Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Ekstraklasa

Bałkański numer działaczy Kolejorza

Dziesięć lat temu działacze Lecha Poznań wpadli na pewną niecodzienną koncepcję. Kolejorz miał do rozegrania dwa domowe spotkania w Pucharze UEFA, a klub przymierzał się do zimowych transferów. Te letnie były prawdziwym majstersztykiem. Robert Lewandowski, Manuel Arboleda, Sławomir Peszko. Rzadko kiedy udaje się w krótkim czasie trafić tylu wartościowych graczy. Najdroższym wzmocnieniem i zarazem ulubieńcem trybun został wówczas 20-letni diament z Bośni, Semir Stilić. Rynek bałkański wyglądał bardzo interesująco, więc już w połowie listopada 2008 zaproponowano kibicom prosty układ. Całość pieniędzy zarobiona na sprzedaży biletów z dwóch ostatnich spotkań w europejskich pucharach miała zostać przeznaczona na transfery. W ten sposób trybuny pękały w szwach, a widownia wiedziała że realnie przyczynia się klubowi.

Kiedy Lech awansował do dalszej części rozgrywek, a w lidze przesunął się na pozycję lidera, działacze uznali że warto dorzucić coś ekstra do sumy uzbieranej z biletów. Dogadano się wówczas z człowiekiem który polecał Semira Stilicia do Poznania, że ma rozejrzeć się za kolejnymi prospektami. Rozmowy były na tyle owocne, że bez zastanowienia zgodzono się przekazać mu ponad pół miliona euro, nie analizując kogo ów jegomość chce wcisnąć Kolejorzowi. W ten sposób w Poznaniu zameldowało się trzech nowych Bośniaków i jeden Chorwat. Każdy z łatką niemałego talentu.

Dwóch z nich traktowano jako inwestycję niskiego ryzyka. Obaj mieli za sobą debiut w seniorskiej reprezentacji Bośni, młody wiek i właściwie tyle można było o nich wówczas powiedzieć. Fenan Salcinovic podpisał kontrakt i chwilę później został wypożyczony do Norwegii. Jasmin Buric szukowany był na trzeciego bramkarza. Z tym pierwszym sytuacja do dziś budzi spore wątpliwości. Podobno sam zawodnik bardzo chciał spróbować swoich sił w Ekstraklasie, ale Lech ściągnął go… bo musiał. Fenan i Jasmin byli wcześniej piłkarzami Celika Zenica i ich bośniacki klub postawił ultimatum, chcecie Buricia, musicie kupić go w pakiecie z Salcinoviciem. Efekt był więc taki że Kolejorz podpisał kontrakt z piłkarzem którego nie chciał. Młody bramkarz miał więcej szczęścia i do dzisiaj broni w bramce Lecha.

Wiele obiecywano sobie wówczas po Gordanie Goliku i Harisie Handziciu. Ten pierwszy był środkowym pomocnikiem Varteksu, w którym widziano następcę Rafała Murawskiego. Drugi kapitanem bośniackiej młodzieżówki. Golik podpisując kontrakt z Kolejorzem uchodził za wielki talent, w ojczyźnie porównywany do Niko Kovaca. Podobno jego zatrudnieniem zainteresowane były wówczas kluby z Włoch i Niemiec. Handzić chwilę wcześniej został wybrany najlepszym piłkarzem w Bośni poniżej 19 roku życia. Wszystko wyglądało bardzo optymistycznie, dopóki sprawy w swoje ręce nie wziął Franciszek Smuda.

Ówczesny szkoleniowiec Lecha Poznań z rozbrajającą szczerością powiedział że nie wie kto mu wcisnął taki szrot i że nikt z zimowego zaciągu nie będzie miał większych szans na grę. „Różne robiłem harakiri, ale o takim nie myślałem”-odpowiedział pytany czy da szansę Handziciowi. Żeby było zabawniej, wszyscy z pamiętnego bałkańskiego okienka transferowego podpisali długie 4,5 letnie kontrakty. Nie łatwo było tak bez słowa ich zwolnić. Marek Pogorzelczyk będący wówczas dyrektorem sportowym Lecha witając całą trójkę (Fenan nie został nawet przedstawiony) zapewniał że klub od dawna prowadził obserwacje i że jest pewien że sprowadza wartościowych zawodników.

Późniejsze wydarzenia były już jedynie konsekwencjami początkowych błędów. Zawodnicy obrażali się za brak szans gry, Lech wciskał ich na wypożyczenia, później wracali z nadzieją że w końcu ktoś im zaufa i znowu słyszeli że są w Poznaniu niepotrzebni. Przymknijmy oko na jaki że Kolejorz wygrał wówczas rywalizację o ich transfer z jakimiś poważnymi klubami z europy zachodniej, ale faktem jest że młodzi piłkarze dostali mnóstwo obietnic jak to w Lechu jest wspaniale, po czym trener nazwał ich szrotem i obraził się że nikt z nim nie konsultował ich sprowadzenia.

Jedynie Jasmin Buric sprawdził się, chociaż i w tym wypadku miał wiele szczęścia. Kto wie czy Handzic albo Golik nie daliby Lechowi jakości, gdyby szybko nie zostali skreśleni? Ich późniejsza kariera nie wyglądała imponująco, ale nie można zapominać że prawie rok bez gry dla dwudziestolatków mógł mocno zaszkodzić ich rozwojowi. Tamte tranfery chociaż dziwne, pokazują jakie panowały wówczas tendencje w klubach. Oficjalnie opowiadano o sztabach transferowych i sieci skautingu, w praktyce często robiono wzmocnienia w ciemno, bazując jedynie na opowieściach agentów piłkarskich. Nikt oczywiście się nie przyznał że wyłożył kasę na Handzicia nie obserwując go nigdy w grze, o czym może świadczyć fakt że początkowo przedstawiano go jako napastnika, a z czasem okazał się pomocnikiem. Mam dziwne wrażenie że w wielu zespołach taka praktyka trwa do dzisiaj, chociaż kluby zręczniej potrafią ją tłumaczyć. Nie dziwi więc fakt że zespoły sprowadzają zawodników którzy później potykają się o własne nogi. Tak jest taniej, a może jakimś cudem uda się trafić jak z Buriciem?

Facebook Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *