A miało być tak pięknie…

Pamiętacie sagę transferową, która rok temu elektryzowała cały świat? Potocznie zatytułowana „se queda”, okazała się jednym z największych szwindli w dziejach piłki nożnej, której za nic w świecie nie potrafiła obnażyć UEFA, bowiem zawodnik, który w niej uczestniczył jest maskotką całej Brazylii, firmy Nike, a także wielkiej zgrai ohydnie bogatych szejków z Nasserem Al-Khelaifim na czele. Oczywiście chodzi tutaj o Neymara da Silvę Santos Júniora, który myślał, że w Paryżu znajdzie swój prywatny folwark. Rzeczywistość okazała się jednak inna…

Żeby zrozumieć, o co chodzi w tym wpisie musimy cofnąć się do samego początku, kiedy Ney jako młody zawodnik przechodził do FC Barcelony. Same negocjacje budziły wielkie wątpliwości ze względu na osobę Sandro Rosella, który całą Amerykę Południową miał w kieszeni ze względu na układy z czasów pracy w Nike. Musiał on jakoś przekonać byłego piłkarza Santosu do przeprowadzki na Camp Nou wiedząc, że o jego podpis walczy Real Madryt. W tamtych czasach Barcelona była wierna powiedzeniu „Més que un club”, nie wydawała masy pieniędzy, w pierwszym zespole grała niezliczona liczba wychowanków, a cały klub był podporządkowany Leo Messiemu. Po transferze wschodzącej gwiazdy piłki nożnej Johan Cruyff zakwestionował konieczność sprowadzenia zawodnika, twierdząc, że będzie on wielkim problemem dla Barcelony, co w perspektywie czasu okazało się czarną przepowiednią.

„To świetny piłkarz, bez wątpienia. 21-latek nie może jednak kosztować więcej niż ci, którzy wygrali wszystko. Nikt w tym wieku nie jest bogiem”. Po tych słowach i innych działaniach krytykujących ówczesny zarząd, Holender stał się persona non grata w oczach Rosella i spółki. Już wcześniej zrezygnował z funkcji honorowego prezydenta ze względu na zatarg z ówczesnym szefem Blaugrany, a sytuacja z Neymarem dolała tylko oliwy do ognia.

Od samego początku Brazylijczyk dostosował się do stylu gry Barcelony, który był wykreowany pod genialnego Argentyńczyka, z którym od samego początku więź poczuł Neymar. Dziesięć asyst w pierwszym sezonie dobitnie pokazało, że były zawodnik Santosu chce być częścią rodziny, która zawsze musiała stawiać na pierwszym miejscu dobro „La Pulgi”.

Sytuacja zmieniła się jednak z biegiem czasu, kiedy w Neymarze zachodziło wiele negatywnych zmian. Żółte kartki przed imprezami urodzinowymi siostry, mecze, które potrafił przetruchtać machając rękoma niczym Cristiano Ronaldo, regenocjacje kontraktu, nieudane Mistrzostwa Świata 2014, kiedy uwierzył, że cały świat poluje na jego zdrowie, w końcu przergana w plebiscycie Ballon d’Or 2015 (najlepszy sezon Brazylijczyka w Barcelonie) o 34% z przyjacielem z drużyny.

Wpływ na niego miało oczywiście bliskie środowisko na czele z ojcem, który od samego początku był kością niezgody jeśli chodzi o kwestie finansowe jak i marketingowe. W czasach kiedy grał w Barcelonie zajmował kolejno piąte, trzecie, piąte oraz w trzecie miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. To głosowanie dobitnie pokazywało, że nigdy nie będzie w stanie przeskoczyć Messiego, który mimo trzydziestu jeden lat na karku wciąż pozostaje dwa kroki przed Brazylijczykiem. Okazało się, że indywidualne trofea z czasem stały się ważniejsze aniżeli te zdobywane z Barceloną. Saga transferowa, którą mogliśmy oglądać w 2017 roku, kiedy Ney „sam” wpłacił klauzulę w wysokości 222 mln euro ukazała nowe oblicze zawodnika i jego ojca. Porzucił on zespół, który dawał mu wiele możliwości, który w perspektywie trzech, czterech lat przejąłby, stając się zawodnikiem porównywalnym do wielkiego Romario, Rivaldo, czy Ronaldinho, którzy w Barcelonie uważani są za bogów. Wybrał łatwiejszą drogę naznaczoną wielkimi pieniędzmi, na które Barcelonę, czy każdy inny klub łącznie z Manchesterem City po prostu nie było stać.

PSG miało być miejscem, które sprawi, że Neymar będzie pępkiem całego piłkarskiego świata. Nasser Al-Khelaifi był w stanie poświęcić cały zespół, by wygrać Ligę Mistrzów na czele z Brazylijczykiem, który nie jest dla niego człowiekiem, tylko produktem, który ma mu dać upragniony cel. Po jego przyjściu, by dopiąć Finansowe Fair Play poświęcili Matuidiego, który dla kibiców z Paryża był synonimem długo oczekiwanego sukcesu, Lucasa Moure, pierwszy drogi transfer ery spod znaku petrodolara i Gonçalo Guedesa, wielkiego talentu dla którego zabrakło miejsca w zespole po przyjściu byłego piłkarza Barcelony.

Krótko po przyjściu do zespołu okazało się jednak, że Al-Khelaifi nie tylko chce wygrać Champions League, ale także powtórzyć osiągnięcie Barcelony z roku, w którym wygrali sześć tytułów. Za 135 mln euro(?) wypożyczono(?), wykupiono(?) z AS Monaco Kyliana Mbappé, który dla wielu, po jednym genialnym sezonie stał się największym talentem od czasów Crisitano Ronaldo i Leo Messiego. Neymar nie spodziewał się, że będzie grać w zespole z chłopcem, który przebojem schowa całą piłkę do kieszeni. W czasie kiedy Brazylijczyk nieudolnie walczył o zdobycie Mistrzostwa Świata, Kylian w tym roku zdobył upragniony tytuł, stając się najmłodszym strzelcem bramki dla Trójkolorowych na tym turnieju. Jego udział w zwycięstwie był ogromny, dlatego po turnieju powstało wiele memów, w których Ronaldo i Messi unoszą młodego Francuza niczym Rafiki Simbę z popularnej bajki „Król Lew”. W wieku 19 lat wygrał coś o czym marzą bądź marzyli najwięksi.

Dwa Mistrzostwa Francji nie są przypadkiem, szczególnie to pierwsze, gdy Mbappe grał jeszcze w Monaco, gdzie razem z mniej znanymi kolegami upokorzyli Paris Saint-Germain, które po tamtej kampanii wydało krocie na nowych zawodników, w tym Neymara i właśnie Kyliana. Drugi tytuł, a także sukces na arenie międzynarodowej zaprowadził młodzieńca do szóstego miejsca w plebiscycie zawodnika roku UEFA 2018, zaraz za Ronaldo, Modricem, Salahem, Griezmannem i Messim. Gdzie w tym zestawieniu znalazł się Ney? Na pewno nie w pierwszej dziesiątce.

A przecież Mbappe gra z łatką Golden Boy´a, która w ostatnich latach nie przynosiła zbytnio szczęścia. Renato Sanches, Pato, Anderson, czy Anthony Martial nie potrafią do dzisiaj spełnić pokładanych w nich nadziei. To niesamowite, że były zawodnik drużyny z Księstwa trochę nieświadomie pokazał miejsce w szeregu pyszałkowatemu Neymarowi.

Ciekawy jestem sondy wśród kibiców PSG, w której musieliby odpowiedzieć na pytanie: „Gdyby była taka konieczność to sprzedałbyś Neymara, czy Mbappe?”. Jestem przekonany, że Neymar Santos Senior razem ze swoim ukochanym Juniorem mogliby się mocno zdziwić. Oczywiście Francuz jeszcze nie wygrał Ligi Mistrzów, ale trzeba pamiętać, że to Barcelona dała tytuł Brazylijczykowi, który był tylko trybikiem genialnej machiny Luisa Enrique. Francuz jest również 6 lat lat młodszy niż Brazylijczyk co chyba najbardziej przemawia za tym, że przebicie osiągnięć byłego piłkarza Santosu jest tylko kwestią czasu.

Po czasie okazało się, że konflikt z Edinsonem Cavanim był tylko i wyłącznie nic nieznaczącym zdarzeniem w perspektywie zderzenia się z jasno świecącą gwiazdą Kyliana Mbappe, której punkt kulminacyjny jeszcze przed nami. Ich relacje wyglądają na zdrowe, ale tak samo było w Barcelonie, gdzie Neymar, Messi i Suarez tworzyli trio nie tylko na boisku. Pogoń za własnymi tytułami okazała się ważniejsza niż gra z dwójką przyjaciół. Czy romans z Realem Madryt jest przypadkiem? Szczególnie kiedy nie ma tam już Cristiano Ronaldo? Myślę, że wszyscy mamy już dość tego zadufanego w sobie gnojka, który myśli, że cały świat leży u jego stóp. Najpierw Messi, teraz Mbappe pokazali mu, że bycie mistrzem to nie tylko dobra gra, ale też charakter i umiejętność pracy zespołowej. Turlaj się dalej po murawie w meczach z Dijon, czy Amines, patrz jak inni wznoszą Puchar Ligi Mistrzów oraz złote trofeum zaprojektowane przez Silvio Gazzanigę. Takich jak Ty było wielu, dzisiaj już nikt o nich nie pamięta.