando Magic, Jamal Mashburn do Dallas Mavericks, Vin Baker do Milwaukee Bucks i Allan Houston do Detroit Pistons).

Jak przywitał się Isaiah Rider z NBA? W świetle kamer i fleszów oznajmił całemu światu, że: „Konkurs wsadów jest mój”. Niesamowita arogancja i jednocześnie pewność siebie. Nie były to jednak słowa rzucone na wiatr. Isaiah Rider miał świetny początek w NBA. W swoim debiutanckim sezonie notował średnio 16.6 pkt., 4.0 zb., 2.6 ast. i 0.7 przechw. na mecz. Dostał się też do NBA’s All-Rookie First Team, a podczas All-Star Weekend wygrał Slam Dunk Contest przed własną publicznością w Target Center w Minnesocie i trzeba sobie powiedzieć, że zrobił to w wielkim stylu. Właściwie już po pierwszej rundzie było pozamiatane. Rider pokazał kilka spektakularnych wsadów, ale to jeszcze nie był koniec magii w jego wykonaniu. Najlepsze zostawił na sam koniec. W finale konkursu Rider mierzył się z Shawnem Kempem i Robertem Packiem. Gwiazdor Wolves nie pozostawił złudzeń kto jest najlepszy i popisał się słynnym East Bay Funk Dunk. Elektryzujący wsad pod nogą dał mu zwycięstwo.

Tytuł mistrza wsadów NBA dał mu sławę i pieniądze. Gracz z numerem 34 zyskał status gwiazdy. Niestety woda sodowa szybko uderzyła mu do głowy. Newton Chelette, trener z UNLV powtarzał mu, że kiedy już dostanie się do NBA to musi ciężko trenować, bowiem liga nie wybacza braku dyscypliny i głupoty. Niestety Rider nic sobie z tego nie robił. Zaczął nagminnie spóźniać się na treningi. Pewnego razu nie poleciał z Minnesotą na mecz, ponieważ… zaspał. Trener Sidney Lowe powiedział po tym incydencie, że: „To ostatni raz kiedy Rider spóźnił się na cokolwiek w mojej drużynie”. Czyżby? Miesiąc później rzucający obrońca ponownie opuścił trening. W ciągu trzech sezonów w Minnesocie Rider opuścił 6 treningów i 3 razy nie poleciał z Wolves na wyjazdowy mecz (zawsze miał jakiś powód: korki, rozładowany akumulator itd.). Wysoki kontrakt sprawił, że Rider poczuł się panem życia. Robił awantury w hotelach, rozbił szklankę w barze i pluł na parkiety przeciwników, z którymi grał. Były dziennikarz Minneapolis Star-Tribune Steve Aschburner napisał kiedyś o nim, że: „Rider chciał być raczej gangsterem niż graczem formatu All-Star”. Jego przygoda z „Leśnymi Wilkami” zakończyła się w 1996 roku. Zawodnik kompletnie nie mógł się dogadać z trenerem Billem Blairem. Ponadto postawiono mu zarzuty palenia marihuany w trakcie sezonu i pobicia kobiety w barze. Oliwy do ognia dolała kara w postaci $10,000 za… oplucie kibica Detroit Pistons w trakcie meczu. Włodarze Wolves powiedzieli dość i oddali Ridera do Portland Trail Blazers w zamian za Billa Curleya i Jamesa Robinsona.

Sztab szkoleniowy Portland Trail Blazers nie potrafił oswoić Ridera. Mimo nagannego zachowania poza parkietem, Rider grał w Portland świetnie. Już w swoim pierwszym sezonie gry w Oregonie wprowadził Trail Blazers do playoffs. Rok później był liderem Portland pod względem liczby zdobywanych punktów – 19.7 pkt. i rzutów za trzy punkty (135 celnych trójek, 8. miejsce w lidze). Potrafił też rzucać ponad 30 pkt., jak na przykład w meczu z Toronto Raptors, który zakończył z linijką: 38 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty. Głównie dzięki niemu Portland drugi raz rzędu awansowało do playoffs – 6. miejsce w Konferencji Zachodniej z bilansem 46-36. Isaiah Rider znalazł dom w Portland, ale nie zmienił swoich złych nawyków. Cały czas się spóźniał i nadal był niekonsekwentny oraz nieprzewidywalny. Kolejny raz opluł kibica NBA. W ten sam sposób zachował się wobec pracownika linii lotniczych. W 1999 roku doszło do wymiany na linii Portland Trail Blazers-Atlanta Hawks. Rider odszedł do Atlanty, a Steve Smith powędrował do miasta w stanie Oregon.

Jego przygoda z Hawks była krótka i burzliwa. Rider to człowiek-zagadka i dla włodarzy „Jastrzębi” był niczym enigma. Przykłady? Przed jednym z meczów narzekał na uraz lewego kolana, by po wejściu do hali zmienić zdanie (nagle ból ustąpił i J.R. chciał grać). Kilkanaście dni po podpisaniu kontraktu z Hawks udzielił wywiadu, w którym błagał, żeby zarząd Atlanty go sprzedał. Podczas Świąt Bożego Narodzenia się rozmyślił i na łamach Atlanta Journal-Constitution błagał o kontrakt długoterminowy. Sztab specjalistów złożony z psychologów i psychiatrów by go nie zrozumiał. Pomimo zmienności nastrojów Rider grał całkiem nieźle. Notował średnio 19.3 pkt., 4.3 zb. i 3.7 ast. na mecz. Szkoda tylko, że jego indywidualne statystyki nie przekładały się na wyniki drużyny. Hawks w sezonie 1999/2000 zajęli dopiero 14. miejsce w Konferencji Wschodniej i nie awansowali do playoffs. Iskrzyło także na linii Isaiah Rider-Pete Babcock, którego gracz oskarżył o próbę kradzieży pieniędzy. Trener Lenny Wilkens był bezradny, a koledzy z drużyny wściekli. Włodarze Hawks rozwiązali z nim kontrakt krótko przed końcem sezonu 99/00.

Wydawało się, że po wielu skandalach Rider w NBA jest skończony, ale nieoczekiwanie pomocną dłoń wyciągnął do niego Phil Jackson, trener Los Angeles Lakers. Popularni „Jeziorowcy” potrzebowali rezerwowego strzelca, który odciążyłby Bryanta. Czy J.R. wykorzystał szansę? Przykro to pisać, ale nie. Znalazł się w drużynie, która wywalczyła trofeum Larry’ego O’Briena w sezonie 2000/2001. Jako rezerwowy rzucał średnio 7.6 pkt. na mecz, ale to wszystko nie było aż tak istotne. Na miesiąc przed playoffs władze NBA zawiesiły go za palenie marihuany (wynik testu). Nawet słynący z anielskiej cierpliwości do trudnych graczy Phil Jackson nie wytrzymał i w playoffs postawił na Grega Fostera i Deveana George’a. Rider wyleciał ze składu, a Lakers zdobyli mistrzostwo NBA bez jego udziału (pierścień Rider dostał, więc jest szczęściarzem).
Jego ostatnim klubem w karierze było Denver Nuggets. Isaiah Rider wystąpił w 10 meczach w barwach Nuggets i w listopadzie 2001 roku został wyrzucony z klubu. W ten sposób zawiesił buty na kołku…

Na sportowej emeryturze długo nie potrafił się odnaleźć. Kompletnie rozsypał się po śmierci matki, która była całym jego światem. Później z różnych powodów bardzo często trafiał do więzienia. Zakłady karne odwiedzał tak często, że nawet spece z Głównego Urzędu Statystycznego mieliby problem z policzeniem ilości jego wizyt w stanowych więzieniach.
Dopiero niedawno „nawrócił”. Wydał film autobiograficzny pod tytułem „My Testimony: Raw and Uncut”. Dodatkowo założył Fundację Sky Rider, która pomaga biednym i upośledzonym dzieciom.

Trzeci w historii prezydent Stanów Zjednoczonych Thomas Jefferson powiedział kiedyś, że: „Nic nie powstrzyma człowieka z właściwym nastawieniem przed osiągnięciem jego celu i nic na świecie nie pomoże człowiekowi ze złym nastawieniem”. Słowa te doskonale pasują do Isaiaha Ridera. Popularny J.R. miał ogromny talent, windę w nogach (104 cm wyskoku) i niezły rzut. Publiczność w halach NBA zadziwiał efektownymi wsadami i celnymi rzutami. Kiedy wykonał słynny East Bay Funk Dunk znalazł się na szczycie. Podziwiali go Charles Barkley, Jason Kidd i Gary Payton, a wielki Michael Jordan wróżył mu świetlaną przyszłość. Szkoda, że tak zdolny koszykarz przegrał z samym sobą. Co prawda ma na swoim koncie mistrzowski pierścień, ale ani razu nie zagrał w Meczu Gwiazd, a byli koledzy z drużyn, w których grał i kibice zapamiętali go głównie z afer. Historia Isaiaha Ridera jest smutna, bo pokazuje człowieka, który mógł być na szczycie, lecz wolał awantury, narkotyki i towarzystwo kobiet lekkich obyczajów. Isaiah Rider to prawdopodobnie jedyny koszykarz, którego nie okiełznał „Mistrz Zen” Phil Jackson, a wielka szkoda, bo J.R. mógł latać nad obręczami zdecydowanie dłużej niż 9 sezonów.

Facebook Comments