11 Maj
2018

Bokser, który zakończył Zimną Wojnę

Kilka lat temu szukałem w internecie informacji o „Zimnej Wojnie”. Pod tym hasłem kryją się napięte relacje między USA a ZSRR, które w latach 1947-1991 napędzały rywalizację między obiema nacjami i kilkukrotnie zagroziły wybuchem III wojny światowej. Oczywiście wśród osób, które doprowadziły do zakończenia Zimnej Wojny, mnóstwo było dobrze znanych nazwisk, od Ronalda Reagana począwszy (ówczesnego prezydenta USA), przez Michaiła Gorbaczowa (ostatni przywódca Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego), aż na Janie Pawle II skończywszy. Zaszokowało mnie jednak stwierdzenie, że do zakończenia Zimnej Wojny przyczynił się pewien znany bokser. A właściwie, aktor grający boksera…

GENIALNY CHWYT MARKETINGOWY

W 1985 w kinach pojawił się film dla wielu pokoleń kultowy. Sylvester Stallone po kilku własnych projektach, które kończyły się klapą, postanowił po raz czwarty powrócić do roli, która przyniosła mu dożywotnią sławę. Tak powstał „Rocky IV„, jedna z najpopularniejszych produkcji sportowych w historii kina. Krytycy błyskawicznie zmiażdżyli pomysł na fabułę i realizację filmu. „To początek końca ciekawej serii, która tym filmem wyzionęła ostatni oddech” pisano wówczas, a amerykańskie serwisy przyznawały oceny rzędu 38-42 (w skali 1-100). „Rocky IV” dostał 5 Złotych Malin, wróżono, że po takiej klęsce historia „Włoskiego Ogiera” zostanie raz na zawsze pogrzebana.

O tym, jak bardzo mylili się „eksperci”, niech świadczy fakt, że dopiero po 24 latach pojawił się film opowiadający o sporcie, który sprzedał więcej biletów od „czwórki”. Film nie tylko zarobił na siebie 10 razy więcej niż wynosił jego budżet, ale stał się też manifestem politycznym, który miał ogromny wpływ na amerykańskie społeczeństwo. Stallone odwołał się w nim do podświadomości mieszkańców USA i do napiętej wówczas sytuacji ze Związek Radzieckim. Przynęta chwyciła, stając się do dnia dzisiejszego jednym z najefektywniejszych sposobów promocji walk. Chociaż niewielu chce się do tego przyznawać, sztuczka z Rocky’ego wciąż jest powszechnie stosowana.

Fabuła tamtego filmu była niezwykle prosta. Wielka legenda amerykańskiego boksu Rocky Balboa powraca na ring, mszcząc swojego przyjaciela Apollo Creeda, który zginął w walce z radzieckim mistrzem Ivanem Drago. Oczywiście finalnie to amerykański duch sportu wygrywa ze „złym Ruskiem”, co do którego intencji nie można mieć żadnych wątpliwości. Zresztą, w filmie jasno pokazane są sceny, w których Drago ma wstrzykiwany doping. Jest idealnym czarnym charakterem, z którym wielki amerykański bohater musi sobie poradzić. Widz nie ma możliwości oceny moralnej obu postaci. Od pierwszych scen wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto tym złym. Nie ma najmniejszego znaczenia, że aktor grający Drago jest w rzeczywistości Szwedem, a jego zła żona Rosjanką, w prawdziwym świecie jest… żoną Stallone’a. Liczy się przekaz. A ten jest skuteczny.

ZWIĄZEK RADZIECKI NA KOLANACH

Symbolem rywalizacji jest również fakt, że decydująca walka odbywa się w Moskwie, przed radzieckimi sekretarzami, którzy muszą przyjąć zwycięstwo Amerykanina na ich własnym terenie. Po zwycięstwie Rocky „zdobywa” wrogą publiczność, która wiwatuje po tekście „jeśli ja mogłem się zmienić, ty mogłeś się zmienić, to każdy może się zmienić”. Amerykański bokser podbija serca radzieckich widzów, kurtyna. Ideologia bije po oczach, ale działa na wyobraźnię. To był rok 1985, gdy Związek Radziecki wciąż wydawał się niebezpieczny. 2 lata wcześniej wojska amerykańskie włączyły się do konfliktu w Libanie, co było nie na rękę ZSRR. Sytuacja była niezwykle napięta.

Scena, w której radziecka publiczność zaczyna wspierać amerykańskiego boksera stała się symbolem zmian. Niedługo później relacje między USA a ZSRR rzeczywiście się ociepliły. W listopadzie 1985 w kinach pojawił się Rocky IV i dosłownie w tych samych dniach doszło do spotkania Gorbaczow-Reagan, które zapoczątkowały koniec Zimnej Wojny. Jakiś czas temu ESPN postanowiło zabawić się i opowiedzieć historię mocno przekoloryzowując fakty. Zobaczcie sami.

NIENAWIŚĆ DO OBCYCH

Okrzyki „USA, USA” podczas walk bokserskich czy też MMA to od dawna norma. Podobnie jak epatowanie symbolami. Amerykańska flaga powiewająca w tle, uroczyście odśpiewany hymn w dziwnej aranżacji czy też żołnierze-weterani zasiadający w pierwszych rzędach to bardzo częsty widok. Widziałem niedawno ciekawą dyskusję na jednym z amerykańskich portali dotyczących wrestlingu, w którym krytykowano obłudę tej nacji. 27 kwietnia 2018 roku, 60 tysięcy widzów obejrzało galę wrestlingową, organizowaną w Arabii Saudyjskiej. Skąd tego typu wydarzenie? Z chęci zarobku. WWE chciało zdobyć sponsorów i nowych widzów, więc zrobiło show przepełnione swoimi największymi gwiazdami. W pewnym momencie doszło jednak do kontrowersyjnej sytuacji. Grupka „zawodników” przedstawiona jako największe talenty Arabii Saudyjskiej, została zaatakowana przez zawodników z flagą Iranu. Oczywiście lokalni bohaterowie pokonali „tych złych”, ku uciesze dziesiątek tysięcy widzów.

Amerykańskie media podchwyciły temat, oskarżając WWE o wykorzystywanie polityki do promocji własnego produktu. No, bo przecież o to właśnie chodziło, żeby Arabowie zobaczyli zwycięstwo „swoich” nad złymi Irańczykami. XXI wiek, a marketing jakby wciąż z poprzedniej epoki. Po wydarzeniach z 11 września 2001, wizerunek złego Rosjanina został zastąpiony złym Arabem. Nikt w USA nie robił z tego problemów, ale widok podsycania nienawiści między Arabią a Iranem to już polityczny skandal. Obłuda jak cholera, nie ma co z tym nawet dyskutować.

ZAMIANA RÓL

Paradoksalnie, w najbliższej przyszłości dojdzie do walki, która kompletnie nie pasuje do znanego wcześniej scenariusza. W oktagonie Bellatora zmierzą się 41-letni Chael Sonnen, oraz 5 miesięcy młodszy Fedor Emelianenko. Amerykanin wielokrotnie wpadał na dopingu, prowokował swoich rywali, śmiało można stwierdzić, że jest symbolem czasów, w których dobrą gadką można sobie wywalczyć więcej niż umiejętnościami. Rosjanin jest jego przeciwieństwem. Całe życie poczciwy, swoją wyższość udowadniał nie krzykliwymi wyzwiskami czy hasłami na koszulkach, a siłą ciosów. Co ciekawe, obaj silnie związani są z polityką. Fedor nie kryje swoich bliskich relacji z Władimirem Putinem, który w 2012 roku powołał go jako członka Ministerstwa Sportu, w zamian 2 lata później Emelianenko wspierał koncepcję aneksji Krymu przez Rosję. Z kolei Sonnen już w 2010 roku startował w lokalnych wyborach jako przedstawiciel republikanów i często powtarza, że wiąże swoją przyszłość z polityką.

Być może, władze Bellatora będą próbowały wykorzystać politykę w trakcie promocji walki. Sytuacja jest o tyle trudna, że ciężko jednoznacznie przedstawić Amerykanina jako tego dobrego, a Rosjanina jako tego złego. Można wyciągnąć temat bliskich relacji na linii Fedor-Putin, ale czy promotorzy zdecydują się na tak radykalny krok? Póki co nakręcanie promocji przed walką wziął na siebie Amerykanin, który próbuje sugerować, że Emelianenko w latach świetności stosował doping, a jego walki były ustawiane. Szczerze mówiąc, słaba koncepcja marketingowa. Ciekawe za to jak potencjał Khabiba Nurmagomedova wykorzysta UFC?

ROCKY

Oczywiście stwierdzenie, że Rocky Balboa zakończył Zimną Wojnę jest mocno naciągane. Sylvester Stallone wykorzystał panujące wówczas nastroje do promocji własnego filmu. Zrobił to w bardzo prosty sposób, korzystając z ówczesnej wrogości wobec Rosjan. Być może po filmie część amerykańskiego społeczeństwa inaczej spojrzała na ZSRR. Scena, w której radzieccy politycy biją brawo bokserowi, stała się symbolem. Każdy wie, że to tylko film, ale został na tyle dobrze zrealizowany, że wciąż znajdują się osoby, które przypisują Rocky’emu udział w upadku Zimnej Wojny. I  z pewnością kolejna część jego przygód stanie się wielkim hitem. Podejrzewam, że tym razem Drago zostanie przedstawiony w zupełnie innym świetle. Bo przecież film ma nie tylko bawić, ale i uczyć…

Komentarze
Udostępnij: