Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Ligue 1 Premier League

„Bizon” z Akry

Dobry agent to prawdziwy skarb. Wiedzą o tym m. innymi Romelu Lukaku, Paul Pogba, Marco Verratti, Cristiano Ronaldo, Diego Costa, Ederson, Angel Di Maria i Gianluigi Donnarumma. Ich agenci mogą liczyć na wysokie prowizje od zawartych umów. Zawodnicy w zamian otrzymują intratne kontrakty w najlepszych klubach. Jednak nie zawsze działania agenta muszą zaowocować transferem do renomowanego klubu. Czasami lepiej wybrać dłuższą drogę do sławy i pieniędzy. Tak właśnie było z defensywnym pomocnikiem z Ghany, którego agentem był Fabien Piveteau. Zawodnik był o krok od podpisania kontraktu z Manchesterem United. Ostatecznie na Old Trafford nie trafił, a swoją przygodę z poważnym futbolem rozpoczął od Ligue 1. Swego czasu był najdroższym piłkarzem w historii Afryki. Kibice Chelsea wybrali go piłkarzem roku 2007. Dziś pozostaje bez klubu i jego kariera powoli dobiega końca. Panie i Panowie przed Wami Michael Essien!

Michael Kojo Essien urodził się 3 grudnia 1982 roku w Akrze, stolicy Ghany.

Miał zaledwie dwa lata kiedy jego rodzice się rozstali. Aba Gyandoh i James Essien nadawali na innych falach. Nie potrafili się ze sobą dogadać, dlatego związek nie przetrwał. Matka zabrała malutkiego Michaela oraz jego rodzeństwo i wyprowadziła się od Jamesa. Po kilku latach Michael poszedł do szkoły podstawowej Gomoa NByanyano DC. Dobrze się uczył, ale jeszcze lepiej grał w piłkę. Michael ukończył podstawówkę z wyróżnieniem, ale z nauką nie wiązał dalszych planów. Chciał tylko i wyłącznie grać w futbol.

Karierę piłkarską rozpoczął w klubie Liberty Professionals. Poszedł w ślady ojca, który również był piłkarzem. Essien junior był tak dobry, że otrzymał powołanie do młodzieżowej reprezentacji Ghany i poleciał z nią na Mistrzostwa Świata U-17 do Nowej Zelandii. Na Mundialu do lat 17 w 1999 roku był jedną z największych gwiazd i szybko zwrócił na siebie uwagę europejskich klubów. Chciały go Bastia, Olympique Lyon, Chelsea, Real, Milan i Panathinaikos. Essien miał zaledwie 17 lat i nie wiedział co robić. Zaopiekował się nim Fabien Piveteau, agent piłkarski z Francji. W kwietniu 2000 roku Manchester United zaprosił go do udziału w kilku meczach. Piłkarz z Ghany wystąpił nawet w drużynie „Czerwonych Diabłów” do lat 17 przeciwko Derby County i zrobił wrażenie na sztabie szkoleniowym z Old Trafford. Niestety był nieletni i nie mógł podpisać profesjonalnego kontraktu z United, dlatego zaproponowano mu przejście do współpracującego z Anglikami Royal Antwerp. Piveteau się nie zgodził i namówił Essiena, żeby swoją przygodę z europejską piłką rozpoczął od ligi francuskiej. Tak też się stało chociaż po MŚ U-17 był bliski transferu do… Zagłębia Lubin! Polski menedżer, Bogdan Maślanka otrzymał telefon od Alhajia Sly Tetteha, właściciela klubu Liberty Professionals. Prezes tego klubu z Ghany oferował „Miedziowym” Essiena. Cena? 200 tysięcy dolarów. Zagłębie nie wyłożyło takiej sumy, a Essien trafił za 250 tysięcy dolarów do Bastii. To mógł być najlepszy transfer w historii Zagłębia…

Na boiskach Ligue 1 Essien zadebiutował 30 września 2000 roku w meczu przeciwko Metz. Początki w klubie z Korsyki nie były dla niego łatwe. Trener Frédéric Antonetti nie dawał mu zbyt wielu szans. Michael wystąpił w zaledwie 13 meczach w sezonie 2000/2001. Wówczas w Bastii grał Piotr Świerczewski. Jego sytuacja zmieniła się w kolejnym sezonie. Nowym trenerem został Robert Nouzaret. Essien z miejsca wskoczył do podstawowej jedenastki i stworzył niezłą pomoc z Nicolasem Dieuze i Cyrilem Jeunechampem. Na początku 2002 roku strzelił gola na Stade Velodrome w Marsylii i od tej pory zaczął być we Francji rozpoznawalny. Jego pozycja w Sporting Club de Bastia była niepodważalna. Był silny, szybki, pewny siebie i miał żelazne płuca. Jedynym jego minusem była brutalna gra. Essien nigdy nie odstawiał nogi, dlatego w sezonie 2002/2003 otrzymał aż 12 żółtych kartek. Trener Gerard Gili to znosił, bo bardziej od fauli cenił jego piłkarskie umiejętności. Ghańczyk stał się jednym z najlepszych defensywnych pomocników we Francji. Znakomicie odbierał piłki, wyprowadzał kontrataki i celnie podawał. Strzelał także ważne gole. Do ideału pomocnika niewiele mu brakowało. Porównywano go z Patrickiem Vieirą, a francuskie media ochrzciły go pseudonimem „Robocop” (Essien wolał pseudonim „Bizon”). Po rozegraniu 76 meczów Michael opuścił Bastię i wybrał Olympique Lyon.

Jean-Michel Aulas wygrał licytację o niego z innymi francuskimi klubami (PSG, OM) i Liverpoolem. Prezes OL musiał podpisać czek na 7,8 mln euro (niektóre źródła podają, że 11 mln). Na szczęście pieniądze nie zostały wyrzucone w błoto. Essien błyskawicznie zaaklimatyzował się na Stade de Gerland. Zaufał mu trener Paul Le Guen. Michael szybko złapał wspólny język z kolegami z drużyny. Po kilku miesiącach Lyon miał najsilniejszą pomoc w całej Ligue 1: Juninho-Edmilson-Mahamadou Diarra-Michael Essien. Pierwszego gola dla Lyonu strzelił w swoim debiucie 27 czerwca 2003 roku w meczu przeciwko Auxerre. Sezon 2003/2004 zakończył mistrzostwem Francji. Rok później błyszczał już nie tylko w Ligue 1. W sezonie 2004/2005 strzelił 5 goli w Lidze Mistrzów. Jego występ przeciwko Werderowi Brema przeszedł do historii klubu. Lyon zdemolował Werder 7:2 w meczu LM. Dziennik L’Equipe pisał o nim w samych superlatywach. Pod wrażeniem jego gry był nawet Jose Mourinho. Sezon 2004/2005 zakończył tytułem najlepszego piłkarza Ligue 1. Jako pierwszy defensywny pomocnik w historii ligi francuskiej wygrał ten plebiscyt.

Michael Essien był asem w talii kart Jeana-Michela Aulasa. Prezes OL za żadne skarby nie chciał go sprzedawać. Skusiły go jednak pieniądze Romana Abramowicza i… sabotaż piłkarza. Ulubieniec kibiców ze Stade de Gerland naciskał na transfer do Chelsea. Pewnego dnia pod pretekstem problemów żołądkowych nie zagrał w jednym z meczów ligowych. Próba strajku okazała się skuteczna. Prezes Aulas wyszedł z założenia, że z niewolnika nie ma pracownika i postanowił sprzedać pomocnika z Ghany za grube pieniądze. Ostatecznie Abramowicz zapłacił za niego 38 mln euro. Latem 2005 roku Essien został najdroższym piłkarzem w historii Afryki. Spełnił też swoje marzenie o grze w Premier League.

Najlepszego piłkarza Ligue 1 czekało nie lada wyzwanie. Premier League to świat twardzieli. Tempo gry jest zawrotne, a każdy sezon intensywny. Poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Dodatkowo Chelsea posiadała w swoim składzie wybitnego specjalistę na pozycji defensywnego pomocnika – Claude’a Makélélé. Essien podjął rękawicę. Był bardzo zmotywowany i chciał udowodnić, że tytuł najlepszego piłkarza ligi francuskiej nie był przypadkiem. Swoją przygodę z „The Blues” rozpoczął 21 sierpnia 2005 roku w meczu z Arsenalem. Bardzo szybko przedarł się do pierwszego składu Chelsea. Jose Mourinho pozwolił mu zagrać w 31 meczach PL w sezonie 2005/2006. Pierwszego gola dla Chelsea zdobył 11 marca 2006 roku w meczu przeciwko Tottenhamowi Hotspur. Rok 2006 był dla niego pasmem sukcesów. Znalazł się w gronie nominowanych do Złotej Piłki, został wybrany Najlepszym Piłkarzem Afryki i otrzymał również nagrodę indywidualną od BBC. Michael Essien był na szczycie. W maju 2007 roku kibice Chelsea wybrali go piłkarzem sezonu 2006/2007. Jako pierwszy piłkarz w historii Afryki otrzymał tego typu wyróżnienie. Początek przygody z klubem ze Stamford Bridge? Idealny!

Sezon 2007/2008 rozpoczął od gola strzelonego Birmingham City. Trzeci raz z rzędu otrzymał nominację do Złotej Piłki. Niestety rok później zaczęły się jego problemy. Essien stracił prawie cały sezon 2008/2009 z powodu zerwania więzadła krzyżowego przedniego. Na boisko wrócił dopiero w marcu. Dwa miesiące później strzelił prawdopodobnie najpiękniejszą bramkę w swojej karierze w półfinale Ligi Mistrzów przeciwko Barcelonie. Kontrowersyjny mecz na Stamford Bridge zakończył się remisem i to Barca awansowała do finału LM. Sędzia Ovrebo po latach przyznał się do błędów popełnionych w tamtym meczu…

Defensywny pomocnik z Ghany cały czas marzył o Lidze Mistrzów. Był sfrustrowany po dwumeczu z Barceloną. Później nabawił się kontuzji i nie zagrał na Mistrzostwach Świata w RPA. Coraz częściej myślał też o swojej przyszłości w Londynie. Ghańczyk nie dogadywał się z Andre Villasem-Boasem. Portugalski trener był chaotyczny i podejmował dziwne decyzje na Stamford Bridge. Posadził Lamparda, Essiena i Cole’a na ławce w meczu Ligi Mistrzów z Napoli. W Premier League zaliczał wpadkę za wpadką aż w końcu Roman Abramowicz nie wytrzymał i dał szansę Roberto Di Matteo. Włoch nie miał doświadczenia trenerskiego, ale doskonale znał środowisko „The Blues”. Nowy trener szybko znalazł wspólny język z weteranami i odbudował atmosferę w szatni. John Terry, Frank Lampard i Michael Essien ponownie zaczęli grać pierwsze skrzypce w Chelsea. Niebiescy wygrali rewanż z Napoli 4:1 i awansowali do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. W ćwierćfinale Chelsea ograła Benfikę, a w półfinale Barcelonę. Zemsta była słodka i „The Blues” awansowali do finału LM, w którym zmierzyli się z Bayernem. Finał na Allianz Arena w Monachium był dramatyczny. Bayern prowadził po golu Thomasa Müllera, ale na 2. minuty przed końcem meczu do remisu doprowadził Didier Drogba. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc o losach finału miały zdecydować rzuty karne. Jedenastki lepiej egzekwowali piłkarze Chelsea i wywalczyli upragniony Puchar Ligi Mistrzów. Michael Essien był szczęśliwy jak nigdy dotąd.

Jego piękna i pełna sukcesów przygoda z Chelsea zakończyła się latem 2012 roku. Essien został wypożyczony do Realu, którego trenerem był „The Special One”. Na konferencji prasowej Jose Mourinho przedstawił Essiena jako swojego „syna”. Mou był dla Michela niczym ojciec. Poświęcił mu czas w Chelsea, dodał pewności siebie i ukształtował jako piłkarza. Wyrachowany Portugalczyk rzadko okazywał emocje, ale Essien był dla niego kimś wyjątkowym. Ghańczyk szybko stał się ważną postacią w drużynie Mourinho. Swojego pierwszego gola dla „Królewskich” zdobył 3 listopada 2012 roku. W ostatnim meczu w barwach Los Blancos strzelił gola Osasunie i zadedykował go „ojcu” Mourinho.

Jego kolejnym wielkim klubem w CV został Milan. Adriano Galliani ściągnął go do Rossonerich pod koniec stycznia 2014 roku. Jak grał Essien na San Siro? Lepiej nie pytajcie. Był wolny i ociężały jak 30-tonowy czołg. Zero goli, zero asyst, zapalenie włókien mięśniowych, pasmo kontuzji, dwie żółte kartki i jedna czerwona. Bilans miał fatalny. W czerwono-czarnej koszulce prezentował się koszmarnie. Był cieniem samego siebie. Gorzej do niego w Milanie na pozycji pomocnika wypadli jedynie Bakaye Traoré, Johann Vogel i Vikash Dhorasoo. Kiedy latem 2015 roku opuścił Mediolan kibice Rossonerich odetchnęli z ulgą.

Wiele lat gry w Premier League i kontuzje zniszczyły tego piłkarza. Jednak Essien kariery nie chciał zakończyć i przeniósł swój talent do słonecznej Grecji. Podpisał dwuletni kontrakt z Panathinaikosem. Michael z miejsca stał się najlepiej opłacanym piłkarzem „Zielonych Koniczynek” (800 tys. euro za rok gry). Pierwsze trzy miesiące spędził na leczeniu kontuzji. Na boisko wrócił pod koniec listopada 2015 roku. Koszulkę „Zielonych” założył zaledwie 15 razy (1 gol). Po roku gry w Atenach, Panathinaikos rozwiązał z nim umowę za porozumieniem stron. Później Ghańczyk odrzucił ofertę od klubu Melbourne Victory z Australii i to był błąd. Dlaczego? Essien zasmakował siedmiomiesięcznego bezrobocia. Co prawda miał z czego żyć, bo dostał odprawę od Greków, ale pod względem piłkarskim był praktycznie na dnie. Zamiast zakończyć karierę z honorem zaczął rozmieniać się na drobne. W marcu 2017 roku podpisał roczny kontrakt z… Persib Bandung, klubem grającym w pierwszej lidze indonezyjskiej. Na konferencji prasowej z dumą zaprezentował swój numer 5 na koszulce i powiedział: „Mam nadzieję, że daję dobry przykład i do Indonezji wkrótce przeniosą się inni piłkarze”.

Doświadczony pomocnik rozegrał 29 meczów dla „Tygrysów z Bandung” i strzelił 5 goli. Jego przygoda z futbolem w Indonezji zakończyła się w żenujący sposób. Właściciel Persib Bandung, Zainuri Hasyim rozwiązał z nim kontrakt, ponieważ klub zatrudnił już maksymalną ilość zagranicznych piłkarzy i dla Essiena po prostu zabrakło miejsca. Spektakularny i bolesny upadek. Obecnie Michael Essien pozostaje bez klubu.

Biorąc pod uwagę karierę klubową i reprezentacyjną, Michael Essien rozegrał do tej pory 604 mecze, strzelił 77 goli i zanotował 24 asysty.

Michael Essien w primie był jednym z najlepszych defensywnych pomocników na świecie. Fabien Piveteau wybrał mu odpowiednią ścieżkę rozwoju. Francuski agent przekonał go do gry w Ligue 1. Na boiskach Francji Essien wyrobił sobie markę. Dwukrotnie został mistrzem Francji, a z Lyonu odchodził jako najlepszy piłkarz ligi francuskiej. Chelsea dała mu mistrzostwo Anglii, sławę, ogromne pieniądze i upragnioną Ligę Mistrzów. Po przygodzie z „The Blues” znacznie obniżył loty. Nie chcieli go w Madrycie, Mediolanie, Atenach, a nawet w Bandung. Mimo wszystko trzeba mieć do niego ogromny szacunek. Osiągnął wiele, zdobył najważniejsze trofea i nie roztrwonił majątku. Jest także szczęśliwym ojcem i założycielem Fundacji Michaela Essiena, która pomaga w walce z biedą w Ghanie. Niemniej czas biegnie nieubłaganie i jedno jest pewne, Michael Essien ze sceny nie zejdzie niepokonany, a szkoda.

Facebook Comments