Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

La Liga

2004 – rok Valencii

Nie było bardziej pechowej drużyny na początku XXI wieku niż Valencia CF, a jej symbolem był Hector Raul Cuper. Argentyński trener wypłynął na szerokie wody jako trener RCD Mallorca. W 1999 roku poprowadził drużynę z największej wyspy archipelagu Balearów do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, który przegrał 2:1 z Lazio. Po sezonie 1998/1999 przeniósł się do Valencii i postanowił sprowadzić na Estadio Mestalla swojego rodaka, Kily’ego Gonzaleza. Transfer okazał się strzałem w dziesiątkę, a popularni „Los Che” z Gonzalezem, Claudio Lopezem, Adrianem Ilie i Santiago Canizaresem w składzie okazali się rewelacją Ligi Mistrzów. Piłkarze Cupera wygrali Grupę F wyprzedzając o 3 punkty Bayern, a w kolejnej rundzie zajęli 2. miejsce za Manchesterem United. To był debiutancki sezon Valencii w Lidze Mistrzów. Hiszpańska drużyna grała piękny dla oka futbol i w fazie pucharowej wyeliminowała Lazio i Barcelonę. Zwycięstwo nad Dumą Katalonii 4:1 w pierwszym meczu półfinałowym było niezwykle efektowne. Rozpędzonych „Nietoperzy” zatrzymał dopiero Real, który na Stade de France w Paryżu wygrał z nimi 3:0. Na pocieszenie Valencii pozostało 3. miejsce w LaLidze, które pozwoliło na występ w tych elitarnych europejskich rozgrywkach w kolejnym sezonie. Hector Raul Cuper wyciągnął wnioski z poprzedniego sezonu i postanowił sprowadzić na Mestalla nowych piłkarzy. Do „Los Ches” dołączyli m. innymi rosły John Carew z Norwegii, argentyński stoper Roberto Ayala, Rubén Baraja i Fabio Aurelio. Przemyślana kampania transferowa błyskawicznie przyniosła efekty. Po 10. kolejkach Valencia była liderem Primera Division. W Lidze Mistrzów też grała jak z nut i bez najmniejszych problemów wygrała Grupę C z dorobkiem 13 punktów. W fazie pucharowej zawodnicy Cupera wyeliminowali Arsenal, Leeds United i drugi rok z rzędu awansowali do wielkiego finału. Na San Siro w Mediolanie Valencia była bliska sukcesu. Już po 3. minutach „Blanquinegros” prowadzili 1:0, lecz w drugiej połowie do remisu doprowadził Stefan Effenberg. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a więc o losach finału decydowały rzuty karne. Jedenastki lepiej egzekwowali gracze Die Roten i ostatecznie pokonali Valencię 5:4. Drużyna Cupera dwa lata z rzędu była blisko piłkarskiej nieśmiertelności. Argentyńczyk chciał wywalczyć z Valencią wszystko, a został z niczym. Po pechowej porażce w Mediolanie zarząd „Nietoperzy” postanowili przeprowadzić rewolucję i Hectora Raula Cupera zastąpił Rafael Benitez. Jak wyszła na tym Valencia? Znakomicie!

Szefowie Valencii długo szukali nowego szkoleniowca po rezygnacji Hectora Raula Cupera. Na początku włodarze „Nietoperzy” próbowali przekonać takie nazwiska jak m. innymi Javier Irueta, Carlos Bianchi czy Luis Aragones, lecz żaden z nich nie chciał objąć Valencii. Mijały dni, a zarząd Valencia Club de Fútbol nadal nie wiedział na kogo postawić. Wtedy na dość ryzykowny pomysł wpadł Javier Subirats. Podczas spotkania z władzami Valencii wskazał na… Rafaela Beniteza. Dyrektor sportowy klubu długo przekonywał właścicieli do Beniteza. Zarząd nie chciał zaryzykować, ale ostatecznie się zgodził ze względu na brak alternatyw. W ten sposób, 1 lipca 2001 roku rozpoczęła się współpraca na linii Valencia CF-Rafael Benitez.

Początki pracy Rafy Beniteza na Mestalla nie były łatwe. Nowy trener stracił największą gwiazdę zespołu, Gaizkę Mendietę, który odszedł do Lazio za €47.7 milionów. Na szczęście Benitez miał plan i przeprowadził bardzo ciekawą kampanię transferową latem 2001 roku. Do Valencii dołączyli m. innymi Carlos Marchena, Francisco Rufete, Salva Ballesta i przede wszystkim Curro Torres oraz Mista z Teneryfy. Początkowo kibice „Los Che” nie byli przekonani do Beniteza. Jego drużyna nie porywała tłumów, ponieważ najważniejsza była dla niej defensywa. Żelazna obrona i gra skrzydłami, tak wyglądała taktyka Beniteza. Hiszpański trener w latach 90. jeździł na staże do Italii i Anglii. Analizował wiele systemów gry. Zdobyte doświadczenie na stażach zaczęło procentować w sezonie 2001/2002 w Valencii. Hiszpan doskonale przygotował drużynę pod względem kondycyjnym i wprowadził do niej system rotacji. Efekt? 1. miejsce w tabeli LaLigi i pierwsze po 31 latach przerwy mistrzostwo Hiszpanii!

Rok później Valencia rozczarowała, ale Benitez zachował stanowisko i wyciągnął wnioski z popełnionych błędów. Do sezonu 2003/2004 przygotował się perfekcyjnie. Ponadto sprowadził na Estadio Mestalla Mohameda Sissoko, Fabiana Canobbio, Jorge Lopeza, Xisco i Ricardo Oliveirę. Kluczowymi piłkarzami w układance Rafy Beniteza byli Juan Sanchez Moreno, Ricardo Oliveira, David Albelda, Roberto Ayala, przeżywający drugą młodość Amedeo Carboni, Mauricio Pellegrino, Vicente Rodríguez i bramkostrzelny Mista. Początek sezonu był niezły w wykonaniu „Nietoperzy”. Valencia grała szybko, efektownie i była skuteczna. Jednak w połowie rozgrywek 2003/2004 złapała zadyszkę i w lidze hiszpańskiej dała się wyprzedzić Realowi. Wynikało to z ciężkich bojów „Blanquinegros” w Pucharze Europy. W 4. rundzie tamtych rozgrywek Valencia wylosowała turecki Genclerbirligi i męczyła się z nim niemiłosiernie. W pierwszym meczu na Mayis Stadium w Ankarze podopieczni Beniteza przegrali 1:0 i musieli gonić wynik w rewanżu. Na Estadio Mestalla po 90. minutach Valencia prowadziła 1:0 i doszło do dogrywki. W niej na 2:0 podwyższył Vincente Rodriguez i Valencia awansowała do ćwierćfinału Pucharu UEFA. Potem „Nietoperze” ograły w dwumeczu Bordeaux, a w półfinale okazali się w lepsi od Villarrealu i awansowali do finału. Kwiecień 2004 roku był w wykonaniu Valencii świetny. Piłkarze Beniteza nie tylko awansowali do finału Pucharu UEFA, lecz także odzyskali formę w LaLidze i zaczęli gonić liderujący w tabeli Real.

Ostatnia prosta w wykonaniu Valencii w rozgrywkach 2003/2004 okazała się zabójcza. Wypaliło dosłownie wszystko! Sprawdziła się taktyka Rafy Beniteza, a kluczami do sukcesu były przygotowanie fizyczne, szczęście i fantastyczna forma strzelecka Misty. Wspaniała remontada Valencii w LaLidze stała się faktem i po 38. kolejkach „Nietoperze” świętowały ponownie mistrzostwo Hiszpanii (5 punktów przewagi nad drugą Barceloną).

Jeszcze ciekawiej było w finale Pucharu UEFA. Valencia przystępowała do meczu z Olympique w roli faworyta. W dniu 19 maja 2004 roku na Ullevi stadion w Göteborgu przyszło 39 tysięcy kibiców. Sędzią tego spektaklu w Szwecji był Pierluigi Collina. Mecz od początku przypominał szachy. Obie drużyny nie chciały atakować, bojąc się konsekwencji w postaci straconej bramki. W ataku „Les Olympiens” największe zagrożenie stwarzał Didier Drogba. Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem, lecz tuż przed przerwą nieobliczalny Fabien Barthez głupio sfaulował w polu karnym Mistę za co włoski arbiter wyrzucił go z boiska. Jedenastkę bez najmniejszych problemów wykorzystał Vincente Rodriguez i Valencia wbiła Marsylii gola do szatni, 1:0 dla „Los Che”. W drugiej połowie „Nietoperze” miały komfortową sytuację. Gracze Valencii grali w przewadze, a nogi piłkarzy OM stawały się coraz cięższe. Kombinacyjna gra biało-czarnych przyniosła efekt w 58. minucie meczu. Znakomity tamtego wieczoru Vincente uciekł lewą stroną boiska, podał do Misty, a hiszpański napastnik wyprzedził Habiba Beye’a i strzałem z ok. 10 metrów pokonał Jeremy’ego Gavanona. W ten sposób Valencia wywalczyła Puchar UEFA i trzeba sobie powiedzieć szczerze, że zrobiła to w wielkim stylu.

Sezon 2003/2004 był jednym z najlepszych w historii Valencia Club de Fútbol. Rafael Benitez poprowadził w nim „Los Che” do Mistrzostwa Hiszpanii i zwycięstwa w Pucharze UEFA. Do potrójnej korony zabrakło jedynie wygranej w Pucharze Króla. Mimo ogromnych sukcesów era Rafy Beniteza w Valencii zakończyła się właśnie po tamtym sezonie. Dlaczego? Ponieważ charyzmatyczny trener nie potrafił dogadać się z dyrektorem sportowym „Blanquinegros” Jesusem Garcią Pitarchą. Panowie nadawali na innych falach. Benitez przedstawił Jesusowi Garcii Pitarchce listę transferową, lecz nie została ona zaakceptowana. Ponadto obu Panów poróżniła wizja zarządzania klubem. Benitez się nie ugiął, szybko zwołał konferencję prasową i ogłosił, że odchodzi z Valencii. Sytuację szybko wykorzystali włodarze The Reds i od sezonu 2004/2005 Hiszpan był już trenerem Liverpoolu. Jak na tym wyszły obie strony? Liverpool już po roku z Benitezem na ławce sięgnął po Ligę Mistrzów, a Valencia do dnia dzisiejszego pozostaje w kryzysie i może tylko pomarzyć o kolejnych trofeach.

Facebook Comments