Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Ekstraklasa

Bohater narodu który przepadł w Polsce

Jest 20 marca 2008. GKS Bełchatów przegrywa 5 mecz z rzędu. Tym razem lepszy okazuje się Lech Poznań który na wyjeździe ogrywa rywali 3:0. Dzień później Orest Lenczyk odchodzi z Bełchatowa. W ataku GKSu biegają wówczas Tomasz Wróbel, Janusz Dziedzic i Mariusz Ujek. Przy wyniku 0:2 na boisku pojawia się Carlo Costly. Ten sam który kilka dni później będzie jednym z najlepszych na boisku w spotkaniu Honduras-Kolumbia. A to dopiero początek. Początek problemów w Bełchatowie i wspaniałej reprezentacyjnej kariery.

Z Hondurasu do Polski

Allan Costly w reprezentacji Hondurasu wystąpił 42 razy. Miłość do futbolu zaszczepił u swojego syna Carlosa. Gdy młody Carlo Costly miał 14 lat razem z rodziną przeniósł się do Meksyku. Nie udało mu się tam w żaden sposób zaistnieć, więc zdecydował się na powrót do ojczyzny. W barwach Club Deportivo Platense został jednym z najlepszych strzelców rozgrywek czym zwrócił na siebie uwagę wielu menedżerów.

Wybór kolejnego klubu dla Costly’ego okazał się niezwykle egzotyczny. W owym czasie Ekstraklasa zyskała wiele świeżości. W sezonie 2006/07 sensacyjne o tytuł walczyły nie Legia, Lech czy Wisła, ale GKS Bełchatów i Zagłębie Lubin. Coraz więcej do powiedzenia mieli menedżerowie którzy chętnie proponowali zawodników z najróżniejszych zakątków na świecie. Tym sposobem piłkarze z Peru, Hondurasu czy Kolumbii pojawili się na polskich boiskach.

Jednym z nich był właśnie Carlo Costly. Testy w Bełchatowie wywołały spore zainteresowanie w mediach. Bełchatów uchodził wcześniej za drużynę stawiającą głównie na Polaków, podobnie jak doświadczony trener Orest Lenczyk. Costly szybko przekonał do siebie sztab trenerski, tym bardziej że odejście z klubu sygnalizował Radosław Matusiak. Mimo to, początki w Ekstraklasie nie były najłatwiejsze. Carlo Costly znał jedynie język hiszpański, a przez cały pobyt w Polsce nie nauczył się zbyt wielu zwrotów. Debiut? Marzenie. 45 minut i dwa gole w starciu z Górnikiem Łęczna.

Cierpliwość czy niechęć?

Orest Lenczyk cierpliwie wprowadzał nowego napastnika do składu. Spora część występów ograniczała się do kilkunasto minutowych epizodów. A mimo to Carlo Costly miał to coś co reprezentuje klasowych zawodników. Potrafił zrobić różnicę. Widać było że stara się wycisnąć ile się da z otrzymywanych szans. W sumie w sezonie 2006/07 pojawił się na boisku przez 489 minut a mimo to zaliczył 6 trafień. Przy takim wyniku zaryzykowano transfer definitywny za 0.5 mln euro.

Kolejny sezon był zdecydowanie gorszy. Sam Bełchatów prezentował się coraz gorzej, a Carlo Costly nie mógł przekonać do siebie trenerów. Dziwiło mnie wówczas czemu człowiek sprowadzony za rekordowe jak na GKS pieniądze bardzo często przesiaduje na ławce rezerwowych. Przez cały sezon Carlo zaliczył jedynie 6 spotkań po 90 minut, ale zaledwie 5 bramek było wynikiem wręcz kompromitującym.

Chcę odejść

Costly chciał odejść. W wywiadzie dla Przeglądu Sportowego wylał swój żal i frustrację wobec GKSu.

„Mam już powyżej uszu tej waszej okropnej zimy. Nie mówię i nie rozumiem po polsku. Ale najgorsze jest to że zawiodłem samego siebie. Każdy trener który pracował w Bełchatowie dawał mi duży kredyt zaufania. Grałem w podstawowym składzie. Goli jednak nie strzelałem, bo żaden trener nie wystawiał mnie na ulubionej pozycji-prawego napastnika lub skrzydłowego. W polskiej lidze, jak jesteś wysoki, nieźle grasz głową, to musisz występować na szpicy. Ale ja nigdy nie byłem i nie będę środkowym napastnikiem.

Selekcjoner Hondurasu doskonale zdaje sobie z tego sprawę i w ataku zawsze daje mi kogoś do pomocy. Tydzień temy wygraliśmy 1:0 prestiżowy mecz eliminacyjny z Meksykiem. Gralem pełne 90 minut, byłem jednym z najlepszych na boisku. 26 lat na karku i grzanie ławy w średniej klasy klubie to chyba nie najlepsza perspektywa. Dogram, a w zasadzie przesiedzę na ławce lub trybunach dwie ostatnie kolejki i razem z moim menedżerem idę na rozmowę z szefami GKS. Mam ważny kontrakt jeszcze przez rok, ale wolałbym aby klub wystawił mnie na sprzedaż.

Za wszelką cenę muszę się stąd wynieść. Jak byłem skuteczny to jacyś palanci wyzywali mnie od małp i pytali czy mam ochotę na banana. Rasizm jest przekleństwem polskich stadionów. Ktoś musi się wreszcie z nim rozprawić. Mie mam już na to siły.

Z niewolnika nie ma pracownika. W Bełchatowie Costly zawodził, w reprezentacji zachwycał. Sprawa awansu na mundial 2010 to była praktycznie jego zasługa. Szczególnie upodobał sobie rywalizację z Meksykiem któremu w oficjalnych spotkaniach strzelił. Na boisku Carlos Vela, Andres Guadrado, Guiliermo Ochoa, Chicarito, Gio dos Santos a gwiazdą zostaje facet będący rezerwowym średniaka z Ekstraklasy.

Adios Polsko!

Costly w końcu wymusił wypożyczenie za które Birmingham wyłożyło 0.5 miliona. Kariery w Anglii nie zrobił, więc musiał wrócić do Polski. Dano mu kolejną szansę, ale i tym razem nie zachwycał. Bez żalu oddano go do rumuńskiego Vaslui, ale i tam nie zagrzał długo miejsca.

Wierzył że gra na mundialu stanie się przepustką do wielkiej kariery. Niestety, bohater eliminacji doznał poważnej kontuzji i turniej oglądał w roli widza. Kolejne kluby zmieniał jak rękawiczki. Amerykański Houston, grecka Veria, Chińskie Zhicheng, meksykański Atlas, turecki Gaziantepspor. Wszędzie miał jakieś problemy. Nawet gdy sportowo zaczynało się układać, mentalność jaką ma Carlo Costly robiła swoje.

Gwiazda Hondurasu

Za czasów gry w Bełchatowie mówiono o nim że jest najzdolniejszym leniem jaki pojawił się w GKSie. Zmotywowany ponownie zapewnił swojej reprezentacji awans na mundial. Tym razem pojawił się na turnieju i to w całkiem dobrym stylu. Gdy koledzy z Bełchatowa obeszli się smakiem bez udziału reprezentacji Polski w mundialu 2014, Carlo Costly strzelił gola Ekwadorowi. Nie udało się wyjść z grupy, a napastnik ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery (jest na 4 miejscu wśród najlepszych strzelców w historii Hondurasu).

W końcu gdy Honduras był blisko kolejnego awansu na mundial, ogłosił swój powrót. Wybiegł na boisku wprzez barażowym starciu przeciwko Australii, ale tym razem nie udało się zwyciężyć. Od kilku lat reprezentuje barwy klubu CD Olimpia ale mając 35 lat coraz częściej wspomina o zakończeniu kariery.

Dlaczego?

Gdy Costly przychodził do Ekstraklasy czułem że szybko podbije naszą ligę. Niestety okazał się sporym zawodem. Właściwie w żadnym klubie nie odnosił wielkich sukcesów. Może przez lenistwo, może przez specyficzny charakter. W reprezentacji Hondurasu błyszczał przez wiele lat. Może dlatego że był tam gwiazdą i trenerzy darzyli go wielkim zaufaniem?

Może to właśnie klucz to jego niepowodzeń. Czyżby odpuszczał widząc klubową rywalizację? W Hondurasie na zawsze będzie legendą która dwa razy zapewniła awans na mundial. W historii Ekstraklasy niczym szczególnym się nie zapisał. Szkoda.

 

 

Facebook Comments